Unia Europejska planuje wprowadzić nowy podatek, którego oczywiście podatkiem nie nazwie. Proponuje, aby państwa członkowskie płaciły do unijnego budżetu 2 euro za każdy kilogram niezebranych elektroodpadów. Haracz ten ma być jednym z pięciu nowych „zasobów własnych” budżetu UE na lata 2028–2034 i według szacunków Komisji Europejskiej ma przynosić około 15 mld euro rocznie.
Oficjalnie nie jest mowa o obciążeniu producentów czy konsumentów, lecz państwa. Polska branża AGD nie ma jednak wątpliwości, że koszty w praktyce będą ukryte w cenach pralek, lodówek czy zmywarek.
Według zapisów projektu, masa niezebranych elektroodpadów w danym roku liczona byłaby jako średnioroczna masa sprzętu elektrycznego i elektronicznego wprowadzonego na rynek w trzech poprzednich latach, pomniejszona o masę odpadów zebranych w danym roku.
Stawka za każdy niezebrany kilogram elektroodpadu ma wynosić 2 euro. Kwota ta mogłaby być corocznie „korygowana” o deflator PKB dla UE. Nowy podatek miałby obowiązywać od 1 stycznia 2028 roku. Pobrany w ten sposób haracz trafiłby do ogólnego budżetu Unii Europejskiej.
Protest polskiej branży AGD
Polska branża AGD, reprezentowana przez APPLiA Polska, ocenia mechanizm jako „parapodatek od niezebranego ZSEE” – zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Według szacunków tej organizacji, opłata oznaczałaby dla firm wprowadzających AGD w Polsce dodatkowy koszt ponad 1 mld zł rocznie.
Branża podkreśla, że od ponad 20 lat podlega systemowi Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta i finansuje zbiórkę zużytego sprzętu na poziomie 65% masy sprzedanej średniorocznie w trzech poprzednich latach. Dla wszelkiej maści klimatystów to jednak za mało.
Paolo Falcioni, dyrektor generalny APPLiA Europe, nie ma wątpliwości, że dodatkowa opłata 2 euro za kilogram odpowiednio wywinduje ceny produktów, co najbardziej odczują osoby o najniższych dochodach.
– Nie może być tak, że urzędnik jak cesarz decyduje o życiu lub śmierci poszczególnych fabryk lub wręcz całej branży – komentuje z kolei Wojciech Konecki, prezes APPLiA Polska.
Branża nie widzi też logiki w sposobie obliczania masy „niezebranych” elektroodpadów. Jak wskazuje, różnica między masą sprzętu wprowadzonego na rynek a masą zebraną do recyklingu nie uwzględnia cyklu życia urządzeń. Sprzęt AGD może przecież służyć kilkanaście lat, być naprawiany, odsprzedawany lub przechowywany w gospodarstwach domowych.
Polska Izba Gospodarki Odpadami (PIGO) wskazuje na jeszcze jeden „dziwny” aspekt. Jeżeli bowiem problemem jest niedostateczna zbiórka, pieniądze powinny służyć poprawie systemu zbierania i recyklingu, a nie stawać się kolejnym źródłem dochodu unijnego budżetu.
Unijne eko-podatki
Dodatkowa opłata z tytułu niezebranych elektroodpadów to nic innego jak kolejny podatek wprowadzany pod pretekstem walki o środowisko lub też walki z „globalnym ociepleniem”.
Kolejny, bo chociażby od 2021 roku obowiązuje tzw. opłata plastikowa. Państwa płacą 0,80 euro za każdy kilogram niepoddanych recyklingowi odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych. Z tego tytułu tylko Polska w 2026 roku ma zapłacić Unii Europejskiej 1,23 mld zł. Eurokratom podatek tak się spodobał, że planują jego podwyżkę. Niebawem ma to być już 1 euro za każdy kilogram.
Sztandarowymi przykładami unijnych eko-podatków są ETS, najnowszy wynalazek CBAM (graniczny podatek węglowy), a na horyzoncie czeka już ETS2. Wszystkie te regulacje prowadzą po prostu do biedy.


