Wyjechałem do Moskwy i planowałem, że napiszę o niej dłuższy tekst. Niestety z uwagi na dziwną, drobną kontuzję wyjechałem z opóźnieniem – a na miejscu kontuzja okazała się znacznie gorsza, więc mogę tylko pisać o moskiewskiej opiece zdrowotnej.
Przede wszystkim: jest w niej mniej biurokracji – ogólnie wszystko jak w 1990 roku. Bardzo ładne i kompetentne lekarki. Niestety: najpierw musiałem się dwukrotnie zetknąć z Pogotowiem Ratunkowym (na poziomie takim jak nasze, choć karetki gorsze).
Dziwne: najpierw zawieziono mnie do Wielkiego Szpitala, gdzie zrobiono mi USG oraz rentgen klatki piersiowej zupełnie nie wiem po co, bo moja kontuzja dotyczyła… krwotoków z nosa! W tym szpitalu mogłem podziwiać roznoszenie lekarstw i wszystkich drobnych rzeczy między oddziałami: robią to pomalowane na biało sześcianiki na nóżkach, sterowane sztuczną inteligencją. Jakąś głupią – bo nieustannie wpadają ludziom pod nogi, a samochodom pod koła.
W drugim szpitalu, do którego dojechałem drugą karetką, wszystko było OK, zrobiono, co trzeba – i po kilku minutach, na moją prośbę, mnie wypuszczono. Czekali na mnie gospodarze; niestety: ok. 9.tej wieczorem zrezygnowali.
Na dowód, że byłem w Moskwie, zrobiłem zdjęcie z p. Olegiem. Biedak nie wie, że do tej pory był miłym, sympatycznym prawicowym Rosjaninem – a jak się pokaże na tym zdjęciu, to zostanie szpiegiem Putina. Może jednak tego zdjęcia nie zamieszczę…?
Moskwa rośnie jak na drożdżach. Osiem pasów w jedną stronę – a i tak korki i korki. Pomimo metra – bardziej rozbudowanego niż nowojorskie. Niestety, nie zdążyłem się przejechać. Ale, okazuje się, że taksówki są mimo wszystko szybsze niż metro!
W Rosji jutro (18 września – przyp. red.) wybory. Na ulicach zupełnie tego nie widać. Podejrzewam, że JE Włodzimierz Putin wygra te wybory bez trudności – bo ma już duże doświadczenie w wygrywaniu wyborów bez trudności. Na tym polega różnica między d***kracją rosyjską a d***kracją ukraińską, w której kandydaci będą brali się za łby.
Po Moskwie w ogóle nie widać, by toczyła jakąś wojnę lub choćby „operację specjalną”. Nie widać NICZEGO. Z czego wynika, że Rosja prowadzi tę wojnę jedną ręką. Podobno po wyborach JE Włodzimierz Putin planuje wypowiedzenie Ukrainie wojny – i wprowadzenie poboru do wojska.
Myślę, że tego nie zrobi – ale raz już tak myślałem i się pomyliłem.
W przypadku polityka pomyłka w dedukcjach bywa bardzo kosztowna…
Już kilka razy pisałem o zasadniczej różnicy między uczonym, a dziennikarzem. Uczony stawia hipotezy i czeka, czy zostaną potwierdzone. Im mniej ma przesłanek, na podstawie których wyciągnął swoje wnioski – tym większa jego sława. Dziennikarz ma podawać informacje na podstawie źródeł; im większą ilość źródeł zbadał, tym lepsza o nim opinia.
Ja np. na podstawie postępowania śp. płk. Józefa Becka postawiłem hipotezę, że Go Anglicy jakoś przekabacili. Zresztą już śp. dr Józef Goebbels napisał, że „wpadł w pułapkę zastawioną przez angielskich lordów”.
Tymczasem rzeczywistość okazała się prozaiczna. Beck został w 1937 (gdy wyszedł z alkoholizmu) uwiedziony przez agentkę MI6 i potem był szantażowany. Przypominam, że 5-V-1939, schodząc z mównicy po „wspaniałym patriotycznym przemówieniu”, powiedział: „Właśnie zgubiłem Polskę…”!
I teraz czy ktoś powie z podziwem: „Ale Pan to genialnie wyindukował!”? Nie, wszyscy powiedzą: „Jesteś Pan nieuk. To wszystko było znane, trzeba było czytać…”.
Ba! Niektórzy powiedzą: „Na pewno Pan to już wcześniej wiedział – i teraz chwali się genialną indukcją!”.
Bardzo nieliczni powiedzą: „Tak jest! Są nam potrzebni ludzie umiejący dedukować i indukować. Nawet jeśli czasem się mylą”.
Nie w d***kracji!
W d***kracji uczeni tylko przeszkadzają. Ale to nic nowego. Gdy podczas rewolucji antyfrancuskiej skazano na gilotynę słynnego chemika i fizyka, śp. Antoniego Lavoisiera – i ten poprosił o przełożenie egzekucji o kilka dni, bo chciał dokończyć ważny eksperyment – v-prezes Trybynału, śp. Jan-Chrzciciel Coffinhal, odparł: „Republika nie potrzebuje uczonych”! I Lavoisiera ścięto, nie czekając…
Porównajmy to z monarchią. Gdy np. ktoś doniósł śp. Aleksandrowi III, że śp. Dymitr Mendelejew popełnił bigamię, car odparł: „Tak: Mendelejew ma dwie żony – ale ja mam tylko jednego Mendelejewa!”.
I Mendelejewowi uszło to na sucho.


