Choć sondaże nie dawały mu większych szans, prawicowy senator Flavio Bolsonaro wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich w Brazylii. W drugiej turze zmierzy się z urzędującą głową państwa Luizem Inacio Lulą da Silvą.
Najwyższy Trybunał Wyborczy (TSE) poinformował na swojej stronie internetowej, że perspektywa drugiej tury jest już „matematycznie przesądzona”. Z danych po przeliczeniu ponad 99,7 proc. głosów wynika, że Bolsonaro otrzymał ponad 47 proc., a Lula – ponad 45 proc. ważnych głosów. Poparcie dla żadnego z pozostałych kandydatów nie przekroczyło 3 proc.
– Jestem bardzo szczęśliwy z powodu tego wyniku. Ponad 56 milionów Brazylijczyków zagłosowało za zmianą (…) Nie mogę się doczekać, by za trzy tygodnie przywrócić demokrację – skomentował te wyniki Flavio Bolsonaro, syn byłego prezydenta Jaira Bolsonaro, który odbywa obecnie karę 27 lat więzienia za rzekome przygotowywanie zamachu stanu.
Lula przyznał, że liczył na zdobycie największej liczby głosów w I turze i zapowiedział, że podejmie walkę przed II turą. – Rozgrywka trwa. Jesteśmy teraz w dogrywce – dodał.
W większości przedwyborczych sondaży największą popularnością cieszył się Lula, ale jego przewaga nad Bolsonaro w ostatnich tygodniach malała i w niektórych badaniach oscylowała wokół granicy błędu statystycznego. Niemniej, żaden z sondaży nie przewidywał zwycięstwa Bolsonaro w pierwszej turze.
Dziennik „Folha de Sao Paulo” zwrócił uwagę, że od czasu powrotu do demokracji w Brazylii po dyktaturze wojskowej z lat 1964-1985 żadnych wyborów prezydenckich nie wygrał kandydat, który w pierwszej turze zajął drugie miejsce.
Wyniku pierwszej tury pogratulował Bolsonaro jego sojusznik, prezydent Argentyny Javier Milei. We wpisie na platformie X określił Brazylijczyka jako „drogiego przyjaciela”. Obaj prawicowi politycy są znani z sympatii do przywódcy USA Donalda Trumpa.
Amerykańska agencja AP oceniła, że używany w Brazylii elektroniczny system głosowania po raz kolejny dowiódł swojej efektywności. Wyniki były na bieżąco aktualizowane na stronie internetowej TSE, a rozstrzygnięcie ogłoszono około czterech godzin po zamknięciu lokali wyborczych.
Prawica zdobywa Kongres
Oprócz prezydenta i wiceprezydenta, Brazylijczycy wybierali w niedzielę również wszystkich 513 członków Izby Deputowanych i 54 z 81 senatorów, a także gubernatorów stanów i członków stanowych parlamentów.
Z opublikowanych dotąd danych wynika m.in., że były minister infrastruktury z rządu Jaira Bolsonaro, Tarcisio de Freitas, utrzymał stanowisko gubernatora stanu Sao Paulo, uznawanego za najważniejszy ośrodek gospodarczy kraju. Inny sojusznik Bolsonaro, były sędzia i senator Sergio Moro, został wybrany na gubernatora stanu Parana.
Co ciekawe, miejsca w Kongresie wywalczyło aż czterech członków rodziny Jaira Bolsonaro, niszczonego przez system i osadzonego w więzieniu. Jego żona Michelle zdobyła mandat w brazylijskim Senacie, reprezentując Dystrykt Federalny. Miejsce w Senacie wywalczył również jeden z jego synów, Carlos, a inny, Jair Renan, dostał się do Izby Deputowanych. Mandat posła zdobył też brat Jaira Bolsonaro, Renato.
Choć brakuje jeszcze wyników z kilkunastu okręgów wyborczych, wiadomo już, że prawica wzięła Senat i Izbę Deputowanych. Jeśliby Bolsonaro zwyciężył w II turze, prawica będzie miała największy mandat do rządzenia od przywrócenia w Brazylii demokracji w 1985 roku.
Flavio Bolsonaro zapowiada uszczuplenie administracji publicznej, cięcia podatkowe i inne probiznesowe reformy, a także zacieśnienie relacji z USA i twardą walkę z brutalną przestępczością, którą Brazylijczycy wskazywali przed wyborami jako najpoważniejszy problem. 80-letni Lula, uznawany za ikonę latynoamerykańskiej lewicy, ubiega się o czwartą kadencję na stanowisku szefa państwa. Zapowiada kontynuację i rozszerzanie obecnej polityki rządu, w tym programów socjalnych i wielostronnej współpracy międzynarodowej.


