Reforma uchwalona jeszcze przez rząd Starmera wchodzi w życie 30 października. Umożliwia ona związkom zawodowym, nawet tym niezarejestrowanym, wstęp na teren zakładu w celu organizowania spotkań z pracownikami.
Pracodawcy są zaniepokojeni i obawiają się konsekwencji. Związki zawodowe nie będą już musiały rozdawać ulotek przed biurami czy fabrykami, będą mogły teraz wchodzić do miejsc pracy i organizować spotkania sobie wiece z pracownikami.
Dotyczy to przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 21 pracowników i więcej, co stanowi około połowę zatrudnienia w sektorze prywatnym tego kraju. Partia Pracy przeforsowała to jako ustawę o Prawach Pracowniczych.
To próba odbudowania pozycji syndykatów, z którymi po ich „złotej erze” lat 70. XX wieku rozprawiła się Margaret Thatcher. Później nastąpił gwałtowny spadek liczby związków zawodowych, chociaż częściowo związany z deindustrializacją kraju.
Za kolejnych rządów konserwatywnych uchwalono szereg przepisów regulujących działalność związków zawodowych. Nowe przepisy, które wejdą w życie pod koniec miesiąca, zostały uchwalone przez Partię Pracy, bo premier Andy Burnham wdraża przepisy uchwalone przez poprzedni rząd, Keira Starmera.
Tzw. reforma prawa pracy ma odbudować pozycję syndykatów, które zawsze były partnerem lewicy. Brytyjskie związki zawodowe liczą na zwiększenie liczby członków, szczególnie w sektorach, do których wcześniej nie miały dostępu, czyli finansów i nowych technologii. Obecnie tylko 12% pracowników sektora prywatnego jest członkami związków zawodowych.
Świat biznesu martwi się konsekwencjami tej reformy. Jego zdaniem, oznacza to pojawienie się nowych żądań płacowych, a także większej ilości strajków. Firma może zostać ukarana grzywną, jeśli będzie utrudniać związkom zawodowym dostęp do pracowników. Grozi jej grzywna w wysokości 75 000 funtów w pierwszym przypadku złamania przepisów ustawy.
Dla TUC (Trades Union Congress), organizacji zrzeszającej większość brytyjskich związków zawodowych, jest to „ogromny krok naprzód”. Trzy tygodnie temu, na kongresie w Brighton, sekretarz generalny TUC, Paul Nowak, wydał już ostrzeżenie: „Jeśli wyzyskujecie swoich pracowników, jeśli traktujecie ich jak siłę roboczą, ostrzegamy was”.
Źródło: France Info


