Zaszokowała mnie wypowiedź byłego szefa Instytutu Misesa, który stwierdził, że Michał Klimek z Konfederacji Korony był najgorszym spośród kandydatów ubiegających się o urząd prezydenta Krakowa.
Dlaczego, zdaniem byłego szefa IM, był on najgorszym kandydatem? W skrócie, najgorszym był dlatego, że jego wolnościowość autora tej deklaracji nie przekonała, choć – jak podejrzewam – zapewne głównym asumptem do tego ataku był zbyt mały entuzjazm kandydata Klimka w stosunku do Izraela i Ukrainy.
Właśnie z tych powodów były szef Instytutu Misesa uznał, że Klimek (a nie Mises) jest gorszy od dwóch komunistek, które również startowały w tych wyborach – w dodatku były to komunistki ewidentnie „inteligentne inaczej”.
Jestem pewien, że Mises – choć z pochodzenia galicyjski Żyd – w grobie się przewraca. Jak bowiem ktoś powołujący się na jego nazwisko może nawet pomyśleć, że komunistki są lepsze od wolnościowca, choćby nawet wolnościowca z pewnymi brakami w tej wolnościowości?
A przecież Michał Klimek akurat żadnych braków w tej dziedzinie nie ma, jest w środowisku od dziesięcioleci i przyświadcza idei także własną pracą – jest polskim przedsiębiorcą borykającym się z przeciwnościami etatyzmu.
Dlaczego w ogóle piszę o tej aberracji? Otóż dlatego, że po prawej, wolnościowej stronie, jest to popularna choroba. Wielu „woli komunistów” od ludzi myślących w zasadzie podobnie, ale różniących się często w jakiejś drobnej kwestii. Ta kwestia, podobnie jak owe Izrael i Ukraina w przypadku byłego szefa IM, nagle skłania go do preferowania praktycznego komunizmu. Zdumiewające, ale prawdziwe.
Tymczasem w środowisku wolnościowym trzeba szukać nie tego, co dzieli, lecz tego co łączy. To, co dzieli, niech będzie przedmiotem nawet gorących dyskusji, ale bez takich fikołków, jak popieranie komunistek. Komunistka przecież nigdy nie będzie miała nic wspólnego z wolnościąowością i takie stawianie sprawy poddaje w wątpliwość szczerość intencji osoby, która takie słowa wypowiada. Co więcej, wyklucza je z grona osób rozumiejących, czym jest RiGCz.
Przeciwnicy wolności dawno zrozumieli, że trzeba się łączyć, a nie dzielić. Ukuli nawet hasło: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”. Tak samo wolnościowcy wszystkich krajów powinni się łączyć, a nie wypisywać takie głupoty, że jeśli któryś z wolnościowców z jakichś powodów nam się nie podoba, to jest gorszy od komunistek.
W przyszłym roku przed wolnościowcami wielki test, który pokaże, czy mimo rozmaitych podziałów uda się współpracować dla wolności na niwie państwowej, czy zwyciężą ludzie postulujący preferowanie komuny. Oby jednak nastąpiło to pierwsze, a nie to drugie.


