Strona głównaWiadomościPolskaKrakowianie wszczęli bunt. Policja grozi w oświadczeniu

Krakowianie wszczęli bunt. Policja grozi w oświadczeniu

-

- Reklama -

Krakowianie wszczęli bunt przeciwko tzw. Strefie Czystego Transportu. Policja oficjalnie potwierdziła wszczęcie czynności w sprawie serii „uszkodzeń” SCT i grozi karami.

Tzw. Strefa Czystego Transportu w Krakowie zaczęła obowiązywać 1 stycznia 2026 roku. Kontrowersje budziła od samego początku jej procedowania, a teraz Krakowianie przeszli do działania.

W pierwszych czterech dniach funkcjonowania strefy Zarząd Dróg Miasta Krakowa (ZDMK) zorientował się, że z ulic zniknęło około 20 znaków wyznaczających SCT. Służby miejskie w poniedziałek oficjalnie zgłosiły sprawę organom ścigania.

Policja: Sprawcy poniosą odpowiedzialność

W odpowiedzi na zgłoszenia drogowców, krakowska policja wydała komunikat.

„W związku z ostatnimi zdarzeniami związanymi z uszkodzeniem znaków informujących o obowiązywaniu na terenie miasta „Strefy Czystego Transportu”, krakowska policja prowadzi czynności mające na celu ustalenie sprawcy lub sprawców tego czynu” – poinformowały służby prasowe policji.

Funkcjonariusze usuwanie znaków SCT zakwalifikowali jako niszczenie mienia. „Sprawcy muszą się liczyć z tym, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności za takie zachowanie” – czytamy w policyjnym oświadczeniu.

Michał Pyclik z ZDMK wyjaśnia, że urzędnicy czekają na decyzje o tym, czy sprawy będą traktowane jako serie wykroczeń, czy przestępstw. Koszt wymiany pojedynczego znaku to 600 zł. Drogowcy zapowiedzieli również przegląd monitoringu z miejsc, w których usytuowane były znaki.

Opór społeczny

Działania wymierzone w infrastrukturę SCT nie są przypadkowe. Przeciwnicy strefy od dłuższego czasu organizują się w mediach społecznościowych. Na Facebooku powstała grupa „Blade Runners SCT Kraków”, nawiązująca nazwą do podobnych grup działających w Wielkiej Brytanii. Obecnie liczy ona już 21 tys. obserwujących. Niezadowolenie wylewa się również w komentarzach pod postami prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego.

Argumenty przeciwników – w tym władz i mieszkańców gmin ościennych – dotyczą głównie zasad równości wobec prawa. Krytycy wskazują, że strefa faworyzuje mieszkańców Krakowa, zwalniając ich z opłat za poruszanie się starszymi pojazdami, podczas gdy przyjezdni muszą płacić. Kontrowersje budzi także zasięg terytorialny strefy, obejmujący aż 61 proc. powierzchni miasta oraz brak aktualnych danych uzasadniających tak restrykcyjne środki.

Władze miasta bronią decyzji, powołując się na konieczność poprawy jakości powietrza i zdrowia mieszkańców oraz wymogi ustawy o elektromobilności. Zgodnie z prawem, miasta powyżej 100 tys. mieszkańców z przekroczonym poziomem dwutlenku azotu są zobligowane do tworzenia takich stref.

CZYTAJ TAKŻE: Londyńska strefa czystego transportu wcale nie poprawiła jakości powietrza

Nie jesteś eko, no chyba, że zapłacisz

Obecnie po krakowskiej SCT bez ograniczeń mogą poruszać się pojazdy benzynowe i z LPG spełniające normę co najmniej Euro 4 (lub wyprodukowane min. w 2005 r.) oraz diesle z normą co najmniej Euro 6 (rok produkcji od 2014 dla aut osobowych i 2012 dla ciężarowych).

Kierowcy niespełniający tych norm mogą jednak wykupić wjazd. Ceny? 2,50 zł za godzinę, 5 zł za dzień lub 100 zł za miesiąc. Najwyraźniej po uiszczeniu opłaty rzekoma troska o środowisko schodzi na dalszy plan.

Za „bezprawny” wjazd grozi mandat do 500 zł. Losy SCT wciąż ważą się jeszcze na sali sądowej. 14 stycznia w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Krakowie odbędzie się rozprawa dotycząca skarg na strefę. Wyrok będzie jednak nieprawomocny, co oznacza, że nie wpłynie on natychmiastowo na jej funkcjonowanie.

Niemcy wycofują się ze Stref Czystego Transportu. A Polska?

 

Najnowsze