Rosyjska kompania „Rosatom” została wybrana dla utworzenia w Kazachstanie konsorcjum do budowy pierwszej w tym kraju elektrowni atomowej. Informację tę podała Agencja ds. Energii Atomowej republiki. Kto wejdzie w skład tego konsorcjum, póki co nie wiadomo. Szef agencji poinformował tylko, że jest bardzo prawdopodobne, że władze Kazachstanu będą chciały zbudować u siebie jeszcze jedną elektrownię atomową.
Jeżeli podejmą taką decyzję, to ich zlecenie otrzyma chińska państwowa kompania CNNC. Jakimi kryteriami władze Kazachstanu posługiwały się przy wyborze partnera do budowy, nie podano. Nie ogłosiły też, dlaczego budową kolejnej zajmie się ewentualnie chińska korporacja.
Po trzech latach dyskusji Kazachstan wybrał partnera, który zbuduje w nim pierwszą elektrownię atomową. Został nim rosyjski „Rosatom”. Nie była to raczej zaskakująca decyzja. Większość obserwatorów było zdania, że taką decyzję podejmie Astana. Decyzja ma wyraźny podtekst polityczny. Rosja jest wciąż głównym partnerem Kazachstanu i kraj ten nie zamierza z nią zrywać lub rozluźniać stosunków.
Dużą przesłanką dla Astany w wyborze wykonawcy elektrowni atomowej był fakt, że „Rosatom” buduje wielką siłownię atomową także w Turcji. Ta zaś również jest znaczącym strategicznym partnerem Kazachstanu, z którym łączą go wielorakie więzy. Podejście Kazachstanu do budowy elektrowni atomowej jest dokładnie takie jak Turcji. Obu krajom zależy nie tylko na budowie samych elektrowni, ale na stworzeniu stałego sektora atomowego w gospodarce.
Eksperci Kazachstanu wybrali tę samą technologię, którą wcześniej zdecydowała się wdrażać u siebie Ankara, biorąc przykład z Chin, Węgier i Białorusi. Jej podstawą są reaktory WWER-1200 pokolenia 3 plus, które według przedstawicieli „Rosatomu” są sprawdzonym przez czas urządzeniami, wzmocnionymi przez aktywne i pasywne systemy ochrony, uwzględniające wszystkie międzynarodowe standardy bezpieczeństwa.
Ze wszystkich kompanii ubiegających się o zlecenie na budowę elektrowni, tylko francuska kompania EDF miała w swojej ofercie reaktory pokolenia 3 plus. Proponowała, że zbuduje w Kazachstanie elektrownię atomową, wyposażoną w reaktory EPR-1200 (European Pressurized Reactor). Model ten ma jednak zasadniczą wadę. Nigdzie w świecie nie został on wypróbowany w praktyce. Istnieje tylko w sferze projektów.
Nie chciał być pierwszym
Kazachstan nie chciał być pierwszym krajem, w którym reaktor ten będzie wypróbowany w praktyce. Atutem oferty „Rosatomu” był też fakt, że udzielił on Kazachstanowi kredytu na realizację inwestycji. Taką taktykę „Rosatom” stosuje, popierając swoje inwestycje w różnych krajach.
Pierwsza elektrownia atomowa w Kazachstanie ma kosztować od 10–12 mld USD! Będzie realizowana nie tylko przez rosyjskie, ale i zagraniczne firmy. Najprawdopodobniej tureckie i chińskie. Współpraca firm francuskich czy koreańskich jest obecnie mało realna. „Rosatom” jest bowiem objęty zachodnimi sankcjami. Utrudnia mu to funkcjonowanie, ale na całość jego biznesu nie ma większego przełożenia.
Prezes Agencji ds. Energii Atomowej Kazachstanu Ałmasad Satkalijew podkreślił, że fakt budowania przez „Rosatom” pierwszej elektrowni atomowej nie doprowadzi do uzależnienia Kazachstanu od Rosji w zakresie energetyki jądrowej. Republika będzie jej właścicielem, operatorem i producentem uranowego paliwa. Kazachstan ma duże pokłady rud uranu i chce je zagospodarować, by czerpać z nich realne zyski. Największe z nich zapewnia zaś ruda przerobiona na atomowe paliwo. „Rosatom” zobowiązał się, jak to już zostało nadmienione, do stworzenia całej gałęzi energetyki jądrowej, która będzie funkcjonowała samodzielnie. Rosyjska firma ma też przeszkolić fachowców, którzy będą obsługiwać elektrownię i dbać o jej bezpieczeństwo.
Nad jeziorem Bałchasz
Pierwsza elektrownia atomowa ma być zbudowana w pasiołku Ulken w obwodzie ałmatyńskim nad jeziorem Bałchasz o zmiennej powierzchni od 17 tys. do 22 tys. km2. Jezioro to jest długie na 615 km, szerokie do 74 km i głębokie do 26 metrów. Zbiornik ten jest obecnie po wyschnięciu Morza Aralskiego największym tego typu w Kazachstanie i dlatego nad nim atomowa inwestycja została zlokalizowana.
Oczywiście Kazachstan, tworząc sektor energii atomowej w swoim kraju, nie zamierza poprzestać na jednej elektrowni atomowej. Jego eksperci twierdzą, że powinien ich mieć co najmniej trzy. Druga powinna zostać wzniesiona przy zbiorniku na rzece Irtysz w rejonie miasta Kurczatow. Wszystko wskazuje, że tę elektrownię będzie realizować chiński koncern CNNC. O tym, że bardzo chce on wejść na kazachski rynek, świadczy fakt, że przedłożył on zadziwiająco tanią ofertę. Budowa jednego energobloku miała kosztować stronę kazachską tylko 20 mld juanów, czyli 2,8 mld USD. Chińczycy zapewnili też, że zakończą pracę w rekordowo krótkim terminie, bo w ciągu 5 lat. Jedynym mankamentem ich oferty był fakt, że pieniądze na realizację inwestycji musiał wyłożyć sam Kazachstan. Chińska korporacja odmówiła zorganizowania jakiejś linii kredytowej. Astana bała się też naruszyć swoje rezerwy. Ponadto wielu ekspertów kazachskich z dużą powściągliwością oceniało chińską ofertę. Wiadomo, że jak coś jest tanie i szybko zbudowane – to może okazać się niewypałem.
Blisko chińskiej granicy
Obecnie te obawy wydają się być przełamane, ale symptomatyczne, że miejsce dla drugiej elektrowni władze Kazachstanu wskazały stosunkowo blisko chińskiej granicy. Można by z niej wyczytać następujący podtekst. Jak coś spieprzycie, to przynajmniej część skażenia pójdzie na wasz kraj. Oczywiście Chińczycy zapewniają, że ich atomowa siłownia jest całkowicie bezpieczna i nigdy dotąd w Chinach nie miały żadnej awarii.
Budowa atomowych siłowni dla Kazachstanu ma znaczenie strategiczne. Jego prezydent Kasym Żomart-Tokajew, w jednym z ostatnich wystąpień wyraził nadzieję, że nowa energetyczna gałąź zapewni jego krajowi dalszą możliwość rozwoju.