Strona głównaMagazynBliski Wschód przed nową wojną

Bliski Wschód przed nową wojną

-

- Reklama -

Kontynuacja obecnego konfliktu na Bliskim Wschodzie jest nieunikniona. To nie wynika ani z krwiożerczości premiera Izraela Binjamina Netanjahu, ani z chaotycznej polityki prezydenta USA Donalda Trumpa, ani też politycznego uporu teokratów rządzących Iranem. Ona wynika z poczucia braku bezpieczeństwa głównych graczy zaangażowanych w zbrojny konflikt w tamtym regionie. Iran nic nie chce dać z tego, czego chcą Izrael i USA, a oni nie zgadzają się na to, co chce Iran.

„Otwieram drzwi i znów dzień jak co dzień. Donośny huk stu i więcej dział. Coś dzieje się, wciąż na Bliskim Wschodzie” – śpiewał zespół Lady Punk w 1983 r. Od tego czasu minęło ponad 40 lat i w tym regionie, coś wciąż się dzieje. To nie jest niestety metafora, to rzeczywistość. Tam działa ciągle strzelają i będą strzelać, ponieważ mimo że w międzyczasie doprowadzono do podpisania traktatów pokojowych między Izraelem a niektórymi jego arabskimi sąsiadami i doprowadzono do normalizacji z innymi, to Iran zajął miejsce Arabów jako najgroźniejszy wróg Izraela. Mimo że media i eksperci na całym świecie mówią niemal jednym głosem, że USA przegrało wojnę z Iranem, to trzeba powiedzieć, że to nie koniec wojny. Obecnie na progu jesieni 2026 r. mamy przerwę w działaniach wojennych, przerwę przed kolejnym starciem, które na pewno nastąpi w różnej formie, w tym być może także znowu w skali zbrojnej, a na pewno przy użyciu większej ilości środków, przede wszystkim ekonomicznych. USA, nie będąc w stanie militarnie złamać Iranu, ze względu na spodziewane straty i koszty zdecydowały się na intensyfikację wojny ekonomicznej, inicjując operację „ekonomiczny wyrzutek” mającą na celu ostateczne zdławienie gospodarki Iranu przez odcięcie jej od systemu światowego, w tym od systemu finansowego z jednoczesną groźbą nałożenia sankcji na tych, którzy będą współpracowali z Teheranem.

- Reklama -

Geneza

Żeby zrozumieć, dlaczego obecna sytuacja jest bardzo przejściowa i że po kilku tygodniach intensywnych walk pomiędzy USA, Izraelem a Iranem nastąpiło uspokojenie i ograniczenie działań zbrojnych do incydentów, należy cofnąć się do przeszłości i opisać genezę zderzenia, które bardziej ma charakter ideologiczny niż geopolityczny. Geneza obecnej wojny rozpoczyna się w 1979 r., kiedy szyiccy islamiści obalili cesarstwo Iranu i władzę przejął charyzmatyczny i ortodoksyjnie religijny lider Ruhollah Chomejni. Do tej pory za rządów szacha Mohammada Pahlawiego, który sekularyzował i westernizował kraj, Iran prowadził politykę zagraniczną zgodną z interesami narodowymi. Dla Teheranu to nie Tel-Awiw był wrogiem. Iran nie miał z Izraelem żadnych konfliktów. Dla szyickich Persów przeciwnikiem byli sunniccy Arabowie. Z tego powodu Iran miał dobre relacje z Izraelem, dzięki czemu mógł balansować wpływy Arabów. Była to jak najbardziej prawidłowa koncepcja geopolityczna. Ta sytuacja odwróciła się o 180 stopni, kiedy władzę objął Chomejni i jego islamiści. Ponieważ USA i Izrael popierali szacha i prezentowali zachodnie wartości w pełni potępianie przez reżim Chomejniego, nie tylko doszło do pełnego zerwania z tymi krajami, ale też do uznania ich za największych wrogów Iranu. USA nazwano „wielkim szatanem”, a Izrael „małym szatanem”. Agresja propagandowa i zapowiedź ekspansji rewolucji irańskiej na cały region wystraszyła zarówno świecki Irak, którego też Teheran uznał za wroga, jak i monarchie na Półwyspie Arabskim, oskarżane o życie na koszt poddanych. Iran przyczynił się w ten sposób do stopniowego do nawiązania relacji między Izraelem a tymi monarchiami, które dotychczas były wrogie.

