Powtarzające się włamania do domów polityków, spowodowały, że premier tego nie wyklucza „inspiracji zagranicznych”. Tego typu określenie dotyczy ć może sąsiedniej Rosji.
Taką interpretację podał premier Finlandii Petteri Orpo, po tym jak przewodniczący fińskiego parlamentu informował, w ostatnich dniach kilku posłów zgłosiło, że zauważyli oznaki włamań w swoich domach. Fińskie władze ogłosiły w związku z tymi wydarzeniami w czwartek 1 października, że wszczęły dochodzenie w sprawie „znacznej” liczby włamań do domów parlamentarzystów.
Według przewodniczącego fińskiego parlamentu, Jussi Hallaaho jest „możliwe, że ślady włamań te wskazówki zostały celowo pozostawione w miejscu, aby zostały zauważone”; co może stanowić próbę zastraszenia posłów. Nie podano dokładnej liczby parlamentarzystów, którzy zauważyli takie ślady, ale mowa jest o ich „znaczącej” liczbie.
Policja w Helsinkach potwierdziła, że „wszczęła wstępne śledztwo w tej sprawie”, ale odmówiła komentarza. Premier Finlandii Petteri Orpo nie wykluczył możliwości ingerencji z zagranicy, co uznał za „bardzo możliwe ”.
„Jeśli tak jest, moje przesłanie pozostaje niezmienne: dla nas takie manewry przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego. Jeśli ktoś spróbuje zdestabilizować Finlandię lub nasze wsparcie dla powiedzmy, Ukrainy, obróci się to przeciwko niemu” – dodał Orpo. Z kolei prezydent Finlandii Alexander Stubb określił cała sprawę jako „atak na demokrację”.
Źródło: AFP


