Strona głównaMagazynKopią sobie grób. Wydarzenia w Iranie i Afganistanie są ściśle powiązane

Kopią sobie grób. Wydarzenia w Iranie i Afganistanie są ściśle powiązane

-

- Reklama -

Wydarzenia w Iranie i w Afganistanie są ze sobą ściśle powiązane. Okazuje się, że Afganistan – mimo iż jego potencjał jest znacznie mniejszy – może przyczynić się do destabilizacji sytuacji u swojego wschodniego sąsiada. Stacjonujące na jego terytorium oddziały islamistów złożone głównie z syryjskich niedobitków „Państwa Islamskiego” podejmują dywersję na jego terytorium, przyczyniając się do destabilizacji jego przygranicznych obszarów.

Sprawujący nad nimi kuratelę Talibowie uważają bowiem, że reżim rządzący w Teheranie, udzielający gościny ich oponentom, chce doprowadzić do zmiany modelu państwa, który wprowadzili oni w Afganistanie. Działaniami takimi kopią sobie rzecz jasna grób. Gdy władza ajatollahów w Teheranie minie, nie pozostanie to bez wpływu na ich kraj.

- Reklama -

Kryzys polityczny w Iranie, zdaniem wielu obserwatorów, ma swoje drugie dno. Miał zostać sprowokowany z pierwszym rzędzie przez ugrupowania terrorystyczne, złożone z Kurdów, Arabów i Beludżów zamieszkujących na obrzeżach Islamskiej Republiki Iranu. Bojówki te od samego początku wydarzeń miały być wsparte przez bojowników dżihadystów z Afganistanu. Bojownicy ci mają być odłamem Państwa Islamskiego i Al-Kaidy.

Mają oni stacjonować w rejonie Heratu i Farah. Mają składać się przede wszystkim z uchodźców z Syrii, Centralnej Azji i Północnego Kaukazu, a także z Ujgurów i Arabów. Ilu ich jest, nie wiadomo. Według przedstawicieli pakistańskiego wywiadu liczą nie mniej niż dwa i pół tysiąca bojowników, ale źródła afgańskie podwajają tę liczbę. Szacunki te nie uwzględniają rodzin bojowników. Z żonami i dziećmi ich skupisko może być wielokrotnie wyższe. Nie wiadomo, jaką siłę prezentują Beludżowie. Ich bojówki stacjonują w Pakistanie w prowincji Beludżystan, Zapuszczają się one do Iranu, by wyzwolić „spod okupacji” Teheranu swoich braci zamieszkujących irańską prowincję Beludżystan-Sistan stanowiącą najbardziej zacofany region Iranu.

- Prośba o wsparcie -

Dla służb bezpieczeństwa Iranu obecność islamskich terrorystów Afganistanie nie była tajemnicą. Przejęły one pod swoje skrzydła kilkanaście tysięcy funkcjonariuszy służb specjalnych, a także oficerów armii afgańskiej, utworzonej przez rząd obalony przez Talibów. Wycofali się oni do Iranu, licząc na opiekę Teheranu. Ten oczywiście przyjął ich pod swoje skrzydła i chciał uczynić z nich narzędzie do walki z islamskimi bojownikami, stacjonującymi w Afganistanie. Ich główna kwatera została umieszczona w Meszhedzie. Tu miał rezydować afgański generał Ikramuddin Saree, pracujący wcześniej w Kabulu, w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Przy pomocy byłych podkomendnych miał stworzyć w Afganistanie siatkę wywiadowczą, która na bieżąco informowała Teheran o tym, co dzieje się tuż za jego kordonem…

Zdaniem obserwatorów Teheran nie wciągnął afgańskich weteranów w szeregi swoich sił bezpieczeństwa, przyznając im dużą autonomię. W rezultacie afgańska kolonia działała jako odrębna siła. Jej funkcjonowanie z władzami irańskimi miał koordynować generał Saree. W grudniu minionego roku został on jednak zastrzelony przed drzwiami swojego biura, co spowodowało, że koordynacja działań między irańskimi służbami bezpieczeństwa a Afgańczykami kwaterującymi w Meszhedzie, została przerwana. W efekcie „rezerwa afgańska” nie mogła być wykorzystania przez siły irańskie do walki z desantem „Państwa Islamskiego” i innych islamskich terrorystów.