- Reklama -

Iran zaczął tworzyć sieć swoich wpływów w regionie. W jej skład wchodzili: Syria, szyicki rząd i szyickie milicje w Iraku, Hezbollah w Libanie, Huti w Jemenie oraz Hamas w Strefie Gazy. Stopień powiązań oraz zależności od Iranu był różny, ale wszystkie organizacje i państwa łączyło jedno: zdecydowana antyizraelskość. W ten sposób Iran położony o 1000 km od Izraela przybliżył zagrożenie militarnie tego państwa i tak też to odebrano w Tel-Awiwie. Drugim elementem w tych relacjach jest nuklearny program Iranu, który Izraelczycy uznali za jeszcze większe zagrożenie niż rozbudowa politycznych i militarnych wpływów Teheranu na Bliskim Wschodzie. Izrael obawiał się, że Iran wyprodukuje bomby jądrowe. Izrael odniósł na tym polu początkowo sukces. Od 2006 r. Rada Bezpieczeństwa ONZ, a potem UE zaczęły z tego powodu nakładać sankcje na Iran, tym samym wzmacniając sankcje USA, które już je nałożyły w 1979 r. po zajęciu ambasady USA w Teheranie.

- Reklama -

W 2015 r. Iran zawarł porozumienie ze światowymi mocarstwami i w zamian za zniesienie części sankcji zgodził się ograniczyć swój program nuklearny. Obejmowało ono ograniczenie wzbogacania uranu do poziomu 3,67 proc., ograniczenie zapasów do 300 kg i ilości wirówek służących do wzbogacenia uranu oraz poddaniu się kontroli Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Było to dobre porozumienie, ale prezydent Donald Trump zerwał je zapewne pod naciskiem Izraela w 2018 r. Od tego czasu Iran poczuł się wolny od zawartego porozumienia i zaczął rozwijać ponownie ten program. Eksperci szacowali, że do momentu rozpoczęcia konfliktu zbrojnego, czyli do kwietnia 2024 r., Iran osiągnął 60 proc. wzbogacenia Iranu. Było to znacznie powyżej poziomu potrzebnego dla celów cywilnych, ale jeszcze niewystarczającego do wyprodukowania broni masowego rażenia.

Trzecim elementem, który Tel-Awiw uważa za zagrożenie, jest irański program rozbudowy rakiet balistycznych. Izrael ma jeden z najlepszych na świecie systemów obrony powietrznej tzw. Żelazną Kopułę, ale jak wykazało doświadczenie przy dużej ilości wystrzeliwanych rakiet wspomaganych przez setki dronów, system nie jest w stanie unieszkodliwić wszystkich tych pocisków.

Izrael uznał, że wszystkie te trzy elementy zagrożenia są ciągle w fazie rozwoju stają i się coraz bardziej niebezpieczne dla tego państwa i postanowił im przeciwdziałać.

Wojenne domino

Izrael postanowił zneutralizować te zagrożenia, najpierw poprzez oczyszczenie pola, czyli rozbicie irańskiej sieci wpływów. Pretekstu dostarczył Hamas ludobójczym atakiem na przygraniczne tereny Izraela w październiku 2023 r. Przygotowania do tej inwazji były tak widoczne, że nie sposób było ich nie zauważyć. Hamas i Strefa Gazy zostały przez Izrael stratowane i wyeliminowane z gry prawdopodobnie na wiele lat. Kontrofensywa Izraela w Gazie uruchomiła jemeńskich Huti i libańskich Hezbollah. Potem padła druga kostka domina, czyli Hezbollah. W grudniu 2024 r. padła największa kostka irańskiego domina. Upadł proirański reżim w Syrii, którego nie pomógł obronić wyeliminowany z gry Hezbollah. W międzyczasie doszło do bezpośredniego starcia Izraela i Iranu. W kwietniu i w październiku oba kraje ostrzeliwały się wzajemnie rakietami. Wojna z dystansu. W Teheranie uznano, że należy w ten sposób wspomóc swoją padającą siatkę i zrewanżować się za śmierć wyższych rangą oficerów irańskich zabitych w izraelskim ataku powietrznym na ambasadę Iranu w Damaszku. Po znacznym osłabieniu, a wręcz rozbiciu irańskiej sieci wpływów w regionie, Izrael mógł przystąpić do bezpośredniego uderzenia na dwa pozostałe elementy zagrożenia: instalacje nuklearne i pozycje rakiet balistycznych. Jak wiadomo, dokonano tego zmasowanymi nalotami lotnictwa i uderzeniami rakiet i dronów podczas wojny w czerwcu 2025 r. i od 28 lutego 2026 r., przy pomocy sojusznika amerykańskiego.

Impas

Izrael nie osiągnął żadnego z obu celów. Irańskie rakiety wystrzeliwane są w odwecie m.in. na amerykańskie bazy w monarchiach Półwyspu Arabskiego. Nie wiadomo, co jest dalej z irańskim programem nuklearnym. Iran miał przed wojną 400 kg uranu, z którym nie wiadomo, co się dzieje. Nie można wykluczyć, że Irańczycy zdołali go już wzbogacić do poziomu umożliwiającego skonstruowanie broni jądrowej. Każdy następny dzień wolny od nalotów pracuje na ich korzyść. Izrael, który wciągnął USA do wojny, teraz umył ręce. Od trzech miesięcy nie prowadzi działań wojennych. On odbudowuje swoje zapasy rakiet. Teraz rozwiązanie tego konfliktu pozostało na barkach Amerykanów.

