O konieczności obrony naszych dzieci, o kampanii prezydenckiej w Krakowie i perspektywach zawiązania Paktu Senackiego rozmawia Marek Skalski z polskim posłem do Eurokołchozu Grzegorzem Braunem.
Marek Skalski: Na początku muszę zapytać mojego gościa o rzecz, która ostatnio bardzo mnie zbulwersowała. Chodzi o interwencję – jeśli tak można to nazwać, bo to chyba nie jest dobre słowo – pani Rzecznik Praw Dziecka. Sama nazwa jej urzędu świadczy o tym, do czego jest powołana. Tymczasem pani Monika Horna-Cieślak zachowała się w taki sposób, jakby interes, dobro i szczęście dzieci były czymś zupełnie obcym jej misji. Wszelkimi możliwymi metodami – legalnymi czy nielegalnymi – dążyła do tego, żeby rodzicom dwójki dzieci, w wieku 3 i 4 lat, te dzieci odebrać.
I doprowadziła do tego swoimi działaniami. Osobiście – podobnie jak jej pracownicy – dzwoniła do sądu, próbując wpłynąć na podejmowane decyzje. Doprowadziła do sytuacji, w której dzieci odebrano rodzicom i umieszczono w domu dziecka (na szczęście tylko na krótki czas). Pretekstem miało być to, że matka niegrzecznie odezwała się do syna. Sam jestem ojcem (podobnie jak mój rozmówca) i wiem, jak to brzmi – to po prostu niewiarygodne. Czasami emocje rzeczywiście biorą górę i dzieci bywają po prostu niesforne. W takich sytuacjach można co najwyżej zwrócić uwagę.
Natomiast, proszę Państwa, tutaj mamy do czynienia z nadużyciem, bardzo delikatnie mówiąc. Jeden z liderów Konfederacji Sławomir Mentzen zapowiedział, że będzie zbierał podpisy za odwołaniem tej pani. Czy Konfederacja Korony Polskiej przyłączy się do tej akcji?
Z góry tego nie wykluczam, ale chciałbym zaznaczyć, że to oczywiście będą zawsze półśrodki. Sam Urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka, to są protezy. Kiedy mamy niedowład państwa, ze szczególnym uwzględnieniem wymiaru sprawiedliwości, kiedy perspektywa uzyskania satysfakcji prawnej w sytuacjach konfliktowych oddala się w nieskończoność, a prawo i sprawiedliwość stają się mirażem – w takich sytuacjach na przykład reżim Wojciecha Jaruzelskiego sięgał po protezy. Wtedy, w latach osiemdziesiątych, wyniósł panią Łętowską na nowo utworzony urząd Rzecznika Praw Obywatelskich.
Wydaje mi się, że przez te dziesiątki lat cywilizowane kategorie prawa i sprawiedliwości po prostu uległy dalszemu zamazaniu. A teraz Rzecznik Praw Dziecka. Szanowni Państwo, ten rzecznik milczy wobec praktyk przemysłu aborcyjnego, przemysłu transplantacyjnego, handlu ludźmi – ze szczególnym uwzględnieniem najmłodszych. Milczy również wobec procederu seryjnych dzieciobójców, takich jak Gizela Jagielska-Mengele. Jej sprawa miała swoją kulminację w Oleśnicy. Asystowałem osobiście w interwencji poselskiej mojego kolegi i towarzysza wspólnej pracy, posła Romana Fritza. Tymczasem uczestnicy tej interwencji są ciągani po sądach, a Rzecznik Praw Dziecka milczy.
Powtarzam: seryjne dzieciobójstwo pod pretekstem przesłanki psychologicznej w samym szpitalu oleśnickim! Tam poszły setki ofiary mordu z użyciem zastrzyków z chlorku potasu. To są realia. Jeśli w kontekście tych realiów słyszymy, że pani rzecznik Praw Dziecka nabiera werwy i animuszu po to, żeby odebrać dzieci rodzicom, z którymi – jak rozumiem – sama weszła w sytuację konfliktową, spór dotyczący metod wychowawczych w miejscu publicznym, no to…
Matka kilkulatków szarpie i krzyczy na dziecko, które miało samo wbiec na ulicę. Umówmy się – to był dość uzasadniony powód do irytacji. Poza tym to są wewnętrzne kwestie rodziny.