Z błogosławieństwem Kabulu

Bojówki islamskie przeniknęły do przygranicznych ośrodków Iranu i znacząco wsparły społeczne protesty w Iranie, w rezultacie czego przybrały one bardzo krwawy charakter. Uzbrojeni islamiści w wielu przypadkach, jak twierdzą władze Iranu, występowali jako grupy bojowe demonstrantów, strzelając do policjantów, karetek pogotowia i wozów straży pożarnej. Przypuszczać można, że ich działania przeciwko Iranowi będą kontynuowane. Ich siły mogą zostać wzmocnione przez Kurdów wspieranych z Syrii i innych grup terrorystycznych, z funkcjonowaniem których rząd w Damaszku na żądanie Syrii i przy jej poparciu będzie musiał zrobić porządek.

Obserwatorzy przypuszczali, że rządzący w Afganistanie Talibowie błogosławili działaniom islamskich terrorystów w Iranie. Mimo bowiem, że zarówno Iran, jak i Afganistan nazywają się Islamskimi Republikami, to jednak ta w wydaniu irańskim, cokolwiek by o niej powiedzieć, jest bardziej otwarta na współczesny świat. Stworzona przez Talibów tkwi korzeniami w islamskim średniowieczu. Teheran zawsze naciskał, by Kabul zmodernizował swój system polityczny i nawiązał kontakt ze współczesnym światem. Proponował on także wciągnąć do rządzenia przedstawicieli innych grup etnicznych, a nie tylko Pasztunów.

Czy Trump o tym wiedział?

Obecnie Teheran nie będzie miał możliwości na interwencję w Afganistanie i będzie musiał skupić się na wewnętrznych problemach. Może on liczyć tylko, że Talibowie opamiętają się i zabronią swym podopiecznym podsycać niepokoje na jego terytorium. Muszą sobie zdawać sprawę, że wspomagając obalenie rządzącego w Teheranie reżimu, kopią sobie grób. Sytuacja w Iranie będzie miała przełożenie na Afganistan. By utrzymać się u władzy, będą musieli modernizować swój system. Jeżeli tego nie zrobią, mogą utracić poparcie społeczne. Już teraz są oni wewnętrznie skłóceni i nie stanowią monolitu. Dzielą się na dwie frakcje, które mają odmienne koncepcje dalszego rozwoju Islamskiego Emiratu Afganistanu. Teheranowi było bliżej do frakcji „kandaharskiej”, najtwardszej, którą według obserwatorów wspierał.

To nie podobało się „frakcji kabulskiej”, która teoretycznie jest bardziej „postępowa” i jest złożona z islamskich działaczy kontrolujących armię, służby specjalne, a także obozujących na terytorium Afganistanu islamskich terrorystów. By osłabić „kandaharskich braci”, zajmujących się głównie muzułmańską teologią, zdecydowali się oni na nieformalną interwencję w Iranie i podłączenie się islamskich bojówek do protestujących Irańczyków, z którymi nie jest im absolutnie po drodze. Jest bardzo prawdopodobne, że wywiad amerykański szybko zorientował się, jaką rolę islamscy terroryści odegrali w krwawych wydarzeniach i dlatego Donald Trump postanowił wstrzymać uderzenie na reżim w Teheranie, doprowadzając do wygaszenia zamieszek. Jemu też nie zależy na wzmacnianiu siły islamskich terrorystów. Czy długo pozostanie przy tej decyzji, nie wiadomo.

Najnowsze