Problem Iranu

Iran był w fatalnej sytuacji gospodarczej już przed tegoroczną wojną. Nastąpił bunt ludności krwawo stłumiony. Szacuje się, że zabito kilka tysięcy demonstrantów, należy domniemywać, że drugie tyle zamordowano w katowniach miejscowej bezpieki. Wojna przyniosła dodatkowe straty, głównie w infrastrukturze. Jest to kraj ogromnej korupcji, biedy i inflacji na poziomie ok. 90 proc. i przekraczającej 100 proc. za artykuły pierwszej potrzeby. Mimo tych nieszczęść Iran się nie poddał. Teokratyczny reżim, który zawładnął wszystkimi bogactwami tego kraju, walczy o przetrwanie. On być może zgodziłby się na zakończenie wojny, ale pod warunkiem uzyskania prawa do badań nuklearnych, zniesienia sankcji i zapłacenia reparacji wojennych, czyli tego, czego USA i Izrael nie mogą mu dać, więc wojna będzie trwała. Tak naprawdę po tym, jak Trump zerwał porozumienie nuklearne w 2018 r., Teheran nie wierzy, że USA dotrzymają w przyszłości nowego porozumienia. Woli się zabezpieczyć „atomowo”. Jakie Iran ma atuty? Pierwszy to blokowanie cieśniny Ormuz w Zatoce Perskiej, przez którą transportowano przed wojną 27 proc. światowej ropy naftowej i 22 proc. skroplonego gazu. Drugi to asymetria broni polegająca na ostrzale rakietami i dronami, do których zestrzelenia Amerykanie używają drogich rakiet, wystrzeliwując się z zapasów. Trzeci to czas, który pozwala na prace nad skonstruowaniem broni jądrowej mającą być niezawodnym orężem odstraszającym, takim jaki ma Korea Północna oraz przeświadczenie, że USA nie stać na inwazję lądową, jedyną, która mogłaby militarnie obalić teherański reżim, więc czas jest sprzymierzeńcem. Dlatego grają na czas.

Problem USA

Amerykanie chcą tego samego co Izrael oraz żądają swobodnej żeglugi w Zatoce Perskiej i poszanowania interesów swoich arabskich sojuszników, których instalacje naftowe i gazowe są atakowane z powietrza przez Iran i Huti. Mimo wzajemnego blokowania Zatoki dziennie przepływa przez nią kilkanaście statków, ale przed wojną było ich ponad sto. Saudyjczycy zwiększyli eksport przez Morze Czerwone, więc szacuje się, że eksport ropy osiąga 50–70 proc. stanu przedwojennego. To znacznie łagodzi oddziaływanie blokady na gospodarkę światową, ale problem wojny z punktu widzenia USA nie został rozwiązany niezależnie od faktu, że prezydent Trump co jakiś czas ogłasza zwycięstwo, choć nie wiadomo, co jest zwycięstwem. Paradoksalnie, Amerykanie, mimo że posiadają najsilniejszą armię świata, to nie posiadają militarnych narzędzi, żeby złamać opór Iranu. Ich zapasy rakiet zostały znacznie uszczuplone, zaniedbali również produkcję dronów, a Pentagon jest przeciwny nowym akcjom wojennym przeciw Iranowi, ponieważ one zabierają sprzęt potrzebny w innych regionach, przede wszystkim na Pacyfiku. Do tego należy dodać poniesione koszty: bezpośrednie 40 mld USD i drugie tyle pośrednich. Właśnie dlatego Waszyngton postawił na wojnę gospodarczą, chcąc uczynić z Iranu „ekonomicznego wyrzutka”. Jest to o wiele mniej kosztowna operacja niż wojna, ale też ryzykowna, ponieważ Iran ma siły popierające go, niezależne od USA. To Chiny i Rosja, a irańskie ropociągi i gazociągi są skierowane nie tylko do Zatoki Perskiej. Chiny, które odbierały przed wojną 80 proc. eksportu irańskiej ropy naftowej, oświadczyły, że nie zastosują się do tych nowych amerykańskich sankcji.

Przyszłość

W marcu br. kiedy trwała wojna, napisałem artykuł o sześciu scenariuszach rozwoju sytuacji. Zacytuję ten, o którym napisałem: To jest scenariusz możliwy z dużymi cechami prawdopodobieństwa: „Mamy więc przerwę w tych działaniach, ale nie mamy ani formalnego zawieszenia broni, ani tym bardziej pokoju. Iran w tej sytuacji przerywa blokowanie cieśniny Ormuz, ogłasza zwycięstwo i żąda zapłaty reparacji wojennych za zniszczenia. Reżim intensyfikuje swoje badania nad bronią jądrową w warunkach znacznej utraty infrastruktury badawczej, a sojusznicy (USA, Izrael) przygotowują się do następnego starcia”. Właśnie, mniej więcej tak teraz wygląda ta sytuacja.

Najnowsze