We Francji do końca lutego potrwa spis powszechny. Jednak pytanie o pochodzenie rodziców wywołało reakcję lewackiej Ligi Praw Człowieka. Wśród pytań w kwestionariuszu, pytanie dotyczące miejsca urodzenia rodziców wzbudziło atak. Nic dziwnego, bo pozwoliłoby to ująć w statystyce ilu naprawdę imigrantów liczy ten kraj?
Liga Praw Człowieka apeluje, aby nie udzielać na to pytanie odpowiedzi. Ankietę organizuje INSEE (Krajowy Instytut Statystyki i Studiów Ekonomicznych). Odpowiedź na pytanie „Gdzie urodzili się twoi rodzice?” jest i tak opcjonalna.
Liga Praw Człowieka (LDH) doradza pominąć odpowiedź, bo jej zdaniem „stanowi to podstawę dla polityki, która dzieli i dyskryminuje”. Argumentację taką podzieliły też związki zawodoe – CGT i Solidaires, Ruch Przeciwko Rasizmowi i na rzecz Przyjaźni Między Narodami (MRAP) oraz Zjednoczona Federacja Związków Zawodowych (FSU).
Obawiają się, że stanowi to „krok w kierunku odmiennego traktowania w polityce publicznej osób, które niektórzy nazywają „rdzennymi Francuzami” i pozostałych, których wykluczy się z „narodowych preferencji”” .
INSEE broni się przed tymi oskarżeniami. Instytut podpiera się argumentami „poprawności politycznej” i uważa, że wprowadzenie tego pytania od 2025 roku umożliwi uwzględnienie zróżnicowania populacji oraz udokumentowanie „problemów mobilności mieszkaniowej, segregacji przestrzennej i nierówności ze względu na pochodzenie na poziomie terytorialnym”.
