Strona głównaGŁÓWNY3,5 letni Kacper nie żyje. Brak sprawnego sprzętu, radiologa na SOR i...

3,5 letni Kacper nie żyje. Brak sprawnego sprzętu, radiologa na SOR i błędne rozpoznanie

-

- Reklama -

3,5-letni chłopiec zmarł w Szpitalu Zachodnim w Grodzisku Mazowieckim. Przez dwa dni walczył z narastającymi objawami choroby. Wiele wskazuje na to, że lekarze zignorowali część objawów i usilnie skupiali się na swoich podejrzeniach. Ponadto anestezjolog narzekał na brak sprawnego sprzętu, a na nocnym dyżurze na SOR nie było radiologa.

Ojciec chłopca, pan Adam powiedział „Gazecie Wyborczej”, że lekarze po przyjęciu w szpitalu skupili się na podejrzeniu infekcji meningokokowej i nie szukali innych przyczyn. 24 września o godz. 5.26 chłopiec zmarł po dwóch godzinach reanimacji.

- Reklama -

Objawy u dziecka pojawiły się nagle i nasilały się z godziny na godzinę. 22 września chłopiec wrócił z przedszkola, bawił się z młodszym bratem, a wieczorem zasnął po przeczytaniu bajki. W nocy Kacper zwymiotował, ale ojciec uznał, że mogła być to zwykła infekcja żołądka.

- Reklama -

Nazajutrz jednak chłopiec miał gorączkę, niewiele jadł i wymiotował. Pan Adam notował godziny podawania produktów medycznych i kolejne symptomy. Wieczorem ból brzucha dziecka stał się bardzo silny. Była to sytuacja wyjątkowa, ponieważ Kacper dotychczas nie narzekał na ból. Po kolejnych wymiotach ojciec wezwał karetkę.

- Reklama -

Dyspozytor jednak jej nie wysłał. Zamiast tego polecił ojcu zawieźć dziecko do najbliższego szpitala na własną rękę. Ze względu na wyraźnie pogarszający się stan dziecka, pan Adam zadzwonił ponownie i po kilkunastu minutach przybył ambulans.

Ratownicy zawieźli Kacpra do Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim 20 km od domu. W dokumentacji medycznej podano podwyższone tętno, bladość i ból brzucha. Jama brzuszna została oceniona jako „w normie”.

Na SOR zakwalifikowano chłopca jako pilny przypadek niezagrażający życiu. Gdy w końcu trafił do gabinetu lekarskiego, Kacper tracił przytomność i miał objawy wstrząsu. Lekarze podali tlen, kroplówki i antybiotyk, dzięki czemu stan chłopca chwilowo się poprawił.

W dokumentacji zapisano, że brzuch chłopca był miękki i niebolesny. Był to powód niewykonania badań obrazowych jak USG czy RTG.

W nocy lekarze próbowali znaleźć miejsce dla dziecka w specjalistycznym szpitalu dziecięcym w Warszawie. Jednak gdy jego stan się poprawił, postanowili pozostawić go na obserwacji w Grodzisku. Około godz. 3 w nocy chłopca przeniesiono na oddział pediatrii.

Ojciec Kacpra przekazał, że zaraz potem dziecko straciło przytomność. Pielęgniarki i lekarze zaczęli reanimację. Anestezjolog zwracał uwagę na nieodpowiednie warunki pracy i brak sprawnego sprzętu. Po dwóch godzinach stwierdzono zgon.

W dokumentacji medycznej pojawiły się rozbieżności. Chodzi o objawy i czas podania tlenu. Ojciec dziecka przekazał, że rozpoznana dopiero po śmierci sinica centralna powinna była skutkować natychmiastową reakcją oraz przydzieleniem najwyższego priorytetu na SOR.

Lekarze początkowo przekazali rodzinie, że dziecko zmarło z powodu sepsy spowodowanej meningokokiem. Kilka godzin później rodzice zostali poinformowani przez przedszkole, że nie potwierdzono zakażenia tą bakterią. Wyniki badań w czwartek po południu wykluczyły obecność meningokoka jak i innych bakterii wywołujących sepsę.

Sekcja zwłok przeprowadzona 28 września wykazała przyczynę śmierci – niedrożność jelit spowodowaną zadzierzgnięciem jelita cienkiego. Jest to nagły stan zagrożenia życia, w którym dochodzi do mechanicznej niedrożności jelit połączonej z zaciśnięciem naczyń krwionośnych krezki. Martwica tego odcinka spowodowała wstrząs i śmierć 3,5-letniego Kacpra.

Pan Adam opowiedział o rozmowie z ordynator oddziału pediatrii, która przekonywała, że nawet prawidłowa diagnoza nie uratowałaby chłopca, ponieważ zbyt późno trafił do szpitala. Ojciec podkreśla jednak, że od początku informował lekarzy o silnych bólach brzucha dziecka. Dokumentacja wskazuje, że nie wykonano podstawowych badań obrazowych mogących wykryć niedrożność jelit.

Co ważne, jedna z lekarek z SOR w Grodzisku przyznała, że w nocy nie było radiologa. Natomiast lekarze ratunkowi mają być przeszkolenie do wykonywania podstawowych badań USG. Kacper takie badanie otrzymał dopiero podczas reanimacji.

Według kobiety, transport do specjalistycznego szpitala dziecięcego wymagałby specjalnej karetki z lekarzem. Czas oczekiwania na taki transport mógłby wynieść nawet godzinę.

Konsultant krajowy chirurgii dziecięcej prof. Beata Jurkiewicz powiedziała GW, że zadzierzgnięcie jelita u dziecka to stan zagrażający życiu. Wymaga natychmiastowej interwencji chirurgicznej i kluczowe jest wykonanie jak najszybciej badań obrazowych pozwalających rozpoznać niedrożność jelit. Prof. Jurkiewicz podkreśliła, że śmiertelność takich przypadków jest bardzo niska, jeśli dziecko szybko zostanie zoperowane.

Oceniła, że stan chłopca musiał być bardzo poważny już w momencie przybycia do szpitala. Proces chorobowy zaczął się natomiast wiele godzin wcześniej. Zaznaczyła, że szpital powiatowy bez oddziału chirurgii dziecięcej nie byłby w stanie udzielić dziecku odpowiedniej pomocy nawet w przypadku rozpoznania właściwej przyczyny.

Najnowsze