Hiszpania przeżywa jeden z najbardziej fascynujących, a zarazem napiętych rozdziałów swojej współczesnej historii. Z jednej strony kraj ten błyszczy w statystykach makroekonomicznych jako lider wzrostu gospodarczego w strefie euro, wyprzedzając borykające się ze stagnacją i problemami strukturalnymi Niemcy oraz Francję. Z drugiej – w cieniu tych optymistycznych wskaźników kryją się głębokie pęknięcia społeczne oraz niepokojąco słabe fundamenty systemowe. Bliższa analiza tych zjawisk stawia pod wielkim znakiem zapytania długoterminową stabilność oraz wydolność obecnego, hiszpańskiego modelu gospodarczego.
Niespodziewana decyzja premiera Sáncheza o skróceniu kadencji i rozpisaniu przedterminowych wyborów parlamentarnych na 29 listopada 2026 roku otwiera niezwykle niepewny rozdział w walce o władzę w Madrycie. Wybory te nie będą jedynie zwykłym testem popularności rządzącej koalicji, lecz plebiscytem dotyczącym przyszłego kierunku rozwoju państwa.
Magia wskaźników już nie działa
Analizując wyłącznie podstawowe wskaźniki i oficjalne dane statystyczne, Hiszpania mogłaby uchodzić za europejskiego prymusa. Wzrost PKB stabilnie utrzymuje się od dekady na poziomie ok. 2 proc. do 2,6 proc. rocznie. Głównymi motorami tego rozwoju pozostają niezmiennie: potężny boom w sektorze turystycznym, wysoki poziom konsumpcji wewnętrznej, napływ nowej siły roboczej oraz stopniowy, chociaż wciąż powolny spadek bezrobocia. Warto jednak pamiętać, że stopa bezrobocia w Hiszpanii nadal oscyluje w granicach 9,5–10 proc., co stanowi jeden z najgorszych wyników w całej Unii Europejskiej, ze szczególnie niepokojącym odsetkiem osób młodych pozostających bez pracy.
Z punktu widzenia finansów publicznych sytuacja wygląda na względnie opanowaną – deficyt budżetowy wynosi obecnie około 2,4 proc., choć ogólne zadłużenie sektora publicznego osiąga 101 proc. PKB. Jednak podstawy tej koniunktury są niesłychanie kruche. Wynika to bezpośrednio z głębokich barier strukturalnych, które od lat skutecznie krępują potencjał gospodarczy kraju nad Tagiem i Ebro. Dokładniejsza analiza międzynarodowych rankingów obnaża chroniczne słabości hiszpańskiego państwa, które uniemożliwiają mu awans do czołówki najbardziej konkurencyjnych i innowacyjnych gospodarek świata.
Problemy hiszpańskiej gospodarki
Indeks Wolności Gospodarczej: Uplasowanie się Hiszpanii na zaledwie 53. pozycji dowodzi, że hiszpański sektor prywatny dusi się pod naporem nadmiernej biurokracji, skomplikowanych procedur administracyjnych oraz wszechobecnego interwencjonizmu państwowego. Sytuacja ta znacząco utrudnia codzienne prowadzenie biznesu i efektywnie hamuje rozwój małych i średnich przedsiębiorstw, stanowiących przecież kręgosłup tamtejszej gospodarki.
Międzynarodowy Indeks Konkurencyjności Podatkowej: Zajęcie odległej, 34. lokaty w tym zestawieniu potwierdza, że tutejszy system fiskalny jest uznawany za wyjątkowo obciążający, skomplikowany i nieprzewidywalny. Progresywny podatek dochodowy od osób fizycznych (PIT) sięga od 19 proc. do aż 47 proc. dla najwyższych dochodów. Podatek dochodowy od osób prawnych (CIT) wynosi od 15 proc. do 25 proc., z kolei stawki podatku od towarów i usług (VAT) wahają się między 19 a 25 proc. Co więcej, Hiszpania – jako jeden z nielicznych krajów w Europie – utrzymuje dodatkowy podatek od majątku (sięgający w zależności od regionu nawet 3,5 proc.) oraz lokalny podatek od nieruchomości (od 0,4 do 1,1 proc.), co skutecznie zniechęca inwestorów kapitałowych i uderza w klasę średnią.
