Strona głównaMagazyn„Maskulinizm” jako odtrutka na „feminizm”

„Maskulinizm” jako odtrutka na „feminizm”

-

- Reklama -

„Masculinism” jest liderem wśród terminów, których liczba wyszukiwań w wyszukiwarce internetowej Le Robert w krajach francuskojęzycznych wzrosła w tym roku najbardziej. Chodzi o terminy dostępne w bezpłatnym „Le Robert Online Dictionary”. Uznaje się, że liczba wyszukiwanych słów odzwierciedla „ważne wydarzenia” i ilustruje „najważniejsze zainteresowania internautów, często wskazujące na najważniejsze tematy w dyskursie publicznym”.

Termin „maskulinizm” odnotował ponad 50 milionów odsłon między 1 stycznia a 1 grudnia 2025 roku. To wzrost w ciągu roku o 800 proc. Bardzo ciekawe jest tłumaczenie tej tendencji, „napędzanej przez popularnych influencerów w mediach społecznościowych”. Ma tu chodzić o powrót do „tradycyjnych wartości” i „atak na feministki”. Debata wokół feminizmu i krytyki męskości pojawiła się przy okazji puszczonego we Francji wiosną serialu Netflixa „Adolescence” (Dojrzewanie), który opowiadał o 13-letnim chłopcu „przesiąkniętym ideologią maskulinistyczną”, oskarżonym o morderstwo swojej koleżanki z klasy. I tak po latach agresywnego feminizmu maskulinizm ma tu być zapewne pewną „odtrutką”.

Takim mianem określa się ruchy społeczne i polityczne, które koncentrują się na sytuacji mężczyzn, podkreślając ich specyficzne potrzeby, problemy i prawa, a także zwracając uwagę na wpływ norm kulturowych i stereotypów na męskość. Uważa się nawet, że to męski odpowiednik feminizmu. No i się „wściekłe macice” doczekały…

Dodajmy jeszcze, że na drugim miejscu wyszukiwań terminów w tym słowniku online znalazło się słowo „konklawe”. Miało to związek zarówno z konklawe, które wybrało nowego papieża Leona XIV, jak i z używaniem takiego terminu podczas konsultacji społecznych w sprawie reformy francuskich emerytur.

„Nazista bez napletka”

Za takie słowa Guillaume Meurice wyleciał z pracy w Radio France i teraz procesuje się z publicznym nadawcą w sądzie pracy. Meurice to komik, który występował w programie Charline Vanhoenacker „Le Grand dimanche soir”. Po programie, w którym użył takiego określenia, był nawet przesłuchiwany przez policję w ramach śledztwa w sprawie „podżegania do nienawiści”. Śledztwo zostało jednak zamknięte z powodu braku wystarczająco „scharakteryzowanego przestępstwa”. Z pracy jednak wyleciał.

Meurice to „żartowniś” lewacki, a do incydentu doszło na początku listopada 2023. W jednym ze skeczy zasugerował na Halloween „przebranie się za Benjamina Netanjahu”, czyli „pewnego rodzaju nazisty, ale bez napletka”. Gdyby był prawicowy, śledztwo zapewne trwałoby nadal. Tutaj kończyło się na… sądzie pracy. W tej instytucji Guillaume Meurice kwestionuje zwolnienie go z roboty w 2024 roku przez Radio France. O wyrzuceniu komika było dość głośno i wywołało to kolejną debatę na temat wolności słowa i jej granic. Gdyby chodziło o postać prawicy, zapewne przykryto by to medialnym milczeniem.

Nazwanie Benjamina Netanjahu „kimś w rodzaju nazisty, ale bez napletka”, miało dodatkowo miejsce zaledwie kilka tygodni po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku i rozpoczęciu wojny w Strefie Gazy. Podciągnięto to pod akt antysemityzmu, a publiczne Radio France otrzymało nawet „ostrzeżenie” ze strony Arcom, państwowego „regulatora” mediów. Teraz 44-letni komik uważa, że skoro śledztwo policyjne „oczyściło go z zarzutów”, to powinien zostać do pracy przywrócony. Kierownictwo także mocno lewicowego Radia France zwolniło go za „poważne naruszenie obowiązków” pomimo sprzeciwu związków zawodowych i „bratniej” redakcji France Inter.

