Strona głównaGŁÓWNYWłodzimierz Skalik: Stalin byłby dumny z autorów tego projektu!

Włodzimierz Skalik: Stalin byłby dumny z autorów tego projektu!

-

- Reklama -

Uwaga! Procedowany przez Sejm projekt „ustawy o stosowaniu środków ograniczających” (tzw. druk nr 3003) przekracza poziom represji znany z minionego systemu! Eurosowiecka wizja państwa w wykonaniu ekipy Tuska bije rekordy poprzedniej komuny. Co równie ważne, prace nad ustawą przebiegają w niezwykle szybkim tempie. Mamy przed sobą próbę zniszczenia fundamentów funkcjonowania państwa polskiego. Jeżeli ta ustawa wejdzie w życie, można powiedzieć, że znikną wszelkiego rodzaju bariery stojące na drodze do terroru i prześladowań wobec osób mających odmienne zdanie lub wyrażających inne opinie – bije na alarm Włodzimierz Skalik, poseł i lider Konfederacji Korony Polskiej.

Marek Skalski: Sejmowy druk nr 3003, czyli rządowy projekt „ustawy o stosowaniu środków ograniczających”, a także odrębny akt prawny – nowelizacja wdrażająca unijny „Akt o usługach cyfrowych” (DSA) – wywołały ogromne kontrowersje wśród obrońców wolności słowa, organizacji wolnościowych oraz środowisk zabiegających o niezależność Internetu. Rząd przedstawia te regulacje jako narzędzia walki z „mową nienawiści”, zagraniczną ingerencją, manipulacją informacyjną oraz nielegalnymi treściami w sieci. Krytycy wskazują jednak, że mogą one stworzyć niebezpieczny precedens: mechanizmy pozasądowej cenzury i państwowej kontroli nad obiegiem informacji. Panie Pośle, zwłaszcza ustawa o „środkach ograniczających” budzi nasze głębokie oburzenie. Dlaczego projekt ukryty pod niewiele mówiącym numerem druku 3003 jest tak groźny? Jakie rozwiązania zawiera?

- Reklama -

Włodzimierz Skalik: Stalin byłby dumny z autorów tego projektu! Jeśli ktoś sądzi, że rząd Donalda Tuska osiągnął już szczyt bezczelnego łamania prawa i narzucania groźnych rozwiązań, to ten dokument przekracza wszelkie wyobrażalne granice. Tytuł brzmi niewinnie: „Ustawa o środkach ograniczających”. Projekt ma na celu wdrożenie unijnej dyrektywy 2024/1226 z kwietnia 2024 r., dotyczącej naruszania sankcji – przede wszystkim tych nałożonych na Rosję. Dyrektywa określa przestępstwa związane z naruszaniem tych sankcji, określanych właśnie mianem środków ograniczających. Przewiduje również kary za takie naruszenia. Polski projekt rozszerza jednak zakres regulacji daleko poza to, czego wymaga Unia. Rząd Donalda Tuska chce wprowadzić krajowe środki ograniczające i własną listę sankcyjną. Nowe przepisy mają obejmować działania, które rzekomo bezpośrednio lub pośrednio wspierają obcą ingerencję oraz – uwaga! – manipulację w środowisku informacyjnym. To uderza przede wszystkim w wolne media i powinno zaalarmować całe środowisko dziennikarskie.

- Reklama -

Projekt przewiduje ponadto sankcje sektorowe wobec państw: Rada Ministrów mogłaby wprowadzać na okres dwóch lat krajowe zakazy ograniczające swobodę obrotu gospodarczego. Dyrektywa unijna wcale tego nie wymaga.

- Reklama -

Największy sprzeciw budzi fakt, że cały system oparto nie na prawie karnym, lecz na prawie administracyjnym. Wobec osób fizycznych projekt przewiduje kary pieniężne w wysokości do 20 mln zł. Nakładałby je – poza sądem, w drodze decyzji administracyjnej (!) i z rygorem natychmiastowej wykonalności (!!) – naczelnik urzędu celno-skarbowego.

Taka decyzja byłaby publikowana w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP). Ukarany mógłby się więc dowiedzieć z BIP, że zajęto jego środki finansowe, ruchomości albo nieruchomości. W przypadku podmiotów zbiorowych – spółek, firm czy fundacji – kara mogłaby sięgnąć 200 mln zł lub 5 proc. przychodu (!!!). Trudno sobie wyobrazić podmiot, który przetrwałby taką decyzję urzędu skarbowego.

