Strona głównaMagazynNagle puszczono troszeczkę wolności i to był wspaniały okres

Nagle puszczono troszeczkę wolności i to był wspaniały okres

-

- Reklama -

Dzień Dobry, Szanowna Redakcjo

Nie wiem, czyj to monogram „AW”, ale muszę coś napisać i chcę osobiście bardzo podziękować tej osobie za napisanie artykułu: KINGS. Sommer: To trzeba wszystko zniszczyć, zerwać druty kolczaste, a komendanta, SSmanów, Kapo i blokowych ukarać, a szczególnie za zamieszczenie wystąpienia Pana Tomasza Sommera, bo wszystko, o czym mówił, kojarzy mi się z moim życiem osobistym jako przedsiębiorcy w tamtych czasach.

- Reklama -

Przeżywaliśmy upadek komuny w tym samym czasie, ale w różnym wieku. Pan Tomasz miał, jak pisze, wtedy 17 lat, ja miałem 35…, ale bez względu na to, warunki, w jakich wtedy żyliśmy i wartości, jakie Nam przyświecały, mieliśmy takie same i na pewno te wartości wynieśliśmy z domu rodzinnego, z Polski!

Ja podczas studiów w latach 1972–1976, w każde wakacje jechałem do NRD do pracy, takie były czasy. Na tzw. Zachód wtedy nie można było wyjechać. Za pieniądze zarobione gdzieś się potem jechało w Polskę, coś zwiedzić, coś zobaczyć i zaopatrywało się w potrzebne artykuły szkolne na następny rok. W NRD uczyłem się w owych czasach porządku, punktualności, dobrej roboty, dyscypliny, szacunku do pracy i do otaczających mnie ludzi. Mimo że tam też była komuna, to jednak ta komuna była inna… nie będę się tu rozwodził na ten temat, może przy innej okazji.

- Prośba o wsparcie -

Po skończonych studiach wróciłem do Polski i w tym miejscu zgadzam się z Panem „AW” w 100 procentach. Wszędzie w sklepach były puste półki, niczego nie było i prawie wszystko było na kartki. Pamiętam, jak Mama kupowała na kartki papierosy, chociaż w domu nikt nie palił, a potem wymieniała te papierosy na coś potrzebnego w domu, bo rzeczywiście niczego nie było, a w niektórych sklepach spożywczych był tylko na półkach ocet i turecka herbata. Jako młody człowiek zastanawiałem się wtedy – jak zapewne każdy młody człowiek – co ze sobą zrobić? Jak to życie sobie ułożyć, żeby potem nie żałować.

Chciałem coś zbudować, coś stworzyć i coś po sobie zostawić. Posiadałem wiedzę, zapał, chęć do pracy i ambicje stworzenia czegoś, posiadałem marzenia i niewielki kapitał, jaki zaoszczędziłem w NRD. Zarejestrowałem własną działalność gospodarczą w 1983 roku.

I tak jak Pan „AW” pisze, nagle w 1989 roku puszczono troszeczkę wolności (To była słynna Transformacja Ustrojowa), i to był wspaniały okres, sprzyjało to również mojemu rozwojowi. Zatrudniłem pracowników, unowocześniałem i zwiększałem produkcję oraz inwestowałem w rozwój firmy. Już w 1997 roku sprzedawałem produkowane przeze mnie wyroby z drewna (listwy profilowane) w sieciach zachodnich CASTORAMA, PRAKTIKER, LEROY MERLIN, NOMI, BRICOMARCHE oraz POLSKIE SKŁADY BUDOWLANE. To był wspaniały okres dla przedsiębiorców i jak Pan to napisał: „to nie był żaden cud. To był taki efekt, jakby kogoś, kogo się dusi przez 40 lat, nagle przestano dusić. I on zaczerpnął powietrza. Jak zaczerpnął powietrza, to zaczął oddychać. Jak zaczął oddychać, to mógł działać, mógł myśleć, mógł robić, co tylko chciał. Ale natychmiast po tym zaczerpnięciu przyszedł Leszek Balcerowicz i zaczął proces podduszania”… koniec cytatu.