Guillaume Meurice uznał swoje zwolnienie za „zwycięstwo skrajnej prawicy” i krytykował uległość kierownictwa radia publicznego. Kilku komentatorów publicznego i jeszcze bardziej lewicowego France Inter ogłosiło, że odchodzi ze stacji w geście solidarności z Guillaume Meurice. Razem z Meurcie dołączyli do Radio Nova. Bezrobocia dla tej grupy nie ma…

Tuż przed procesem w sądzie pracy, komik udzielił wywiadu komunistycznej gazecie „L’Humanité”, w którym swoje zwolnienie zakwalifikował jako „atak na wolność słowa”. Jego prawnik domaga się „kilkadziesiąt tysięcy euro” odszkodowania.

Co zawinił migrantom „Nieznany Żołnierz”?

Do końca nie wiadomo, ale może chodzić o ataki na symbol tego kraju. Od pewnego czasu mnożą się bowiem profanacje Grobu Nieznanego Żołnierza pod Łukiem Triumfalnym w Paryżu. Najnowszy przykład to nielegalny imigrant, wobec którego wydano nakaz deportacji, a który odpalił bombę dymną przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Do incydentu doszło 12 grudnia, około godziny 23:00. Policja zatrzymała mężczyznę niedługo po odpaleniu bomby dymnej pod Łukiem Triumfalnym, a sprawca okazał się nielegalnym imigrantem, któremu wydano nakaz opuszczenia terytorium Francji.

Grób Nieznanego Żołnierza w Paryżu pod Łukiem Triumfalnym w ten sposób ponownie padł ofiarą ataku, a ten ostatni akt wandalizmu wpisuje się w niepokojącą serię incydentów z ostatnich miesięcy. Kilka tygodni temu 23-letni obywatel Sudanu Ibrahim Wassil był kilkakrotnie zatrzymywany za profanacje Grobu Nieznanego Żołnierza. W chwili aresztowania nie miał przy sobie oficjalnego dokumentu tożsamości i mówił bełkotliwie, podając się za… „prezydenta Republiki”.

Z kolei w sierpniu tego roku zatrzymano mężczyznę, który odpalał sobie papierosa płomieniem ze znicza koło Grobu Nieznanego Żołnierza. Był to obywatel Maroka, ale już legalnie przebywający we Francji. Skazano go na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu, a jego zezwolenie na pobyt zostało skrócone po skardze złożonej przez Ministra ds. Pamięci i Weteranów.

Incydenty z migrantami przybierają formy, o jakich wcześniej nikomu się nie śniło. To nie tylko ataki na symbole, ale i przenoszenie światowych konfliktów na stosunki pracy. I tak oto okazało się niedawno, że niania-muzułmanka podtruwała żydowskich pracodawców. Przenoszenie konfliktów świata na teren Europy może wraz z imigrantami przybierać więc najdziwniejsze konfiguracje.

Pochodząca z Algierii niania została zatrudniona przez żydowską rodzinę we Francji i teraz stanęła przed sądem za trucie tej rodziny. 42-letnia Algierka została już objęta nakazem opuszczenia terytorium Francji (OQTF) i jest aresztowana. Zarzuca się jej, że dodawała toksyczne substancje do posiłków żydowskiej rodziny, którą się opiekowała.

Leïla Y., bezdzietna Algierka, jest oskarżona o „podanie szkodliwej substancji, która spowodowała niezdolność do pracy trwającą ponad osiem dni, ze względu na rasę, pochodzenie etniczne, narodowość lub religię”, czyli skracając tę formułę, o antysemityzm. Została zatrudniona w styczniu 2024 roku przez rodzinę żydowską z regionu paryskiego. Miała dodawać do jedzenia i napojów tej rodziny składającej się z pary dorosłych i trójki dzieci (2, 5 i 7 lat) „domowe środki czystości”. Rodzina, która zatrudniła Leïlę Y., zgłosiła się na policję i wyjaśniła, że podane im wino miało smak wybielacza, zaś płyn do demakijażu nienaturalnie poparzył twarz kobiety. Dowody dostarczone na policję zostały przebadane. Po serii analiz śledczy wykryli obecność glikolu polietylenowego (PEG) i środków chemicznych w żywności spożywanej przez rodzinę. Produkty te zostały określone jako „szkodliwe, czasami żrące i mogące powodować poważne uszkodzenia przewodu pokarmowego”.