Na tym nie koniec. Wobec osoby lub podmiotu, który naraziłby się władzy, projekt przewiduje możliwość ustanowienia tymczasowego zarządu przymusowego na okres do trzech miesięcy, z możliwością sprzedaży majątku przedsiębiorstwa albo przejęcia jego własności przez Skarb Państwa.

Nie jestem młodym człowiekiem – pamiętam czasy poprzedniej komuny. Ten projekt przekracza poziom represji znany z tamtego systemu. Eurosowiecka wizja państwa w wykonaniu ekipy Tuska bije na głowę rozwiązania znane z poprzedniej komuny. Co równie ważne, prace nad ustawą przebiegają w niezwykle szybkim tempie.

Jeszcze w sierpniu rząd obradował nad tymi przepisami, a już we wrześniu gotowy projekt ustawy trafił pod obrady Sejmu. Zajęły się nim dwie komisje, w tym Komisja Spraw Wewnętrznych i Administracji, której jestem członkiem. W poniedziałek, 12 października 2026 r., odbyło się posiedzenie tej komisji w trybie pilnym. Powołano podkomisję, która ma zająć się tym projektem ustawy. Ponieważ jesteśmy bardzo małym kołem poselskim i mamy zaledwie trzech członków, zgodnie z regulaminem Sejmu nie możemy delegować nikogo do pracy w takiej podkomisji. Mimo to zadeklarowałem przewodniczącej komisji, że chcę otrzymywać wszystkie informacje i aktywnie uczestniczyć w pracach podkomisji jako zwykły poseł. Przygotowuję się właśnie do posiedzenia, które ma się odbyć w dniu ukazania się „NCz!” w kioskach.

Ale czy przewodnicząca podkomisji wyraziła na to zgodę?

Nie musi wyrażać zgody. Każdy poseł ma prawo uczestniczyć w posiedzeniach każdej komisji i podkomisji. Problem polega jednak na tym, że nie wszystkie materiały docierają do wszystkich posłów. Dlatego zażyczyłem sobie, by wszelkiego rodzaju opracowania i dokumenty związane z pracami tej podkomisji trafiały na moją skrzynkę poselską. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie, dzięki czemu będę mógł dobrze przygotować się do tego posiedzenia.

Martwi to, że największa siła opozycyjna, czyli Prawo i Sprawiedliwość, a konkretnie jego przedstawiciele w Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, w zasadzie stwierdzili, że mają uwagi tylko do jednego punktu ustawy. Według nich problem stanowi tylko jeden punkt. To jest dramat.

Cała ustawa powinna trafić do kosza. Największe ugrupowanie opozycyjne wyjątkowo łagodnie podchodzi do tego projektu. To mnie martwi. Będziemy osamotnieni w zwalczaniu tego projektu…

Mam przed sobą uzasadnienie do omawianej ustawy. Liczy 80 stron. To taki nonsens, że trudno przez nie przebrnąć. Miejscami jest bardzo ogólne i nieprecyzyjne. Mówi się w nim o podmiotach, które mają być zwalczane ze względu na bezpieczeństwo narodowe lub ochronę podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa.

Podmiotach działających w infosferze…

…Czyli w praktyce może to dotyczyć każdego podmiotu medialnego, a nawet osoby fizycznej, która coś opublikuje. Za to, co opublikuje, może jej grozić kara w wysokości 20 milionów złotych – bez procesu sądowego i skazania, na podstawie decyzji naczelnika urzędu. Naczelnik podejmuje decyzję, a nasze konta, rachunki bankowe i zgromadzone na nich środki zostają zamrożone, przez co nie możemy z nich korzystać. Dotyczy to również nieruchomości, ponieważ projekt przewiduje możliwość dokonywania zmian wpisów w księgach wieczystych. Jeśli ktoś jest właścicielem jakiegoś budynku czy domu mieszkalnego, to również jego nieruchomość może zostać objęta takimi działaniami. Warto sobie to uświadomić!

Tak, szanowni Czytelnicy! Ktoś o tym, że stracił majątek, dowie się z Biuletynu Informacji Publicznej. Ale, szanowni Państwo, na co warto jeszcze zwrócić uwagę?

