Strona głównaMagazynA to Polska właśnie?

A to Polska właśnie?

-

- Reklama -

P. prof. Sławomir Cenckiewicz w nadtytule swego blogu na Ӿ pisze: „PRL nie była Polską” – a WCzc. Jarosław Kaczyński po raz kolejny powiedział, że kto głosuje przeciwko PiS-owi, głosuje „przeciwko Polsce”. Jest to oczywista bzdura – ale przy okazji raz jeszcze wyjaśnię pojęcia.

Otóż PRL istotnie nie była „Polską”. „Polską” nie jest również ani Druga ani Trzecia Rzeczpospolita. Ani żadne królestwo polskie. Z tych samych powodów, dla których „katoliczką” nie jest Akcja Katolicka ani żadna katolicka organizacja. To są po prostu pojęcia z innej kategorii.

„Polska” to kraj położony gdzieś obok Bałtyku i Karpat, w dorzeczu Wisły i Odry, zamieszkany przez ludność na ogół uważającą się za „Polaków”, mówiących językiem mniej-więcej polskim (od czasu wynalezienia druku, radia i TV dość zestandardyzowanym – ale przedtem nie! ) i kierujący się jakimiś mniej-wiecej wspólnymi zasadami etycznymi; „Polak” może się uważać za „w połowie Polaka” czy „w ćwierci Polaka”. Natomiast „III RP” to państwo – mające dokładnie określone granice, dokładnie wiedzące, kto jest jego obywatelem, i kierujące się dokładnie sprecyzowanym prawem (choć w d***kracji ustawodawcy potrafią prawo formułować tak, że niektóre mętne skądinąd zasady etyczne wyglądają przy nim jak szczyt precyzji…). Często państwo wkracza nawet w nieswoją dziedzinę języka, dekretując, co jest „poprawna polszczyzną”!!

Te dwa pojęcia formalnie nie mają ze sobą nic wspólnego. W ciągu dziesięciu lat mogą z Polski stopniowo wyjechać wszyscy obecni jej „obywatele”, a na ich miejsce przyjechać 35 milionów Kurdów. Jeśli ci Kurdowie nie zmienią konstytucji, to III Rzeczpospolita Polska będzie nadal trwać – choć raczej nie nazywalibyśmy już tego kraju „Polską” – ale przecież Niemcy na Wschodzie nazywali swój kraj „Prusami”, choć Prusów już tam nie było.

W wyniku zdarzeń militarno-politycznych III Rzeczpospolita może utracić Ziemie Zachodnie, a za to objąć na Wschodzie tereny I RP – i nadal będzie III Rzecząpospolitą. Będzie nią nawet, jeśli zajmie Łużyce, Lubusz, Pomorze Przednie, Polesie, Wołyń, Podole, Galicję i Słowację. Jeśli jednak z tej okazji zmieni konstytucję i nazwie się Cesarstwem Środkowo-Europejskim – to będzie już innym państwem. Wszelako nie w wyniku zmiany terytorium i ludności!

5 października 1958 roku śp. gen. Karol de Gaulle obalił IV Republikę Francuską i stworzył Piątą. Co ciekawe, na ogół skrupulatna w tych kwestiach Wikipedia ujmuje to tak: „V Republika Francuska (fr. Cinquième République) – okres [?? – JKM] piątej konstytucji republikańskiej Francji. De Gaulle (…) wykorzystał kryzys algierski jako okazję do utworzenia nowego rządu [?? – JKM] francuskiego z silniejszym urzędem prezydenta, który poprzednio pełnił jedynie funkcje reprezentacyjne”. Autorowi nie starczyło wiedzy, by zamiast „nowego rządu” (co jest oczywistym nonsensem) napisać „ nowego państwa”. Bo Francja pozostała stara, ale państwo było całkiem nowe. Przy okazji: Gujana Francuska jest częścią V Republiki, a nie jest częścią Francji. Piszę to, bo ludzie nie odróżniający „kraju” od „państwa” mają z tym zupełnie niezrozumiałe problemy!

Jest też ciekawym pytaniem, czy gdyby od jakiegoś specyficznego CoViD-u wymarła cała biała i latynoska ludność USA, to Murzyni zmieniliby konstytucję i prawa, i nazwali się Państwem Czarnych – czy tez zachowaliby prawo i dumnie nazywali się „Stanami Zjednoczonymi Ameryki”? Trudno przewidzieć – ale przesłanką może być sytuacja w Nigerii, która zachowała prawa angielskie, a sędziowie nadal zasiadają i wyrokują w perukach.

Otóż często przez „Polskę” rozumie się „państwo polskie”. Nazwa tego państwa („polskie”) ma swoje znaczenie – ale najważniejszy jest rzeczownik: „państwo”.

Otóż „państwo” jest to, jak słusznie zauważył piekłoszczyk Karol Marx, aparat ucisku. Składa się z Premiera, rządzącego wojskiem, policją, całą armią urzędników i ogromną liczbą instytucyj przez państwo opłacanych.

Kiedyś „państwo” służyło jakiemuś celowi. Premier mianowany był przez Króla – czyli człowieka mającego jakieś swoje ideały. Państwa były ludzkie. Celem tego Króla było krzewienie Wiary, niszczenie Wiary, szerzenie Wolności – i starał się on to osiągnąć przez rozszerzanie swojej władzy. Zdarzało się, że Monarcha nie miał szczytnych ideałów – i wtedy raczej dbał o utrzymanie swego stanu posiadania niż o ekspansję. W każdym razie państwa konkurowały ze sobą: demografią, prawami, przemysłem, militarnie – i w wyniku selekcji wygrywały najsprawniejsze. A Monarcha to państwo kontrolował.

Dzisiaj, w d***kracji, premierzy nie są mianowani przez monarchów, lecz przez rządzące partie – i tym samym państwa mają jeden cel: by rządzące partie mogły się jak najwięcej nakraść. Nie mają więc żadnego interesu, by ze sobą walczyć lub konkurować. Najchętniej zawierają między sobą porozumienia typu „helsińskiego” („O niezmienianiu w Europie granic siłą”) – co daje każdej „klasie politycznej” pewność, że będzie mogła okradać swoich „obywateli”, nie obawiając się konkurencji.

Partie to po prostu gangi idące wyłącznie w celu nagrabienia się. Owszem, są jeszcze partie Lewicy i Prawicy walczące o  swoje ideały – ale partie walczące po prostu o pieniądze mają nad nimi ogromną przewagę, bo partie, które walczą o pieniądze, mają najwięcej pieniędzy. To zresztą zaczyna się już przy zakładaniu państwa. Partie etatystyczne mogą swoim członkom po zwycięstwie zaoferować wiele posad, a partie liberalne – nic! Dlatego niemal zawsze nowe państwo zakładają jacyś lewicowcy, jak np. śp. Józef Piłsudski czy (na razie nieskuteczna) Demokratyczna Partia Kurdystanu.

I to jest państwo. Natomiast Senat, Sejm i Prezydent mają w imieniu Polaków kontrolować to państwo, by nie rozkradło wszystkiego i nie wzięło nas pod but.

I kończę te rozważania uwagą, że te organy tego nie robią!

Najnowsze