Aresztowana 5 lutego 2024 roku Leïla Y. zaprzeczyła stawianym zarzutom, ale później zeznała policjantom, że ta rodzina „ma pieniądze i władzę i nigdy nie powinnam była pracować dla Żydów”. Następnie przyznała się do wlania „płynu na bazie mydła” do jedzenia rodziny jako „ostrzeżenia”, ponieważ „jej nie szanowali”. Policja sprawdziła też media społecznościowe Leili Y. i odkryła na jej koncie na Facebooku „kilka postów związanych z konfliktem izraelsko-palestyńskim”. Niania została poddana ocenie psychiatrycznej, która wykazała, że nie cierpi na żadne zaburzenia, które mogłyby ograniczyć lub osłabić jej zdolność osądu. Stroną w procesie jest tu nawet CRIF (Reprezentatywna Rada Instytucji Żydowskich we Francji), której prezes Yonathan Arfi twierdzi, że „ta sprawa pokazuje przemoc strukturalną, której wyjątkowej wagi nie należy ani umniejszać, ani ukrywać”.

Test na „Francuza”

Francja ma problemy z imigrantami, a integracja się załamała. Republika szuka tu rozwiązań, a jednym z nich ma być „test obywatelski” dla cudzoziemców pragnących osiedlać się we Francji. Takie testy będą przeprowadzane już od stycznia 2026 r. Rząd chce w taki sposób pokazać, że jednak „coś robi” w sprawie imigracji i integracji przybyszów. Szczegóły testu określono w dekrecie opublikowanym jeszcze w październiku.

Pytania są dość proste: „Skąd wzięło się motto – równość, wolność, braterstwo? Jakie są zasady praw dziecka? Jakie rzeki przepływają przez kraj? Jak działają instytucje europejskie?

Dekret w tej sprawie opublikowano w ostatniej chwili, tuż przed ustąpieniem byłego ministra spraw wewnętrznych Bruno Retailleau, który obiecywał na poważnie zająć się imigracją. Dekret określa zakres i zasady egzaminu obywatelskiego, który muszą zdać cudzoziemcy ubiegający się po raz pierwszy o długoterminowe zezwolenie na pobyt lub kartę rezydenta. Dotyczy to także osób ubiegających się o naturalizację (wcześniej była to tylko rozmowa kwalifikacyjna w prefekturze, która nadal obowiązuje).

Test ma być jednym z środków przewidzianych w tzw. ustawie imigracyjnej, uchwalonej w styczniu 2024 roku w ramach „Republikańskiego Porozumienia Integracyjnego” (CIR). Szczegóły testu opracowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Jego rozwiązywanie potrwa czterdzieści pięć minut i będzie przeprowadzane cyfrowo w zatwierdzonych ośrodkach egzaminacyjnych, które ustalą opłaty. Do zdania wymagane będzie udzielenia 80 proc. poprawnych odpowiedzi na 40 pytań z podsuniętym wyborem kilku odpowiedzi. Test obejmuje w sumie pięć tematów: „Zasady i wartości Republiki” (dewiza Republiki, laickość), „Prawa i obowiązki życia we Francji”, „System instytucjonalny i polityczny” (prawo wyborcze, podstawy Unii Europejskiej), „Historia, geografia i kultura” oraz „Życie w społeczeństwie francuskim” (dostęp do opieki zdrowotnej, prawo pracy).

Nie ma tu jednak limitu liczby prób zdawania testu, a po kilku próbach, lekko zmodyfikowane pytania nie powinny nikomu sprawić problemu. Kierunek zmian słuszny, ale praktyka raczej fasadowa. Przewidziano jednak różne poziomy trudności, w zależności od rodzaju wnioskowanego zezwolenia na pobyt i wymaganego poziomu znajomości języka. Podobno minister Retailleau, tuż przed odejściem z urzędu i tak trochę testy utrudnił.

Testy krytykują oczywiście organizacje zajmujące się „prawami migrantów”, które obawiają się „wysokiego” wskaźnika niezdawalności tego egzaminu. Wskazują, że „aby zrozumieć kwestie polityczne, potrzebna jest dobra znajomość języka francuskiego w piśmie i umiejętność rozumienia pojęć”. Hélène Ceccato, odpowiedzialna za naukę języka francuskiego w Secours Catholique, twierdzi, że „od cudzoziemców oczekuje się wyższego poziomu znajomości języka francuskiego niż od obywateli francuskich, a część Francuzów jest analfabetami, zaś znaczna ich liczba nie ukończyła studiów”.

Dyrekcja Generalna ds. Cudzoziemców we Francji (DGEF), odpowiedzialna za opracowanie treści testu wiedzy obywatelskiej, już udostępniła na swojej stronie internetowej arkusze powtórkowe. Wyjaśniają one na przykład, że Konstytucja z 4 października 1958 r. jest tekstem założycielskim Piątej Republiki i składa się z preambuły oraz 108 artykułów, a decentralizacja polega na przekazaniu uprawnień i zasobów z państwa innym organom, zwanym samorządami lokalnymi. Wystarczy przeczytać…

Najnowsze