Do ostrego starcia między politykiem Konfederacji Wolność i Niepodległość Dobromirem Sośnierzem, a prowadzącą program Agnieszką Gozdyrą doszło na antenie Polsat News. – Sprzeciwiam się takiemu sposobowi dyskutowania – powiedział były poseł.
Poruszanym w programie „Debata Gozdyry” wątkiem była awantura o Akademię Wymiaru Sprawiedliwości, która wybuchła w związku ze zmianą na stanowisku rektora-komendanta uczelni. Przed siedzibą AWS pojawili się w piątek politycy Prawa i Sprawiedliwości, chcący przeprowadzić interwencję poselską.
Czytaj więcej na ten temat: Awantura pod Akademią Wymiaru Sprawiedliwości. Kaleta powstrzymany przez policję. Kaczyński z interwencją poselską. „Totalne bezprawie” [VIDEO]
„I co w związku z tym?”
W programie „Debata Gozdyry” Sośnierz ocenił, że spór pomiędzy Koalicją Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością zmierza w kierunku bitew toczonych o „coraz mniej istotne punkty oporu”, a „wyborcy coraz bardziej nic z tego nie rozumieją”. – Nie jest to instytucja, która z punktu widzenia życia politycznego jest kluczowa – ocenił polityk Konfederacji.
– Powiem Panu tak: nie wiem, czy akurat Konfederaci w tej chwili – z całym szacunkiem, nie wiem, czy Pan działał, czy nie, przy tym – ale jak Pan krytykuje czy skuteczność, czy punkty oporu… Chcieliście się bić o Kraków. I co z tego wyszło? – powiedziała Gozdyra.
– Jaki to ma związek z tą sprawą? – zapytał Sośnierz.
– Jak się to Pani skojarzyło? Co by się przyczepić do Konfederacji i jakieś luźne skojarzenie po prostu, strumień świadomości, Kraków, Konfederacja, źle, łączymy kropki – kpił były poseł.
– Pan się naśmiewa, że sobie wybrali jakieś takie punkty oporu mało ważne. Wybraliście sobie punkt oporu Kraków, doprowadziliście również Wy do odwołania prezydenta Krakowa… – mówiła Gozdyra, ale Sośnierz wciąż był ciekawy, jaki ma to związek z omawianym tematem.
– Mówię o skuteczności politycznej do wybierania celów – wyjaśniła dziennikarka.
– Ale nie mówimy o skuteczności politycznej – przekonywał Sośnierz, a Gozdyra twierdziła, że właśnie o tym jest mowa i przypomniała, że Konfederacja w Krakowie nie zdołała zebrać wystarczającej liczby podpisów, aby zarejestrować kandydaturę Bartosza Bocheńczaka w Nowej Nadziei w przedterminowych wyborach na prezydenta miasta.
– I co w związku z tym? Jaki to ma związek z tym, o czym tutaj rozmawiamy? – zapytał Sośnierz.
– Taki, że krytykujecie wszystko wokoło, a wykładacie się na prostych rzeczach. Czy to jest dla Pana logiczne, czy nie? – odparła dziennikarka.
Sośnierz przekonywał w odpowiedzi, że każdemu może się czasem zdarzyć potknięcie, a „jakby skuteczność w zbieraniu podpisów determinowała jakość rządów, to żylibyśmy w pięknie rządzonym kraju”.
– Szuka Pani sztucznego połączenia między tematami, które nie łączą się nijak, bo to był tylko strumień świadomości skierowany na to, do czego by się tu przyczepić w przypadku Konfederacji, co nie ma żadnego związku z tym tematem – grzmiał Sośnierz.
– To jest Pana wersja. Ma, rozmawiamy o tym, jakie sobie cele wybierają politycy, którzy są skuteczni – stwierdziła dziennikarka.
Polityk Konfederacji miał jednak inne zdanie. – Mówiliśmy o tym, że wojenka o stołki, taka publiczna wojenka o te stołki, o podważanie instytucji, została doprowadzona już do bardzo szczegółowego poziomu. Nijak się to nie łączy z wyborami w Krakowie – przekonywał.
– Łączy się to z tym… – zaczęła odpowiedź Gozdyra, jednak w słowo wszedł jej polityk Konfederacji.
– Rozumiem, u Pani się łączy – zakpił Sośnierz.
– U mnie się łączy. W taki sposób, że jesteście partią, która krytykuje naokoło wszystko i wszystkich i naprawdę wykładacie się na sprawach najprostszych – stwierdziła redaktor. – Jak przychodzi co do czego, to się potykacie o sznurowadła – dodała.
Sośnierz ocenił, że sytuacja w Krakowie to „istotne potknięcie” na poziomie organizacyjnym, ale podkreślił, że „nie ma to nic do rzeczy, co do merytorycznych zarzutów w stosunku do sposobu funkcjonowania naszego państwa”.
W Konfederacji wrze. Wzajemne oskarżenia Ruchu Narodowego i Nowej Nadziei
Po chwili dyskusji na temat sytuacji w Krakowie i tego dlaczego Konfederacji nie udało się zebrać podpisów, Gozdyra zarządziła przejście do kolejnych gości programu.
– Ciekawe, czy innych gości też Pani będzie rozliczała z rzeczy kompletnie niezwiązanych z tematami, które stanowią kłopot dla ich partii – powiedział Sośnierz.
– Proszę dać mi chwilę. I to będzie Pana ocena – ucięła polemikę Gozdyra.
„Przelała się czara goryczy”
Po kilkunastu minutach Gozdyra znów wywołała Sośnierza do głosu, tym razem w temacie zaprzysiężenia Macieja Berka jako sędziego Trybunału Konstytucyjnego. – Ale co ja mogę powiedzieć, jak my w Krakowie podpisów nie zebraliśmy pani Redaktor – odparł polityk Konfederacji.
– To jak Pan chce o Krakowie, to może Pan do końca programu – stwierdziła Gozdyra.
Po chwili dyskusji Sośnierz stwierdził, że uprzedził tok rozumowania dziennikarki, bo „już sobie wyobraził, że on coś mądrego będzie starał teraz się powiedzieć”, ale prowadząca „mu w pół zdania powie: no dobra, dobra, ale podpisy w Krakowie niezebrane”.
– Im bardziej Pan będzie o tym przypominał widzom, tym bardziej się to będzie utrwalać – powiedziała Gozdyra.
– Nie, ja przypominam widzom, w jaki sposób Pani prowadzi dyskusję – odparł Sośnierz i stwierdził, że „stara się podkreślić właśnie to, czego w dyskusji robić absolutnie nie wolno”.
– Jak ktoś mówi na jakiś temat, próbujemy go wybić tym, że „a Panie, ale Pan tam 5 lat temu coś tam, mam tu Pana zdjęcie na golasa i co Pan z tym zrobi?”, „a psa Pan już zjadł?” i można tak kogoś wybijać z rytmu. Jakoś innych dyskutantów Pani nie próbowała w ten sposób wybijać z rytmu – podkreślił polityk.
– Sprzeciwiam się takiemu sposobowi dyskutowania – zaznaczył.
Gozdyra w odpowiedzi stwierdziła, że wytyka gościom różne rzeczy, ale Sośnierz „najbardziej marudzi”. – Być może się uzbierało już, przelała się czara goryczy – odparł polityk Konfederacji WiN.
– Rozumiem, jest Panu lżej teraz? – zapytała dziennikarka.
– Zdecydowanie – powiedział Sośnierz.