Widzimy, że Rzecznik Praw Dziecka nie kieruje się imperatywem bezpieczeństwa, zdrowia życia całości rodziny. Rzecznik Praw Dziecka, jak widać, stoi na stanowisku, że jakiś mądry pan władza ma mieć prymat swojego osądu i swojej egzekutywy ponad prawami rodzicielskimi. Tutaj właśnie toczy się walka o to, czy prawa rodzicielskie będą szanowane w Rzeczpospolitej Polskiej. Dziś niestety nie są szanowane – i to pod różnymi pretekstami.
Rozszerzmy ten pejzaż. W medycynie czy w edukacji kwestionuje się prawa rodzicielskie i to kwestionuje się nie incydentalnie, lecz systemowo. Prawa rodzicielskie są degradowane do jakiegoś podrzędnego podwykonawstwa, a państwo właśnie poprzez takie osoby jak pani rzecznik. Notabene zdaje mi się, że jeszcze jako poseł na Sejm w poprzedniej kadencji sam się do niej zgłaszałem. Chodziło o sytuację dotyczącą chłopca odebranego matce. Akcja policyjna, podejrzenie działań ze strony innych osób – na szkodę dziecka – działań wołających o pomstę do nieba. Rzecznik praw dziecka stanął wtedy w równym szeregu z wymiarem niesprawiedliwości, który upaństwawia nam dzieci. To jest praktyka upaństwawiania dzieci.
Hasło lewicowców brzmi: dzieci należą do państwa, dzieci nie należą do rodziców. Oni nie żartują, oni naprawdę tak myślą.
Właśnie na takich przykładach widzimy w mikroskali, że nie żartują. Nie tylko tak myślą, ale też tak praktykują. Chciałbym przy tej okazji przejść do scenariusza pozytywnego i poinformować Państwa, że w opracowaniu programowo-koncepcyjnym Konfederacji Korony Polskiej znajdzie się projekt stworzenia realnych narzędzi działania państwa na rzecz bezpieczeństwa dzieci i rodziny. Toczy się nawet dyskusja wokół powołania specsłużb. Służb do zwalczania zagrożeń dzieci i handlu ludźmi, ponieważ to są dziedziny mroczne, domeny działalności złych ludzi. Dziećmi się też handluje. Biorą w tym udział niestety także ośrodki opiekuńcze i cały system tej państwowej, iluzorycznej opieki nad dziećmi. Nie chciałbym tutaj nikogo osobiście deprecjonować ani żeby dobrzy wychowawcy, uczciwi sędziowie poczuli się dotknięci. Wiemy jednak, że mamy do czynienia z patologiami, a te patologie pogłębiło otwarcie na przestrzał naszej granicy wschodniej, co postulował poprzedni prezydent Andrzej Duda. Chciał, żeby ta granica w ogóle zniknęła. Stała się więc półprzepuszczalna i do Polski przywędrowały patologie.
Przywędrował do nas handel nieletnimi na tuziny i na części – cały ten przemysł aborcyjny i transplantacyjny. Rzecznik Praw Dziecka tego nie udźwignie, dlatego że tutaj mamy do czynienia z gangsterami, zwyrodnialcami, którzy z krzywdy i śmierci czynią biznes. Także dzieci i młodzieży. Nie wyłącznie, ale także. Dzieci są szczególnie bezbronne. W związku z tym nie idźmy dalej w iluzję, nie twórzmy ani nie konserwujmy protez. Nawet jeśli nie będą one szkodzić, to z całą pewnością z przyczyn organizacyjnych czy logistycznych nie będą narzędziem działania, którym można by skutecznie zwalczać handlarzy dziećmi, handlarzy ludzkimi organami. Ci zwyrodnialcy czerpią kolosalne zyski w międzynarodowym biznesie z różnych form nowoczesnego niewolnictwa. Jeżeli państwo polskie ma być państwem poważnym, musi tym zwyrodnialcom wypowiedzieć wojnę.
Przypomnę, jakie jest nasze „poważne” podejście kwestii pedofilii. Uczymy się od najlepszych. Przypominam, że w trzech stanach amerykańskich – Tennessee, Floryda, Idaho – za przestępstwa o tym charakterze wobec dzieci, grozi kara śmierci. W tym trzecim stanie wyrok wykonuje się przez rozstrzelanie. Niektórzy są skłonni podchodzić do tego poważnie. My także do tego podchodzimy poważnie. Służba zwalczania zagrożeń dzieci i handlu ludźmi, nie jest naszą jedyną propozycją programową, ale właśnie taką, która zmierza w stronę urealnienia działań.
