Ostatnimi czasy spore zdziwienie – by nie rzec sensację – w świecie mediów i polityki wywołał reportaż pt. „Rabota w Polsze” z cyklu „Czarno na białym” telewizji TVN 24, z którego wynikało, że za propagowaniem popularnego wśród polityków i wyborców Platformy Obywatelskiej hasła „j..ać PiS” stały rosyjskie służby specjalne.
Zdziwienie brało się stąd, że zarówno telewizja TVN 24, jak i autor reportażu red. Piotr Świerczek – delikatnie mówiąc – dalecy byli od przedstawiania PO i jej sympatyków w niekorzystnym świetle. Tym zaś niewątpliwie jest stwierdzenie, że hasło, którym z taką lubością się posługują, zostało im podrzucone z Moskwy, od której chcą się wszelkimi sposobami odżegnać, a wszelkie związki z nią imputować politycznym przeciwnikom – od zawsze Konfederacji, a od pewnego czasu także PiSowi.
Tymczasem ze wspomnianego reportażu – opierającego się na ustaleniach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – wynikało, że to właśnie agenci rosyjskich tajnych służb werbowali na terenie Polski osoby, których zadaniem było malowanie w miejscach publicznych m.in. wspomnianego hasła, co miało ośmieszać i dyskredytować w oczach – zwłaszcza młodych – Polaków rządzącą wówczas partię. Odkrycie to kłóci się z obowiązującą dotychczas narracją, jakoby powstało ono spontanicznie jako wyraz słusznego gniewu obywateli wobec polityki partii Jarosława Kaczyńskiego – dokładnie tak samo jak słynne „wyp…ać”, spopularyzowane przez Martę Lempart i jej towarzyszki w czasie tzw. Strajku Kobiet.
Z lubością wykrzykiwano je więc na wszelkich antyrządowych zgromadzeniach; śpiewali tak uczestnicy ubiegłorocznego Campusu Polska Przyszłości na dyskotece, której „didżejami” byli ministrowie rządu PO Sławomir Nitras i Adam Szłapka. W telewizji można też było zobaczyć euforię, z jaką te dwa słowa skandują działacze – w tym posłowie – PO z Pomorza w swoim sztabie na wieść o wynikach wyborów parlamentarnych 15 października 2023 r.
Z racji oczywistej wulgarności, hasło to często zastępowano znakiem ośmiu gwiazdek; każda z nich oznacza jedną literkę, toteż zapisuje się je w sekwencji pięć plus trzy. Znak taki umieścił na swoim samochodzie np. poseł Witold Zembaczyński z PO, który na pytanie dziennikarza, bez żenady poinformował, że owe gwiazdki oznaczają dokładnie „j…ać PiS” i „jest to hasło przewodnie jego myśli politycznej”. Było ono zresztą twórczo rozwijane – np. znany piosenkarz Andrzej Piaseczny na swoich 50. urodzinach nawoływał, aby „j..ać” nie tylko PiS, ale i Konfederację – co nagrał i puścił do sieci jego przyjaciel Adam Darski ps. Nergal.
Wszystko to są rzeczy znane – i nie pisałbym o nich, gdyby nie to, że od pewnego czasu Telewizja Republika propaguje, aby na rozmaitych manifestacjach przeciwko obecnej władzy stosować hasło „Nie bać Tuska”.
Jego autor red. Piotr Lisiewicz nie kryje zadowolenia ze swojego pomysłu – że slogan niby prześmiewczy, ale przecież nie wulgarny. Literalnie rzecz biorąc – nie, ale przecież przy skandowaniu przez większy lub mniejszy tłum poszczególne głoski się rozmywają, przez co nieprzygotowani, nie znający go wcześniej odbiorcy są przekonani, że słyszą właśnie „j..ać Tuska”.