Mieszkałem od 1980 roku w Oleśnicy i tam stworzyłem firmę „Kwal”…, której niestety już nie ma, bo zniszczyli mi ją gminni urzędnicy nieodpowiedzialnymi decyzjami. Zniszczenie polegało na tym, że Gmina Oleśnica przez te wszystkie lata dawała mi na rozwój firmy wszystkie Pozwolenia i Decyzje, ale potajemnie, o niczym mnie nie informując, sprzedawała dookoła mojej firmy działki rolne, przekształcając je na działki budowlane. Ludzie zaczęli się budować i w roku 2000 okazało się, że firma „Kwal” znajduje się w dzielnicy mieszkaniowej… tego było już za wiele. Mieszkańcy przystąpili do protestów i tak zaczął się proces zniszczenia przedsiębiorcy, który trwa do dzisiaj…

Panie redaktorze „AW”, Pan zacytował Leszka Balcerowicza, dodam i ja od siebie, że ten Pan wtedy powiedział słynne już dzisiaj słowa: „Polacy! bierzcie sprawy w swoje ręce” – ja to pamiętam! Ja jako przedsiębiorca myślałem wtedy, że to wszystko prawda… i w swoje ręce wziąłem swoje sprawy! Ależ byłem naiwny i głupi! Niestety, ale to wszystko po latach okazało się bzdurą i przekonałem się o tym na własnej skórze…

Opisałem Panu skrótowo przebieg rozwoju mojej firmy, poczynając od marzeń aż do chwili mojego upadku. Chciałem wykazać, w jakim państwie żyjemy i jak łatwo w tym państwie można zniszczyć człowieka, a tym bardziej człowieka przedsiębiorczego. Zniszczyć wszystko, co osiągnął i to dzięki sobie nie dzięki państwu… Chciałem wykazać, jak wielkie znaczenie ma w prowadzeniu działalności gospodarczej kompetencja i ludzka uczciwość. Jak wielkie znaczenie ma stabilność prawa, trafność decyzji własnych, ale i trafność decyzji urzędników, którzy wydając je, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje czyny, a wręcz przeciwnie, robią wszystko, nawet pokrętnymi metodami, by nie ponieść żadnych konsekwencji, nawet w procesach sądowych.

Pewne cechy i wartości w Naszym Kraju nigdy nie były doceniane i nigdy nie miały większego znaczenia… za to wielkie znaczenie ma biurokracja, dowolność interpretacji wszystkiego, a przede wszystkim prawa, bezduszność organów państwa, brak odpowiedzialności urzędników, ich bezkarność, bezczelność, niestabilne i nieczytelne prawo, stawiają Przedsiębiorcę w Polsce zawsze na przegranej pozycji… zawsze!

Gdybym dzisiaj do Pana powiedział, że się w NASZYM KRAJU nie opłaca… jestem pewien, że uznał by mnie Pan za cynika, za człowieka, który wszystko przelicza na pieniądze… powiem więc inaczej… „w NASZYM KRAJU nie warto”… Zawsze byłem pasjonatem swojego wykonywanego zawodu, byłem pracowity, harowałem całymi dniami, chciałem stworzyć firmę z prawdziwego zdarzenia, firmę, która mogłaby konkurować na rynku nie tylko krajowym, ale europejskim, a może i światowym, chciałem stworzyć firmę rodzinną z polskim kapitałem, chciałem stworzyć firmę POLSKĄ… Nie zbudowałem nigdy swojego domu, nigdy nie jeździłem na wycieczki zagraniczne, nigdy nie byłem na urlopie… bo postawiłem sobie za cel zbudowanie firmy „Kwal”, bo wierzyłem, że 04.06.1989 roku skończyła się komuna i będę żył w innym Państwie… Niestety przegrałem.

Aż prosi się w tym miejscu zacytować śp. Pana Bogusława Wolniewicza: „komuna w Polsce nigdy się nie skończyła, komuna w Polsce tylko zmutowała”…

Cieszę się, że są tacy ludzie, jak Pan, Pan Sommer, Pan Michalkiewicz czy Pan Korwin Mikke i wielu, wielu innych…, ale żeby wszystko się zmieniło, trzeba rzeczywiście to wszystko spalić i zniszczyć, jak mówi Pan Sommer… Pozdrawiam serdecznie, życząc Państwu wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

Krzysztof Walaszczyk

Najnowsze