Szkoda czasu na iluzje, szkoda czasu na kwiatki do kożucha i jakieś fasadowe instytucje typu Rzecznik Praw Dziecka, jeżeli gdy przychodzi co do czego, wobec seryjnych dzieciobójców, aborcjonistów jest bierność i zaniechanie, a wobec instytucji rodziny czy praw rodzicielskich – jest agresja. Trzeba z tym skończyć. Właśnie po to, żeby ratować dzieci.
Zagrożeniem jest także sfera uzależnień. Dzisiaj trzeba sobie uświadomić, że uzależnienia mogą mieć charakter nie tylko farmakologiczny. Równie groźne jest propagowanie poprzez narzędzia masowej komunikacji treści, które mogą trwale złamać i wykoleić dziecko. To jest coś, co domaga się zdecydowanego przeciwdziałania.
Ja myślę, że urząd Rzecznika Praw Dziecka powinien być jedną z tych setek instytucji, które zostaną zlikwidowane, kiedy dojdzie do zmiany władzy. Generalnie wszyscy rzecznicy służą głównie interesom lewackiej agendy. Taka jest prawda. Największą hańbą to jest to, że ta pani poprzez swoich pracowników próbowała wpływać na takie instytucje jak policja czy niezależne sądy. To już kompletnie ją dyskwalifikuje, zwłaszcza że ta pani reprezentuje opcję, która zawsze miała praworządność na sztandarach.
Kolejne pytanie dotyczy tak zwanego paktu senackiego. Mówię tak zwanego, bo na razie wszystko jest w projekcji, że tak powiem. Dziennik „Rzeczpospolita” donosił kilka dni temu, że wszystko jest na dobrej drodze i wszyscy są dogadani – Grzegorza Brauna jakoś tam schowają, ale pakt senacki będzie. Inni obserwatorzy niestety (mówię niestety, bo ja akurat uważam, że to jest dobra koncepcja) twierdzą, że to są bzdury, wyssane z palca.
Pytam o to jednego z architektów ewentualnego układu: czy to są bzdury, czy dzisiaj coś jest na rzeczy?
Pakt senacki to jest teraz taki bardziej potwór Loch Ness.
No tak.
To jest raczej miejska legenda i to miejska ze szczególnym uwzględnieniem Nowogrodzkiej w Warszawie. Konfederacja Korony Polskiej otwarcie proponowała ten pakt, bez żadnych warunków wstępnych, z uznaniem naszej, bynajmniej nie pierwszoplanowej, roli w „akcjonariacie” takiego porozumienia. Proponowaliśmy to jeszcze w ubiegłym roku kalendarzowym. Odpowiedzią była nam głucha cisza albo seansiki pogardy, lekceważenia i nienawiści. No i to trwa do dzisiaj.
Gdy tylko do telewizji czy radia pójdzie jakiś funkcjonariusz – czy to z okolic Nowogrodzkiej i Prawa i Sprawiedliwości (dzisiaj już rozłupanego na kawałki), czy też ze strony Kancelarii Prezydenta – rytualnie się zarzeka, dystansuje i dyktuje do protokołu, że nigdy, przenigdy nie będzie mieć nic wspólnego z Konfederacją Korony Polskiej, a już zwłaszcza ze mną osobiście. Najwyraźniej – to jest moja hipoteza – publiczność patriotyczna: nie tylko wyborcy, ale i działacze partii, które powinny taki pakt tworzyć, negatywnie oceniają takie zarzekanie się. Negatywnie oceniają podtrzymywanie kordonu sanitarnego wokół Konfederacji Korony Polskiej i Szerokiego Frontu Gaśnicowego. Być może ci sami, którzy publicznie to wykluczają, zakulisowo starają się jakoś to rozmasować przez rozpuszczanie plotek, że wszystko będzie dobrze, prawicowi wyborcy będą zadowoleni. Być może operują oni też jakimiś przedwcześnie rozpuszczanymi pogłoskami o mojej niechybnej i nagłej śmierci. Być może to o to chodzi, że rzeczywiście wmawiają sobie i innym, że problem się rozwiąże poprzez moje zniknięcie, a wówczas Szeroki Front Gaśnicowy rozpierzchnie się, a Konfederacja Korony Polskiej popadnie w rozsypkę, konfuzję i niezdolność do działania.
