Mieszkańcy podpalili w czwartek ośrodek leczenia wirusa ebola w mieście Rwampara, we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga, po tym, gdy uniemożliwiono im zabranie ciała zmarłego kolegi – przekazał świadek agencji Associated Press (AP).
– Jego (zmarłego) rodzina, przyjaciele i inni młodzi ludzie chcieli zabrać jego ciało do domu na pogrzeb, mimo że instrukcje władz dotyczące epidemii wirusa ebola są jasne – powiedział szef departamentu bezpieczeństwa publicznego prowincji Ituri Jean Claude Mukendi, podkreślając, że ciała zakażonych wirusem muszą być chowane zgodnie z obowiązującymi procedurami.
Przebywający na miejscu dziennikarz AP widział, jak młodzi ludzie włamali się do ośrodka i podpalili znajdujące się w nim przedmioty, a także prawdopodobnie co najmniej jedno ciało domniemanej ofiary wirusa.
Koordynator terenowy organizacji humanitarnej ALIMA Hama Amadou poinformował później, że sytuacja została opanowana, a zespoły pomocowe kontynuują pracę w ośrodku.
Jak zauważa AP, podpalenie w Rwampara pokazuje wyzwania, z jakimi mierzą się władze DRK i pracownicy służby zdrowia, próbując powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa ebola poprzez rygorystyczne środki bezpieczeństwa, które często kolidują z lokalnymi zwyczajami, takimi jak obrzędy pogrzebowe.
W środę minister zdrowia DRK Samuel Roger Kamba poinformował, że władze odnotowały 159 zgonów spowodowanych wirusem Ebola – podał portal BBC. Wcześniej tego samego dnia Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przekazała, że liczba ofiar śmiertelnych epidemii szacowana jest na 139 spośród prawie 600 prawdopodobnych przypadków.
W DRK obecnie rozprzestrzenia się rzadki typ wirusa ebola o nazwie Bundibugyo. Po pierwszym odnotowanym zgonie władze przez wiele tygodni nie były świadome, że mają do czynienia z tym szczepem, ponieważ wykonywane testy dotyczyły innej, częściej występującej odmiany wirusa ebola i dawały wyniki negatywne. Zdaniem WHO szczepionka przeciwko szczepowi Bundibugyo może być niedostępna jeszcze przez co najmniej sześć do dziewięciu miesięcy.
