W związku z reportażem Kanału Zero, w którym współpracownice Michała Kołodziejczaka oskarżają polityka m.in. o agresję oraz podawanie narkotyków wbrew woli, głos zabrał Karol Rajewski, były burmistrz Błaszek. Przywołał incydent z udziałem posła i zaapelował do niego o zrzeczenie się mandatu.
Przypomnijmy, że w piątek Kanał Zero opublikował reportaż, w którym pojawiają się wstrząsające oskarżenia pod adresem Michała Kołodziejczaka. Z relacji kobiet wynika, że miał on być agresywny, grozić im śmiercią czy dopuszczać się przemocy. Jedna z kobiet opowiedziała także o podawaniu jej narkotyków wbrew jej woli, pomimo wielokrotnych odmów.
Sam Kołodziejczak, pytany o zarzuty dotyczące narkotyków czy szarpania, zaprzeczał. Jednocześnie poseł uciekał w Sejmie przed reporterką Kanału Zero.
Klub KO zawiesił Kołodziejczaka w prawach członka.
Teraz głos zabrał były burmistrz Błaszek Karol Rajewski, który w 2014 r. pomógł Kołodziejczakowi wejść do polityki, umieszczając go na liście wyborczej. W rezultacie został on radnym w Błaszkach. Rajewski wskazał, że – pomimo późniejszych personalnych ataków ze strony Kołodziejczaka – razem z liderem Agrounii uczestniczył w proteście rolników.
W rozmowie z „Faktem” Rajewski odniósł się do zarzutów, jakie pod adresem Kołodziejczaka wysunęły w Kanale Zero kobiety. Przywołał przy tym własne doświadczenia.
– Te materiały mocno mną wstrząsnęły. Zarzuty przedstawione przez kobiety są bardzo poważne i nie można przejść obok nich obojętnie. Nie wiem, ile w tych relacjach jest prawdy. Nie chcę nikogo z góry osądzać, bo od ustalania faktów są odpowiednie organy. Uważam jednak, że te kobiety zasługują na to, aby ich relacje zostały potraktowane poważnie i dokładnie wyjaśnione – wskazał.
– Znam Michała od lat, pamiętam jego zachowanie w różnych sytuacjach i mam własne doświadczenia, które sprawiają, że dzisiejsze doniesienia budzą we mnie szczególny niepokój – ujawnił.
Jednocześnie Rajewski zastrzegł, że jego doświadczenia nie są dowodem na prawdziwość wszystkich przedstawionych zarzutów. Przywołał jednak zdarzenie z czasów, gdy był burmistrzem Błaszek.
– Kiedy byłem burmistrzem Błaszek, doszło do incydentu z udziałem Michała Kołodziejczaka i jednej z pracownic sekretariatu. Sprawę potraktowałem bardzo poważnie i natychmiast zareagowałem – relacjonował.
Sprawę jednak załagodzono, Kołodziejczak wrócił do urzędu z bukietem róż i przeprosił pracownicę. Kobieta przeprosiny przyjęła i odstąpiła od składania zawiadomienia w tej sprawie.
– Nie chcę opowiadać o szczegółach tego zdarzenia, ponieważ chodzi o kobietę, która ma prawo do prywatności i spokoju. Nie chcę, żeby po tylu latach musiała ponownie wracać do tej sytuacji tylko dlatego, że dziś o Michale Kołodziejczaku jest głośno w mediach – stwierdził Rajewski.
Odniósł się także do niedzielnej akcji Kołodziejczaka, który w towarzystwie detektywa Krzysztofa Rutkowskiego i adwokat Moniki Schölzke, stawił się w łódzkiej delegaturze ABW. Poseł poinformował o złożeniu zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na jego szkodę. Nie ujawnił szczegółów.
Kołodziejczak idzie na odsiecz z Rutkowskim. Poseł i detektyw ruszyli do ABW [VIDEO]
Rajewski podkreślił, że Kołodziejczak ma prawo bronić swojego dobrego imienia, jednak jego zastrzeżenia budzi sposób, jaki wybrał poseł.
– Michał ma pełne prawo się bronić. Jeśli uważa, że został pomówiony, niech dochodzi swoich praw. Tego nikt mu nie odbiera. Ale przyznam, że jego wystąpienie z Krzysztofem Rutkowskim bardzo mnie zaskoczyło. W mojej ocenie wyglądało to bardziej na kolejne medialne widowisko niż spokojną próbę wyjaśnienia tak poważnej sprawy. Zastanawiam się też, jak mogą odbierać to kobiety, które zdecydowały się publicznie opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Czy takie wystąpienia nie wywołują u nich poczucia presji? – mówił.
Były burmistrz zaapelował też do Kołodziejczaka, by zrzekł się mandatu. W liście otwartym napisał m.in.: „złóż mandat posła i przestań przynosić wstyd polskiemu parlamentowi!”.
– Nie napisałem listu otwartego dlatego, że zazdroszczę Michałowi kariery politycznej albo chcę się na nim odegrać. Napisałem go, bo zwyczajnie jestem rozczarowany człowiekiem, któremu kiedyś zaufałem i którego wspierałem – wskazał.