Ta ustawa przewiduje stosowanie takich rygorów również wobec osób związanych z określoną działalnością lub w jakiś sposób ją wspierających. Można więc powiedzieć, że jej przepisy mogą dotknąć także osoby, które same nie są aktywne, pozostają bierne, nie uczestniczą w infosferze ani np. w krytyce polityki rządu czy Unii Europejskiej, ale mają jakiekolwiek związki z inkryminowanymi osobami. Takie osoby również mogą podlegać tej ustawie.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – w końcu konstytucyjny organ państwa – odniosła się do druku nr 3003. Choć rząd, jako autor projektu, powinien zasięgnąć opinii Rady i uzgodnić z nią treść przepisów, nie zrobił tego. KRRiT z własnej inicjatywy przedstawiła ważne stanowisko 25 września, już po skierowaniu projektu do Sejmu. Podkreślmy: nie jest to głos opozycji ani pojedynczego medium, lecz konstytucyjnego organu państwa.

Szczególnie skrytykowano tu art. 4 pkt 2, dotyczący możliwości stosowania krajowych środków wobec osób i podmiotów, które bezpośrednio lub pośrednio wspierają obcą ingerencję i manipulację w środowisku informacyjnym, wymierzone w bezpieczeństwo narodowe, nienaruszalność granic, interesy i pozycję międzynarodową Rzeczypospolitej Polskiej. Zdaniem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji jest to bardzo szeroka i nieostro określona przesłanka, która stwarza ryzyko arbitralnego ograniczania wolności słowa i eliminowania z rynku legalnie działających podmiotów medialnych. Za wspieranie dezinformacji można byłoby uznać na przykład wypowiedzi sceptyczne wobec polityki Unii Europejskiej lub Ukrainy, polityki migracyjnej, działań związanych ze zmianami klimatu czy stanowisk w sprawach światopoglądowych.

Szanowni Państwo, na dobrą sprawę niezależne media mogłyby po każdej audycji czy każdym programie zostać uznane za podlegające skutkom tej ustawy. Wszystkie nasze niezależne media jako jedyne krytycznie odnoszą się m.in. do polityki migracyjnej, zmian klimatu czy kwestii związanych z Ukrainą. Widzimy więc wyraźnie, jakie są motywy autorów tej ustawy.

Jeszcze gorsze jest to, że każdy, kto współpracuje z osobami, którym postawiono zarzuty, bądź jest z nimi w jakikolwiek sposób związany, również podpada pod te przepisy! Rada podkreśliła, że dbałość o bezpieczeństwo państwa nie powinna ograniczać swobody działania redakcji i mediów. Określiła te rozwiązania jako próbę uderzenia w wolność słowa i kolejną próbę wprowadzenia do prawa pojęcia „mowy nienawiści”, za której stosowanie karę wymierzałby urzędnik z pominięciem sądu.

Rada zwraca uwagę, że nie przeprowadzono z nią konsultacji, choć przepisy wskazują na taki obowiązek w przypadku projektów rządowych. Co więcej, zdaniem Rady kary w wysokości do 20 milionów złotych, opatrzone rygorem natychmiastowej wykonalności i nakładane bez możliwości skorzystania z klasycznego wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy, mieliby wymierzać urzędnicy skarbowi, którzy nie mają kompetencji do merytorycznej oceny treści medialnych.

Czyli urzędnik skarbowy dostanie jakąś audycję, wpłynie wniosek o zastosowanie tego przepisu, pojawi się odniesienie do jakiejś wypowiedzi czy programu i to właśnie urzędnik skarbowy będzie musiał ocenić tę audycję, jej treść merytoryczną, a następnie podjąć decyzję administracyjną. Rada zwraca też uwagę, że nakładanie sankcji za nadawanie, umożliwianie lub ułatwianie rozpowszechniania treści przez podmioty objęte środkami ograniczającymi to kuriozum. Cisną mi się na usta znacznie bardziej ostre stwierdzenia…

Podkreślmy ponownie, że decyzja o wpisie na inkryminowaną listę jest podejmowana natychmiast, a informacja o niej publikowana w Biuletynie Informacji Publicznej na stronie ministra właściwego do spraw wewnętrznych. Decyzje o wpisie na listę lub wykreśleniu z niej miałyby być wydawane na wniosek wielu instytucji, m.in. Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, komendantów głównych Policji i Straży Granicznej, Komisji Nadzoru Finansowego, prezesa NBP, Prokuratora Krajowego, szefów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) i Krajowej Administracji Skarbowej. Lista podmiotów uprawnionych do inicjowania takiej procedury jest więc bardzo długa. Co więcej, mówimy o trybie administracyjnym, a nie sądowym. Przypomina to pozasądowe mechanizmy znane ze Związku Sowieckiego w latach trzydziestych XX wieku, z czasów NKWD i tak zwanych trójek. To bolszewizm w najczystszej postaci.

