Z budżetem nie jest najlepiej, ale każdy, kto ostatnio podróżuje po Polsce łatwo zauważy prawdziwy wysyp radarów, „odcinkowych pomiarów prędkości”, itp. Zbliżają się wakacje, Polacy więcej jeżdżą, a władze przy okazji łatają budżet.
Nie pierwszy raz okazuje się, że kierowcy są najłatwiejszą grupą do łupienia przez współczesnych „Janosików” w mundurach. Każdy nowy radar zawsze usprawiedliwią „bezpieczeństwem” swoich ofiar. I będzie to zapewne trwał, do czasu, aż np. wzorem Czechów, łupieni kierowcy nie zorganizują się w partię polityczną.
Jeszcze w XX wieku do francuskiej redakcji największego magazynu motoryzacyjnego nadeszła propozycja czytelnika, który proponował, by sprawdzać „na bramkach” czas przejazdu odcinka autostrady i w przypadku pokonania go z niedozwoloną prędkością, automatycznie przydzielać mandaty; Wówczas redakcja jeszcze odpisała dość prosto – „Szanowny Czytelniku, Francja nie jest jeszcze państwem totalitarnym”. Teraz już chyba jest, podobnie jak i Polska.
Ostatnio wybuchł skandal w Inspekcji Transportu Drogowego, które aktywnie wręcz „poluje na kierowców”. Zamiast dbać o bezpieczeństwo na drogach, urządzają polowanie na kierowców, by łatać dziurę budżetową – zaalarmowali sygnaliści ze Śląskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego (WITD) w Katowicach.
Mimo zawiadomień o skandalicznych praktykach dyrektora placówki, podległe rządowi instytucje milczą. Były szef ITD Alvin Gajadhur mówiwprost, że Główny Inspektor Transportu Drogowego „tonie” i dodaje, że „urządzają polowanie na kierowców, by łatać dziurę budżetową”.
Jak ujawnił portal „Niezależna.pl” pracownicy Śląskiego WITD w Katowicach, którzy z obawy przed odwetem ze strony przełożonych proszą o nieujawnianie swoich danych – podczas odprawy służbowej 10 kwietnia 2026 r. otrzymali nakaz celowego „ustawiania się” na drodze celem „maksymalnego prawdopodobieństwa wygenerowania protokołu z naruszeniem”.
Dyrektor Winiarczyk miał przyznać się do wdrożenia „autorskiego, samowolnie wymyślonego przez siebie systemu punktowego” i na jego podstawie miał rozdzielać i wypłacać insepektorom środki z funduszu nagród. Sygnaliści dodają, że Winiarczyk zapowiedział uzależnienie przyszłych awansów i ocen okresowych od stworzonych przez siebie kryteriów.
O sprawie powiadomiono Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) oraz Ministerstwo Infrastruktury, ale podobno bez efektów. Portal pytał o te zarzuty biuro dyrektora Dariusza Winiarczyka, ale „kierownictwo Śląskiego WITD kategorycznie zaprzeczyło oskarżeniom”.
Alvin Gajadhur, były Główny Inspektor Transportu Drogowego i minister infrastruktury, a obecnie doradca społeczny prezydenta Karola Nawrockiego, uważa jednak, że „to co dzieje się w Śląskim WITD, to skandal i polowanie na kierowców i przewoźników, nie dbanie o bezpieczeństwo na drogach”. „Wyszukuje się za wszelką cenę najmniejsze naruszenia, tak by kogoś ukarać, i to tak – by kary były jak najwyższe. Od tego są podobno później uzależnione nagrody pracowników” – dodał dla portalu „Niezależna”.
Źródło: Niezależna.pl
