Lewica chce, by Polacy składali się na zadośćuczynienie ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw z lat 1945-1946. Chodzi o te popełnione na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym. Poseł Andrzej Zapałowski wskazał na szereg nieścisłości i absurdy oraz ich potencjalne skutki.
Na projekt Lewicy uwagę zwrócił poseł Andrzej Zapałowski. Jego tytuł mówi o „zadośćuczynieniu ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw popełnionych na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym w latach 1945-1947”.
Poselski projekt wpłynął do Sejmu co prawda w marcu 2025 r., ale w styczniu 2026 r. skierowano go do I czytania. Do reprezentowania wnioskodawców upoważniono Annę Marię Żukowską. Druk ma numer 2030.
„Ustawa określa zasady zadośćuczynienia za przestępstwa popełnione w latach 1945-1946 na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym na skutek działań formacji lub organizacji, o których mowa w art. 1 ust. 2 pkt 5 ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego (Dz. U. z 2022 r. poz. 2039), potwierdzone prawomocnie zakończonym śledztwem Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu” – czytamy w projekcie.
Świadczenie to miałoby wynosić 50 000 zł. Zadośćuczynienie miałoby być przyznawane – lub nie – decyzją administracyjną Szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.
„Podstawowym skutkiem społecznym uchwalenia ustawy będą usunięcie stanu bezprawności i wzrost poczucia sprawiedliwości społecznej. Nie jest możliwe precyzyjne określenie liczby osób, które obejmą projektowane przepisy. Ze względu na określone w projekcie kryteria uprawniające do zadośćuczynienia, wyniki śledztw IPN i znaczny upływ czasu, można szacować, że liczba możliwych wniosków nie przekroczy 100. Bardzo niewielka będzie także liczba osób, które będą mogły korzystać z uprawnień kombatanckich. Skutki finansowe wypłaty zadośćuczynień nie przekroczą dla budżetu państwa kwoty 5 mln zł” – napisano w uzasadnieniu.
Tymczasem prof. Andrzej Zapałowski w rozmowie z DoRzeczy zwrócił uwagę na kilka kwestii. W jego ocenie, gdyby przepisy te zostały uchwalone, mogłyby stanowić furtkę dla potencjalnie horrendalnych roszczeń wobec państwa polskiego. Wskazał, że chodzi o sumy idące w miliardy złotych.
Poseł wymienił także kilka punktów, które są dla niego najbardziej zdumiewające. Chodzi m.in. o kwestie interpretacyjne. – Przecież Polaków mordowało OUN UPA na tle religijnym i narodowościowym. I w uzasadnieniu czytamy, że Polska przyjmuje na siebie odpowiedzialność za działalność podziemnych formacji wojskowych. Czy UPA to nie była podziemna organizacja wojskowa? Czyli doszłoby do absurdu, wynika z uzasadnienia, że pod to można podciągnąć UPA. Że rząd polski, a nie ukraiński, bierze odpowiedzialność za działalność UPA. To były formacje wojskowe, które prześladowały Rusinów, Ukraińców, Łemków, nie mówiąc o masowym mordowaniu Polaków – ocenił.
Zapałowski odniósł się także do szacunków wnioskodawców, którzy twierdzą, że można przypuszczać, iż świadczeniem zostałoby objętych nie więcej niż 100 osób. W ocenie historyka takich przypadków mogłoby być dużo więcej – liczonych nawet w setkach tysięcy. Wskazał tutaj na potomków prześladowanych i mordowanych przez Ukraińców.
– Kolejna rzecz. Osoby, które były w 1945 roku wywożone w trakcie wymiany ludności do Związku Radzieckiego, przecież w chwili wywozu byli to obywatele polscy. Będą więc mogli powołać się na to, że zostali wywiezieni na wschód w oparciu o prześladowania na tle narodowościowym i religijnym – zwrócił uwagę na kolejny problem. Jak podkreślił, to potencjalnie kolejne kilkaset tysięcy osób.
Jak podkreślił Zapałowski, w uzasadnieniu wskazano, że projekt dotyczy terenów, które stanowiły terytorium Rzeczpospolitej od 1 stycznia 1939 roku. – Czyli ona w zamyśle dotyczy osób, które mieszkały na terenach, które Polska utraciła po II wojnie światowej i przestępstw, które na tych terenach się dokonały. Za to ma brać odpowiedzialność rząd Polski? – pytał poseł.
W jego ocenie projekt jest „niespójny” i „chaotyczny”, przez co „otwiera drzwi tak szeroko, że później wystarczy mała nowelizacja rozszerzająca, np. do 1947 roku, i mamy miliardy złotych, które państwo polskie powinno wypłacać”. – To jest coś nieprawdopodobnego – skwitował.