Indeks Percepcji Korupcji: Odległa, 49. pozycja w zestawieniu publikowanym przez Transparency International wyraźnie wskazuje na utrzymujące się deficyty w zakresie zaufania społecznego do instytucji publicznych, a także na brak pełnej przejrzystości przy wydatkowaniu środków budżetowych i unijnych.
Kryzysy, które obaliły obecny rząd
Wizja gospodarcza rządu Pedro Sáncheza oparta jest na silnej redystrybucji dochodów, podnoszeniu pensji minimalnej oraz rozbudowanych regulacjach rynkowych. W połączeniu ze wskazanymi barierami strukturalnymi sprawiła ona, że owoce wzrostu PKB nie przełożyły się na trwałą poprawę dobrobytu przeciętnych obywateli, stając się dla nich jedynie nieosiągalną obietnicą.
Głównym problemem, który zdominował debatę publiczną i zepchnął na dalszy plan tradycyjne obawy o ogólną kondycję gospodarki czy imigrację, stał się gigantyczny kryzys mieszkaniowy. Drastycznie rosnące koszty wynajmu, brak dostępnych lokali dla młodych oraz spekulacja na rynku nieruchomości doprowadziły do masowych protestów społecznych na ulicach Madrytu, Barcelony, Walencji czy Sewilli.
Nastroje społeczne jeszcze bardziej pogorszyły się po serii nagłośnionych przez media dramatów ludzkich. Jednym z najbardziej symbolicznych wydarzeń stała się przymusowa eksmisja 87-letniej kobiety z jej mieszkania, wobec której całkowicie bezradne okazały się nawet apele międzynarodowych organizacji praw człowieka. Zdaniem wielu niezależnych ekonomistów i analityków rynku polityka rządu polegająca na nadmiernej ingerencji w rynek oraz naruszaniu praw własności (m.in. poprzez wprowadzenie odgórnych limitów czynszów czy zamrażanie procedur eksmisyjnych) przyniosła skutki absolutnie odwrotne od zamierzonych. Właściciele mieszkań, obawiając się braku ochrony prawnej i nieuczciwych lokatorów, zaczęli masowo wycofywać swoje lokale z rynku długoterminowego i przenosić je do strefy wynajmu krótkoterminowego dla turystów. Doprowadziło to do gwałtownego skurczenia się oferty mieszkań dostępnych dla zwykłych obywateli i dalszego wyśrubowania cen. Rozwiązanie tego kryzysu okazało się zbyt trudne – i to nie tylko z powodu braku kompetencji rządzących. Dlaczego?
Zaplecze polityczne Pedro Sáncheza opierało się bowiem na niezwykle skomplikowanej i niestabilnej układance parlamentarnej. Rządząca PSOE wraz z koalicjantami lewicowymi musiała bez przerwy lawirować między oczekiwaniami skrajnej lewicy a roszczeniami regionalnych stronnictw separatystycznych z Katalonii i Kraju Basków.
Gwoździem do trumny dla gabinetu lidera socjalistów stało się ostateczne wycofanie poparcia przez wspomnianych katalońskich separatystów z ugrupowania Junts per Catalunya, co pozbawiło rząd minimalnej większości głosów w Kongresie Deputowanych. Dopełnieniem kryzysu politycznego była spektakularna porażka w głosowaniu nad kluczowymi, rządowymi dekretami mieszkaniowymi, które zostały odrzucone przez połączone siły opozycji i dotychczasowych koalicjantów.
W obliczu całkowitej utraty zdolności do skutecznego reformowania kraju, braku możliwości uchwalenia budżetu oraz pod wpływem narastającej presji protestów ulicznych, premier Sánchez został zmuszony do ogłoszenia przedterminowych wyborów.
Warto w tym miejscu przypomnieć, jak działa hiszpańska procedura głosowania. W 350-osobowym Kongresie Deputowanych obowiązuje 3-procentowy próg zaporowy w każdym z 52 okręgów. Z powodu specyfiki ordynacji oraz zróżnicowania wielkości tychże okręgów, silna i skonsolidowana reprezentacja ugrupowań regionalnych z Katalonii czy Baskonii regularnie staje się symbolicznym „języczkiem u wagi” przy tworzeniu jakiegokolwiek rządu w Madrycie.
