Dawid Kacprzyk, aferzysta z Warszawskiego Szpitala Południowego i innych stołecznych placówek, po spaleniu za sobą mostów w stolicy próbował znaleźć zatrudnienie w Szpitalu Powiatowym w Zakopanem. Do rozmów rekrutacyjnych doszło, jednak sprzeciw miejscowych lekarzy przesądził o tym, że medyk nie został przyjęty.
Jak podał portal niezalezna.pl, pierwsze sygnały o staraniach Kacprzyka o zatrudnienie w Szpitalu Powiatowym im. dr. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem pojawiły się pod koniec lipca 2026 roku. Lekarz miał zabiegać o możliwość kontynuowania w tej placówce szkolenia specjalizacyjnego z anestezjologii i intensywnej terapii, które wcześniej realizował w Warszawie i Częstochowie (tam wyłącznie zdalnie).
Wersje dotyczące przebiegu samych rozmów nieco się różną. Pracownicy zakopiańskiej placówki twierdzą, że Kacprzyk był widziany w szpitalu kilkukrotnie, natomiast przedstawiciele dyrekcji przekonują, że doszło jedynie do jednej rozmowy dotyczącej możliwości zatrudnienia, która zakończyła się niepowodzeniem.
Zbuntowało się środowisko lekarskie zatrudnione w tatrzańskim szpitalu. Według ustaleń niezalezna.pl, personel medyczny dowiedział się o prowadzonych rozmowach rekrutacyjnych i ostrzegł dyrekcję przed przyjęciem Kacprzyka do pracy. Sprzeciw lekarzy miał mieć realny wpływ na ostateczną decyzję placówki o odrzuceniu jego kandydatury.
Afera z Kacprzykiem
Kacprzyk, będący radnym Koalicji Obywatelskiej, był koordynatorem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Warszawskim Szpitalu Południowym, mimo że nie posiadał ukończonej specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. W 2025 roku zarobił ponad 1,6 miliona złotych, a według dokumentacji szpitalnej wypracował łącznie 3976 godzin, co dawało średnio 331 godzin miesięcznie.
Późniejsze ustalenia mediów pokazały, że Kacprzyk równocześnie pracował także w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim, gdzie w 2026 roku miał przepracować 732 godziny, oraz w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie podczas odbywania szkolenia specjalizacyjnego. Kontrola grafiku w Szpitalu Bródnowskim wykazała niespójności, a jej wyniki trafiły do prokuratury. Postępowanie dotyczące nieprawidłowości w Szpitalu Południowym wciąż trwa.
Co ciekawe, Kacprzyk wciąż nie został nawet przesłuchany, o postawieniu jakichkolwiek zarzutów nawet nie wspominając.