Nie stosowano tego rodzaju praktyk nawet w późniejszym okresie bolszewizmu, czyli komunizmu, w Rosji Sowieckiej. Chciałbym również zwrócić uwagę, że omawiana ustawa w kilku punktach narusza Konstytucję.

Wprost ją narusza!

Tak. Chodzi o art. 2 Konstytucji, który ustanawia zasadę demokratycznego państwa prawnego i pewności prawa. Istotne są również art. 14 i 54 Konstytucji, dotyczące wolności prasy i wolności wyrażania poglądów, a także art. 31 ust. 3, określający zasadę proporcjonalności ograniczeń praw i wolności. Ponadto należy wskazać art. 21 i 64 Konstytucji, dotyczące ochrony własności i praw majątkowych, a także art. 45 i 77, odnoszące się do prawa do sądu, rzetelnego procesu i ochrony sądowej. Istotny jest również art. 42, który wyraża m.in. zasadę nullum crimen sine lege oraz wiąże się z problematyką niedopuszczalnej blankietowości przepisów. Ustawa ta narusza art. 42 Konstytucji, ponieważ zakłada odwoływanie się do przyszłych aktów unijnych oraz krajowych decyzji administracyjnych jako podstaw odpowiedzialności. Ergo: ustawa odwołuje się już teraz do przepisów, które jeszcze nie istnieją.

Autorzy przekraczają wszelkie możliwe granice bezczelności i tupetu. Dla nas, jako środowiska politycznego szczególnie przywiązanego do cywilizacji łacińskiej, opartej na dziedzictwie prawa rzymskiego, chrześcijańskim prawie naturalnym i ograniczeniu władzy państwowej na rzecz jednostki, projekt ten narusza kilka fundamentalnych zasad tej cywilizacji. Chodzi o nienaruszalność własności prywatnej, zasadę legalizmu i pewności prawa, wolność słowa i debatę publiczną, a także podział władzy i rządy prawa, przeciwstawiane rządom ludzi. W tym przypadku bowiem to nie sąd, lecz jeden urzędnik, działający na wniosek funkcjonariusza służb, może doprowadzić do zniszczenia dorobku wielu osób. Projekt narusza również zasady proporcjonalności oraz ochrony praw jednostki przed nadużyciami władzy.

Szanowni Państwo, mamy przed sobą próbę zniszczenia fundamentów funkcjonowania państwa polskiego. Jeżeli ta ustawa wejdzie w życie, można powiedzieć, że znikną wszelkie bariery stojące na drodze do stosowania terroru i prześladowań wobec osób mających odmienne zdanie lub wyrażających inne opinie.

Musimy wstać z kanapy i naprawdę zaangażować się w działania, aby nie dopuścić do wejścia tej ustawy w życie. Presja ma sens. Już niejednokrotnie w ostatnich latach polska opinia publiczna mobilizowała się i doprowadzała do zablokowania bardzo złych przepisów, przygotowywanych i forsowanych przez Morawieckiego czy Tuska…

Liczę na to, że ostatnią redutą będzie w tej sprawie prezydent. Niestety, biorąc pod uwagę jego niewielką asertywność wobec prawa unijnego, obawiam się, że fakt, iż mamy do czynienia z implementacją dyrektywy unijnej, tyle że w znacznie rozszerzonym zakresie, może stanowić pewną przeszkodę w zawetowaniu tej ustawy. Dlatego moim zdaniem opinia publiczna ma tutaj ogromną rolę do odegrania…

Ta ustawa odsłania prawdziwą twarz Tuska. To właśnie jest prawdziwy Tusk – tak wyraża się jego podejście do Polski i Polaków.

Zaczęliśmy od tego, że to bynajmniej nie Unia narzuca nam najgorsze zapisy tej ustawy. Unia mówi o 5 procent, a Tusk dołożył od siebie pozostałe 95 procent. Szanowni Czytelnicy! Z całą mocą musimy się temu przeciwstawić!

Najnowsze