Hiszpańska scena polityczna
Przedwyborcze sondaże rysują wyjątkowo dynamiczny i pełen napięcia układ sił na hiszpańskiej scenie politycznej. Partia Ludowa (PP) – notująca od 31 do 34 proc. głosów – to centroprawicowa formacja pod wodzą Alberto Núñeza Feijóo, która pozostaje liderem wyścigu. Jej głównym celem jest odzyskanie władzy i utworzenie stabilnego rządu. Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) – z wynikiem rzędu 25–27 proc. – zalicza odczuwalny spadek. Płaci tym samym wysoką cenę polityczną za nierozwiązany kryzys mieszkaniowy, rosnące koszty życia oraz ogólne zmęczenie społeczeństwa dotychczasowym modelem rządzenia. Vox – gromadzący około 18 proc. wyborców – wyłania się jako kluczowy partner koalicyjny dla Partii Ludowej. Formacja ta opowiada się za radykalnymi cięciami podatkowymi oraz silnym protekcjonizmem gospodarczym. Sumar – przekonujący do siebie 5–6 proc. elektoratu – reprezentuje szeroką, skomplikowaną koalicję zrzeszającą kilkanaście mniejszych ugrupowań lewicowych. Jej wewnętrzna różnorodność oraz ciągłe spory programowe znacząco osłabiają jej potencjał wyborczy. Podemos – z deklaracjami na poziomie 3–3,5 proc. – tworzy odłamowy, samodzielny byt na lewym skrzydle. Start tej formacji w wyborach dodatkowo pogłębia rozbicie elektoratu progresywnego. SALF (Se Acabo La Fiesta – ,,Koniec imprezy”) – plasuje się w okolicach 2 proc. – to antyestablishmentowe ugrupowanie założone przez popularnego influencera i europosła Alvise’a Pereza, które rywalizuje o najbardziej radykalną grupę wyborców bezpośrednio z Voxem, ostro krytykując go za zbytnią ugodowość i systemowe powiązania. Stawia na bezkompromisową walkę z korupcją oraz kastą polityczną. Partie regionalne i separatystyczne – zbierające łącznie około 10–14 proc. głosów – będą dysponować około 30 mandatami w nowym parlamencie. Tradycyjnie zasilą głównie lewą stronę sali plenarnej.
Pomysły na wyjście z kryzysu
Zarówno Partia Ludowa, jak i Vox ostro krytykują dotychczasową politykę fiskalną oraz regulacyjną rządu Sáncheza, przedstawiając jednak odmienne recepty na uzdrowienie gospodarki.
Partia Ludowa stawia na umiarkowane obniżki podatku PIT w najniższych i średnich progach, zmniejszenie opodatkowania zysków kapitałowych oraz zniesienie regionalnych podatków majątkowych. Proponuje uproszczenie procedur biurokratycznych i partnerstwo z sektorem prywatnym. W kwestii mieszkalnictwa planuje całkowite uchylenie obecnego prawa lokatorskiego, wsparcie budowy miliona nowych nieruchomości we współpracy z deweloperami oraz wprowadzenie przepisów ułatwiających natychmiastową eksmisję tak zwanych dzikich lokatorów (okupas).
Vox proponuje znacznie bardziej radykalne reformy: spłaszczenie systemu PIT do dwóch prostych stawek, drastyczną obniżkę podatku CIT, całkowitą likwidację podatku od spadków i darowizn oraz masową redukcję wydatków publicznych połączoną z ograniczeniem struktury państwa autonomicznego. W obszarze nieruchomości chce automatycznego przekształcania niechronionych gruntów w działki budowlane oraz natychmiastowej eksmisji dzikich lokatorów bez konieczności oczekiwania na wyrok sądowy. W polityce migracyjnej domaga się natomiast wstrzymania funduszy dla organizacji pozarządowych oraz wdrożenia programów masowej remigracji.
Zwrot na prawo?
Hiszpania wkracza w decydujący, niezwykle gorący okres kampanii wyborczej. Emocje wokół kryzysu mieszkaniowego, wysokich kosztów utrzymania oraz niepewnych fundamentów gospodarki niemal całkowicie przesłoniły dawne, względnie optymistyczne wskaźniki PKB. Najbliższe tygodnie pokażą, czy władzę przejmie prawica wspierana przez nowe, antysystemowe ruchy, czy też socjalistom uda się rzutem na taśmę powstrzymać polityczny zwrot. Jedno jest jednak pewne: niezależnie od ostatecznego wyniku wyborów 29 listopada, nowy gabinet w Madrycie będzie musiał natychmiast zmierzyć się z głębokimi problemami społecznymi, które zadecydowały o upadku poprzedniego rządu.


