Strona głównaMagazynNajwiększy proces polityczny III RP. Prawda wychodzi na jaw!

Największy proces polityczny III RP. Prawda wychodzi na jaw!

-

- Reklama -

„Bardzo jestem dumny z tego, że mogę wraz z Państwem uczestniczyć w działaniach, które są ważne i dobre i zbożne. Z pożytkiem dla naszych Rodaków. Dlatego że tutaj, przed tym sądem, prawda wychodzi na jaw!” – mówił Grzegorz Braun podczas zaimprowizowanej konferencji prasowej przed budynkiem Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawa-Praga Płd.

Była to już ostatnia rozprawa przed wakacyjną przerwą w procesie przeciwko liderowi „Korony”. W lipcu i sierpniu posiedzeń nie będzie, natomiast od września zaplanowano ich znacznie więcej – nawet po trzy w jednym miesiącu. Podczas ostatniego, przedwakacyjnego posiedzenia sąd ponownie przesłuchiwał świadków. Wśród nich nie było jednak Magdaleny Gudzińskiej-Adamczyk, „koparki-agresorki”, która podczas pamiętnego incydentu w Sejmie RP próbowała uniemożliwić posłowi Grzegorzowi Braunowi zgaszenie chanukowych świec.

- Reklama -

Unik „koparki”

Złożyła ona wniosek, przez pełnomocników, żeby w ogóle nie była przesłuchiwana! „Jest niewątpliwie skandalem samo bezczelne złożenie takiego wniosku” – uważa Grzegorz Braun.

Chodzi o to, że pełnomocnik procesowy sławnej pani doktor w swoim oświadczeniu podnosił, że ze względu na swój stan zdrowia psychicznego nie może zeznawać. To są oczywiście tylko dywagacje i przypuszczenia. Sąd nie ujawnił treści zapisów zawartych we wniosku obrońcy „koparki”. Treść tego wniosku została odczytana stronom już podczas poprzedniego posiedzenia, ale w części niejawnej, bez udziału publiczności i dziennikarzy.

Można domniemywać, że zeznania pani Magdaleny w obecności Grzegorza Brauna mogłyby być dla niej tak wielkim wstrząsem, że skutkowałoby to zapaścią zdrowotną świadka. No cóż, w tej sytuacji kwestie takiej postawy świadka i wartości jej zeznań będzie już musiał ocenić sąd…

Stroiciele choinki

Na posiedzeniu tradycyjnie przesłuchiwano świadków. Tym razem wysłuchana była szefowa Stowarzyszenia Sędziowskiego „Temis”. Pani sędzia Beata Morawiec była w swoich zeznaniach równie emocjonalna i chaotyczna jak wcześniej pani sędzia Stoces z „Iustitii”. Można jednak było się łatwo domyślić, że jej stosunek do sławetnej krakowskiej choinki był równie emocjonalny.

„Była to choinka z gwiazdkami, bombkami, ewidentnie świadcząca, że ma ona charakter choinki świątecznej. Nikt co do tego nie miał żadnych wątpliwości, nie robiliśmy choinki w kościele, stawiając szopkę, tylko stawialiśmy choinkę w miejscu publicznym, jakim jest sąd” – mówiła sędzia Morawiec.

Wątpliwości mieli jednak obrońcy Grzegorza Brauna, którzy dopytywali o typowe chrześcijańskie ozdoby. Niestety żadnej odpowiedzi nie udało się tu uzyskać. Sędzia Morawiec robiła w ogóle wrażenie osoby mało zorientowanej kwestiach rozrachunków stowarzyszenia, którym kierowała. „O to proszę pytać moją księgową” – wypaliła zapytana wprost o kwestię rachunkową przez mecenasa Krzysztofa Łopatowskiego, obrońcę Brauna.

Ta odpowiedź wprowadziła zgromadzoną publiczność w stan rozbawienia, co naturalnie spowodowało reakcję sędziego Brzostki, który tradycyjnie prosił, by zgromadzona publiczność i dziennikarze „śmiali się w duchu, a nie na głos”. Sędzia Morawiec potwierdziła również, że w grupie „stroicieli choinki” był również niejaki „Waldek Żurek”, czyli obecny minister sprawiedliwości i prokurator generalny.

„Poseł Braun postąpił słusznie”

Kolejnym świadkiem był krakowski adwokat mecenas Bartłomiej Czech-Kosiński. Jego zeznania były bardzo ważne, gdyż w zeznaniach złożonych podczas przesłuchania w trybie przygotowawczym mówił on, że nie pochwala czynu posła Brauna. W czasie przesłuchania przed sądem zmienił on jednak zdanie. „To była wstrętna lewacka propaganda w sądzie krakowskim – mówił o choince. – Uważam, że poseł Braun postąpił słusznie, wyrzucając ją do kosza. Sam zdjąłem jedną bombkę i wrzuciłem ją pod ławkę na korytarzu” – dodał nawet z odcieniem pewnej dumy w głosie.

Te słowa wyraźnie zdumiały i zdenerwowały prokuratora Wantucha. „Przecież Pan u mnie inaczej zeznawał” – powiedział ze złością. „Tak, ale zmieniłem zdanie!” – powiedział dobitnie mecenas Czech-Kosiński. „Czy byliśmy z panem mecenasem w jakimś kontakcie, czy też zażyłości, ja albo moi obrońcy?” – pytał poseł Braun świadka. „Nie, nie mieliśmy żadnych kontaktów, nikt mnie nie inspirował do składania takich czy innych zeznań” – odparł.

Tego dnia zeznawał jeszcze funkcjonariusz policji, który brał udział w incydencie w sądzie krakowskim. Przesłał on jednak oświadczenie do sądu, w którym żądał, by sąd zapewnił mu możliwość zachowania anonimowości podczas zeznań w sądzie.

Argumentował to tym, że obawia się, że „hejt” ze strony publiczności czy też osób obserwujących przebieg procesu w mediach będzie zagrażał jemu czy też członkom jego rodziny. Wywołało to zdumienie Grzegorza Brauna i jego obrońców. „Przecież to jest funkcjonariusz policji, który jest w stanie czynnej służby!” – argumentowali przedstawiciele strony pozwanej. Z tą argumentacją zgodził się sędzia, gdyż każdy ze świadków ma prawo odmówić zgody na publikowanie w mediach swojego wizerunku. Tym samym świadek złożył zeznania na sali sądowej.

Najnowsze