Prezydent Argentyny Javier Milei ponowił w środę swoje poparcie dla prezydenta USA Donalda Trumpa i kandydata na prezydenta Brazylii Flavia Bolsonaro. Nie możemy oddać nawet milimetra w odzyskiwaniu półkuli zachodniej – zaapelował na gali w Waszyngtonie.
Milei poparł Trumpa przed planowanymi na 3 listopada wyborami do amerykańskiego Kongresu. Bolsonaro zmierzy się natomiast 25 października w drugiej turze wyborów prezydenckich w Brazylii z obecnym szefem państwa, lewicowym politykiem Luizem Inacio Lulą da Silvą.
– Nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale dla całego Zachodu ważne jest, by Trump wyszedł z listopadowych wyborów wzmocniony. Nie możemy oddać ani milimetra w naszym odzyskiwaniu półkuli – powiedział Milei na gali wieńczącej Miesiąc Dziedzictwa Hispanoamerykańskiego.
Ocenił również, że w wyborach w Brazylii należy „wykopać komunistycznego dyktatora”, jak określił obecnego prezydenta kraju Lulę.
Według Mileia dzięki działaniom Trumpa Wenezuela „wraca na szlak prowadzący na Zachód i do demokracji”, „dyktatura kubańska niepewnie się chwieje”, a „wiatr zmian wieje coraz silniej” w całej Ameryce Łacińskiej. Jego zdaniem obowiązkiem wszystkich przywódców w regionie jest „stworzyć razem z Trumpem prawdziwą tarczę przeciwko socjalizmowi”.
Wybory w Brazylii zdecydują o tym, czy największy kraj Ameryki Łacińskiej dołączy do rosnącego grona państw regionu, w których władze przejmują prawicowi sojusznicy Trumpa. W ostatnich miesiącach politycy sympatyzujący z przywódcą USA wygrali w wyborach prezydenckich m.in. w Chile i Kolumbii.
Milei, uznawany za jednego z najbliższych sojuszników ideologicznych Trumpa, rządzi Argentyną od grudnia 2023 r. Prowadzi politykę „cięcia piłą łańcuchową” wydatków publicznych, starając się wyciągnąć kraj z głębokiego kryzysu finansowego. Kampania zaciskania pasa pozwoliła rządowi wypracować nadwyżkę budżetową, ale wywołuje niezadowolenie niektórych grup społecznych oraz regularne protesty lewicowej opozycji i związków zawodowych.


