Wpływ na to, czy skazany wyjdzie na przepustkę lub zostanie warunkowo zwolniony, ma wskazanie programu szacującego ryzyko recydywy. Ministerstwo Sprawiedliwości nie chce ujawnić, jak on działa – pisze w poniedziałek „Rzeczpospolita”.
Pogłębiony System Oceny Ryzyka Recydywy (PSORR) – jak czytamy w „Rz” – to system, który automatycznie generuje raport mający zobiektywizować prognozę kryminologiczno-społeczną sporządzaną wcześniej przez wychowawcę więziennego.
Wiceminister sprawiedliwości Maria Ejchart po wdrożeniu rozwiązania mówiła o „skoku w przyszłość”, jednak eksperci, z którymi rozmawiał dziennik, wskazują na brak przejrzystości systemu.
Marcin Wolny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podkreśla w rozmowie z „Rz”, że narzędzie mogące wpływać na sytuację skazanego powinno być oparte na danych, testowane, regularnie oceniane i umożliwiać weryfikację wyników. W grudniu ub. r. fundacja wystąpiła do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka o udostępnienie m.in. kodu źródłowego PSORR, listy uwzględnianych czynników i ich wag oraz ekspertyz wykorzystanych przy opracowaniu programu. Resort odmówił, dlatego HFPC zaskarżyła tę decyzję do sądu administracyjnego.
Z kolei cytowany przez dziennik sędzia Tomasz Huminiak, przewodniczący IV Wydziału Penitencjarnego Sądu Okręgowego w Opolu, zaznacza, że raport nie wiąże sądu i powinien być traktowany krytycznie. Zwraca uwagę na przypadki, gdy system wskazuje negatywną prognozę, a dyrektor zakładu karnego wydaje opinię pozytywną.
Kolejna rozmówczyni „Rz”, adwokat z Katowic Monika Gorząch kwestionuje natomiast skalę oceny ryzyka recydywy, wynoszącą od 20 do 100 proc. Jak podkreśla, pracuje również z osadzonymi, w przypadku których ryzyko powrotu do przestępstwa uważa za zerowe.