Z całą pewnością nic takiego się nie wydarzy. Na najbliższym kongresie statutowym (nie nadzwyczajnym tylko dorocznym kongresie naszej partii), w najbliższą sobotę, będę wnosił, by kongres przyjął zmiany statutowe, które zagwarantują stabilną tranzycję, gdyby miało do niej dojść. Przykładem są zapisy o sukcesji, którą – odwołując się do terminologii historycznej – można nazwać sukcesją prezesów vivente rege. Wpiszemy to do statutu. Dzięki temu rachuby na to, że moje ewentualne, może nawet i tajemnicze, zniknięcie, czy jakaś przedłużająca się niedyspozycja – na przykład osadzenie mnie za kratami – nie wpłynie na ciągłość, płynność w działaniu Konfederacji Korony Polskiej. Jest to szczególnie istotne w roku kampanii wyborczej, który jest przed nami. Drugi wniosek, który – mam nadzieję – zostanie przyjęty przez kongres, dotyczy czasowego wstrzymania procedowania spraw o nadanie pełnego, stałego członkostwa w partii, składanych z mocy statutu przez przewodniczących okręgów do Komitetu Politycznego.
My jedynie wstrzymujemy ten proces – nie zamykamy go na stałe ani nie betonujemy „okienka transferowego”. Jako prezes partii wciąż będę miał możliwość nadawania statusu członka w szczególnie uzasadnionych przypadkach. Chcemy jednak wysłać jasny sygnał, że wszelkie pogłoski o wrogim przejmowaniu Konfederacji Korony Polskiej przez zewnętrznych desantowców czy spadochroniarzy po prostu nie będą miały żadnego pokrycia w rzeczywistości.
Chcemy uspokoić sytuację po to, żeby mieć właśnie tę pełną gotowość – zdolność bojową. Skoro inni się na nas obrażają, to nie jest powód, żebyśmy my obrażali się na rzeczywistość. Będziemy mieli zaszczyt prezentować Państwu kandydatów na senatorów Niepodległej Rzeczypospolitej – senatorów niepodległości. Tych przyszłych, daj Boże, parlamentarzystów, którzy – uwaga! – wcale nie muszą w każdym przypadku pochodzić z rdzenia kadrowego Konfederacji Korony Polskiej, choć i takie sytuacje się zdarzą. My właśnie w duchu Szerokiego Frontu Gaśnicowego nosimy się z zamiarem popierania także kandydatów ekumenicznych – politycznie ekumenicznych. Powinni oni być oczywistym wyborem dla wyborców prawicowych, wolnościowych, narodowych, konserwatywnych czy tradycjonalistów, a nawet dla niekonserwatywnych oryginałów, którzy doszlusowali do Szerokiego Frontu Gaśnicowego. Wszyscy oni stają dziś mocno na wspólnym gruncie pryncypium: odzyskania niepodległości i suwerenności Polaków – u siebie, na swoim, we własnym państwie. Ważne słowa. Natomiast tego, jakie treści rozpowszechniają na mieście publikatory, funkcjonariusze Frontu Ideologicznego, ja ze swojej strony nie potwierdzam.
Gdyby takie stanowisko uległo korzystnej zmianie, jakiejś reasumpcji, na pewno nie taiłbym tego przed Państwem. Dzisiaj, choć bez cienia niskiej satysfakcji, muszę powiedzieć, że dominuje tutaj – niestety – kompletne zaczadzenie, jakaś autointoksykacja własną propagandą. To po prostu oczywista oczywistość. Nie muszą Państwo polegać wyłącznie na moich ocenach – niezależni publicyści, jak choćby kolega Marcin Palade, wskazywali wielokrotnie, że to nie jest wyższa matematyka ani fizyka kwantowa. Kto w Senacie weźmie nawet i 49 miejsc, ten dalej Senat przegrał, ten dalej zagwarantuje kontynuację władzy eurofederastów, podżegaczy wojennych, sztandarowych klimatystów czy propagatorów dewiacji. Kto chce takiej gwarancji, ten się zarzeka, że nie będzie współtworzył Paktu Senackiego. My się nie zarzekamy. My się nie obrażamy. Musimy po prostu robić swoje – i to w naszym wykonaniu będzie prezentowanie naszych kandydatów na senatorów niepodległości.


