W ostatnich tygodniach Białoruś zaczęła gościć w światowych mediach, choć sama się o to nie upominała. Po ukraińskim ultimatum, żądaniu przez Zełenskiego wyłączenia stacji przekaźnikowych, które miały – według Kijowa – wspierać rosyjskie drony bojowe, Łukaszenka oświadczył, że nie dąży do wojny ani nie chce zostać w nią wciągnięty. Zaznaczył jednak, że jeśli ukraińskie drony zaatakują jego terytorium, siły zbrojne republiki odpowiedzą ogniem wzdłuż całej granicy. Generalnie sytuacja uległa uspokojeniu. Łukaszenka spotkał się z Putinem podczas dwudniowej wizyty w Wałdaju, a następnie udał się do Chin i Azji Południowo-Wschodniej. Wizyta Łukaszenki w Pekinie pod koniec czerwca stała się powodem licznych spekulacji.
Wielu obserwatorów uważa, że prezydent Ukrainy chce rozszerzyć konflikt, wciągając do niego Białoruś i inne kraje. Wojna zupełnie nie leży w interesie Mińska. Łukaszenka robi wiele, by jej uniknąć. Opiera bezpieczeństwo swego kraju na sojuszu z Rosją, ale nie chce polegać wyłącznie na jej potencjale. Chce mieć dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa. Pekin może również ich udzielić Białorusi – i to nie tylko słownie, lecz także praktycznie.
Nie był tylko petentem
Białoruś jest Chinom potrzebna jako kraj tranzytowy dla towarów przewożonych drogą lądową do Unii Europejskiej. Mimo budowy nowych korytarzy transportowych aż 75 procent chińskiego tranzytu jest przewożone przez terytorium Rosji i Białorusi. Łukaszenka z pewnością podkreślił to podczas spotkania z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpingiem.
Dzięki temu nie występował jedynie w roli proszącego petenta, lecz partnera, który miał w rękach pewne atuty. Zwiększył je jeszcze Władimir Putin, który – jak doniosły polskie media – kazał zabić deskami wszystkie graniczne stacje kolejowe łączące Rosję z Finlandią, Estonią i Łotwą. Żaden z obserwatorów nie powiązał tego z Białorusią, a chodziło właśnie o nią. Było to pokazanie Pekinowi, że dla jego tranzytu na Zachód droga wiedzie wyłącznie przez Białoruś.
Łukaszenka uzyskał w Pekinie zapewnienie, że Chiny wspierają Białoruś w ochronie jej suwerenności narodowej, niepodległości i integralności terytorialnej oraz w podążaniu ścieżką rozwoju odpowiadającą jej własnym warunkom krajowym. Chiny wyraziły także chęć dalszego oferowania, w miarę swoich możliwości, pomocy na rzecz rozwoju Białorusi. Przewodniczący Xi podczas trzygodzinnego spotkania z Łukaszenką mówił również wiele o przyjaźni między Chinami a Białorusią oraz o dalszym rozwijaniu strategicznego partnerstwa.
Przyjaciele z żelaza
Po spotkaniu z Łukaszenką przewodniczący Xi stwierdził, że Chiny i Białoruś to przyjaciele z żelaza, których stosunki przetrwały wiele doświadczeń i zostały przez nie jedynie wzmocnione.
O tym, że współpraca białorusko-chińska jest realizowana na wielu płaszczyznach, świadczy wizyta białoruskiego prezydenta na uniwersytecie w Pekinie. Okazało się, że młodszy syn prezydenta Mikołaj ukończył właśnie tę uczelnię. Uzyskał dyplom w specjalności biotechnologia. Nie był jedynym białoruskim studentem, który ukończył ten kierunek. W sumie dyplomy z biotechnologii uzyskało pięciu Białorusinów i dwudziestu obywateli Chin. Do rozwoju biotechnologii białoruski dyktator przywiązuje ogromną wagę. Chce przy jej pomocy zwiększyć produkcję własnego rolnictwa.
Przed wyjazdem do Chin złożył wizytę w „Bieł-Inter-Gen”, który stanowi poligon doświadczalny dla wprowadzania biotechnologii w hodowli bydła mlecznego i mięsnego. Gospodarstwo to pełni rolę ośrodka bydła zarodowego, który ma dostarczać materiał hodowlany innym fermom. Pierwsze doświadczenia są obiecujące. „Bieł-Inter-Gen” zwiększył produkcję mleka o 30 proc. rocznie. Wyhodowanych przez siebie krów instytucja ta nie sprzedawała dotąd do innych ferm, powiększając własne stado. Teraz ma je sprzedawać. Łukaszence bardzo zależy na upowszechnianiu zdobyczy biotechnologii. Chce uczynić z niej białoruską specjalność. Nie chce też rozwijać biotechnologii wyłącznie w oparciu o osiągnięcia chińskiej nauki. Chce kształcić w Chinach specjalistów, którzy będą rozwijać tę dyscyplinę na terenie republiki. Jednym z nich ma być w marzeniach Łukaszenki jego syn Mikołaj.
Gesty w stronę USA
Łukaszenka stara się też ocieplać swój wizerunek przez wypuszczanie na wolność kolejnych grup więźniów politycznych skazanych za wystąpienia przeciwko niemu. Podpisał kolejny dekret o ułaskawieniu 32 osób skazanych za „ekstremizm”. Decyzję tę podjął w przededniu Święta Narodowego Republiki. Dzięki temu na wolność wyjdzie 20 kobiet i 12 mężczyzn. Decyzja ta – jak głosiła prezydencka służba prasowa – została podjęta na prośbę skazanych, którzy uznali swoją winę i okazali skruchę. Łukaszenka, jak czytamy w komunikacie, miał „kierować się względami humanitaryzmu wobec osadzonych i ich rodzin”. Ten krok jest kontynuacją zwolnień skazanych za „działalność ekstremistyczną” w zamian za złagodzenie przez Stany Zjednoczone sankcji wobec białoruskiej gospodarki. W sumie na wolność wyszło 250 osób. 235 z nich zdecydowało się pozostać na terytorium Białorusi, a pozostali wyjechali na Litwę. Fakt, że zdecydowana większość zwolnionych z więzień zdecydowała się pozostać w republice, świadczy na korzyść Łukaszenki.
