Z jednej strony wirtuozi z całego świata, z drugiej ryk megafonów i uderzenia w bębny. Protest aborcjonistek na placu Mickiewicza w Poznaniu zakłócił finał prestiżowego Konkursu Wieniawskiego. Organizatorzy muzycznego święta, któremu przyglądał się cały świat, prosili o zmianę godziny lub miejsca manifestacji. W odpowiedzi usłyszeli, że protesty nie są od tego, żeby były ciche i grzeczne.
Aula Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza miała być świątynią muzyki klasycznej. To tam trwał wielki finał 17. Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego. To jedno z najważniejszych wydarzeń tego typu na świecie. Można powiedzieć, że to odpowiednik Konkursu Chopinowskiego dla skrzypków.
Zamiast ciszy i skupienia, do uszu melomanów oraz samych artystów przebywających na scenie dobiegał jednak odgłos bębnów i skandowanych haseł. Bezpośrednio przed budynkiem uczelni trwała bowiem manifestacja zwolenników prawa do zabijania dzieci nienarodzonych.
Uliczny hałas przenikał przez mury i był szczególnie dotkliwy podczas pierwszego finałowego występu, wywołując irytację i skargi części publiczności.
Kulisy całego zdarzenia ujawniła Martyna Nicińska, rzecznik prasowa Towarzystwa Wieniawskiego. Jak przyznała, organizatorzy dowiedzieli się o planowanej demonstracji z mediów społecznościowych. Błyskawicznie skontaktowali się z aborcjonistkami, zachęcając do kompromisu – zmiany miejsca startu marszu lub przesunięcia go w czasie. Decyzja aktywistek była jednak odmowna.
Aborcjonistki nie mają sobie nic do zarzucenia. – Protesty nie są od tego, żeby nie przeszkadzały. Nie są od tego, żeby były grzeczne, ciche i spokojne – powiedziała Anna Pieciul, jedna z organizatorek protestu.
O możliwych zakłóceniach międzynarodowego konkursu muzycznego wiedział poznański magistrat. Joanna Żabierek, rzecznik prasowa Urzędu Miasta Poznania, przekazała, że nie podjęto żadnych działań, bo… do Wydziału Zarządzania Kryzysowego nie wpłynął żaden wniosek. Przedstawiciel miasta pogadał z jedną i drugą stroną i na tym się skończyło.
Zwolennicy zabijania dzieci nienarodzonych protestowali pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję”. Organizatorzy wskazują na niespełnione obietnice rzędu Donalda Tuska. Domagają się m.in. legalnej aborcji do 12. tygodnia ciąży, pełnej dekryminalizacji aborcji oraz pomocy w zabijaniu dzieci w łonie matki czy powszechnej dostępności tabletki „dzień po”. Większość z tych rzeczy obiecywał właśnie Tusk zanim doszedł do władzy.