Odbiór taki podkreśla rażąca niegramatyczność. W języku polskim czasownik „bać” jest czasownikiem zwrotnym, tj. zawsze występuje z zaimkiem „się”. Wprawdzie w jednym z programów TV Republika red. Adrian Klarenbach z właściwym sobie rezonem twierdził, że tak się przecież mówi, czego dowodem ma być zwrot „nie bój żaby”. Tyle, że nie występował on w żywym języku – było to powiedzonko filmowego pana Zbyszka, postaci z dawno już zakończonego serialu „Plebania”, którego reżyserem był notabene Jan Kidawa-Błoński, prywatnie mąż Małgorzaty, niedoszłej „prawdziwej prezydent” z PO.
Republika przeprowadziła nawet sondę, m.in. wśród polityków. Wszystkich, w tym Szymona Hołownię, nie pytano jednak logicznie, „czy boją Tuska”, lecz „czy się boją Tuska”. Reasumując albo hasło to ma być niegramatyczne, albo łudząco imitować „platformerski” pierwowzór. Tertium non datur – i żadnej z tych opcji nie można zaakceptować.
Zdaję sobie sprawę, że – w obliczu polityki obecnego rządu (a właściwie jej braku!) – wielu osobom taki właśnie odbiór sloganu Republiki może się nawet podobać. Wulgaryzmy – nawet te zakamuflowane, ukryte pod gwiazdkami lub rozmytej wymowie głosek – niech jednak zostaną domeną lewicy. Prawica naprawdę nie musi małpować jej metod i grać według zasad stworzonych przez przeciwnika. Może to wielkie słowa, ale prawica – jak mówi sama nazwa – winna być prawa także w sposobach działania. Wreszcie – czy prawicowa telewizja powinna uczyć lekceważenia zasad gramatyki i utrwalać przekonanie, że można dowolnie psuć język – równocześnie ubolewając, że „ministra” Barbara Nowacka obniża poziom nauczania w szkołach? Uporczywe powtarzanie tego hasła przez „największą prawicową”, a nawet „największą informacyjną” telewizję w Polsce jest raczej niedźwiedzią przysługą dla szeroko pojętej polskiej prawicy.
Sprawa ma jeszcze jeden, zabawny aspekt.
Otóż red. Piotr Lisiewicz – przynajmniej na łamach „Gazety Polskiej” – niestrudzenie tropi i demaskuje „agentów Kremla”. Generalnie ujmując, są to wszyscy, którzy mieli lub mają wątpliwości do aktualnej „linii partii” Jarosława Kaczyńskiego, np. przeciwnicy „piątki dla zwierząt” lub przymusowych szczepień na COVID. Stałe miejsce w tym gronie należy rzecz jasna do polityków Konfederacji – np. Grzegorz Braun to dla Lisiewicza „Rosjanin mówiący po polsku” (GP, 17 IV 2024). Z kolei Ewa Zajączkowska-Hernik „pojawiła się w willi antypolskiego pachołka Moskwy, agenta mordującej Żołnierzy Wyklętych Informacji Wojskowej, by udzielić wywiadu jego córce Monice Jaruzelskiej, jak Braun czy Korwin”. O zgrozo, „dostała też zaproszenie do TVN”, która krytykuje ją „tak mocno, by zachęciło to część elektoratu PiS do przejścia na stronę Konfederacji, czyli de facto ruskich” (GP, 15 V 2024). Chciałoby się zapytać, dlaczego do TVNu przychodzą politycy PiS? I czy w owej „ociekającej krwią” willi nie gościł aby Rafał Ziemkiewicz, niewątpliwy gwiazdor Republiki lub występujący w niej często poseł Marek Jakubiak?
Teraz, kiedy okazało się, że wymyślone przez red. Lisiewicza hasło jest niezbyt udolnym (gramatyka!) naśladowaniem działań rosyjskich służb specjalnych, dystansuje się on oczywiście od tegoż pierwowzoru i staje w pierwszym szeregu potępiających jego moskiewskie konotacje. Przyznaje, że „j..ać” to „rusycyzm, choć zakorzeniony w Polsce od wieków” i „kagiebowska chamówa” (GPol, 5 III 2025), ale swojego „nie bać” w żaden sposób z nim nie łączy.