Miło mi moich Czytelników poinformować, że właśnie ukazała się moja nowa książka w postaci wywiadu-rzeki, w której pytania zadawał mi Kamil Klimczak, zatytułowana „Dlaczego nie jestem liberałem?”. Rozumiem, że tytuł może być dla wielu Czytelników NCz! skandalizujący, a może nawet skandaliczny. Dlatego czuję się w obowiązku wytłumaczyć, o co chodzi, a przy okazji zachęcić Państwa do jej lektury.
Nie ukrywam, że książka powstała z osobistej inspiracji Sebastiana Rossa, który w swoich wpisach na portalu X i licznych filmikach od dość dawana krytykował moje poglądy za niedostatecznie ortodoksyjnie liberalne, libertariańskie i wolnorynkowe. Kol. Ross zresztą dwoi się i troi, aby moją nową książkę zareklamować, robiąc wokół niej hałas, choć zapewniam, że czyni to całkowicie bezinteresownie i nie pobiera ode mnie żadnego wynagrodzenia. Jego wkład w tę książkę jest, jak mówi się w metodologii naukowej, negatywny, to znaczy nie zgadzając się ze mną i przesadnie atakując, inspiruje mnie do konceptualizacji krytyki, nakłaniając do dokładnego napisania, w czym i dlaczego nie się zgadzam z radykalnym liberalizmem. Dlatego w tym miejscu chciałbym mu podziękować za (mimowolną) inspirację.
Dlaczego kol. Ross tak mnie inspiruje? Całe życie w kwestiach ekonomicznych uważałem się za liberała, acz moja linia krytyki etatyzmu i socjalizmu wynikała z zupełnie odmiennych przesłanek niż w środowisku NCz!, w którym widzę mieszankę klasycznie liberalnych argumentów: przyrodzonych uprawnień jednostki do wolności i logiki z której wyprowadzany jest idealny system rynkowy. Moje uzasadnienie było (i jest) całkowicie utylitarne, pragmatyczne, i to pragmatyczne do bólu. Uważam, że państwo źle zarządza gospodarką, a jego działalność socjalna prowadzi do najrozmaitszych mniejszych i większych patologii.
Moje podejście pragmatyczne jest jednak sprzeczne z wolnorynkowym dogmatyzmem i radykalnym odwoływaniem się do naturalnych uprawnień jednostki. Dlatego zawsze uznawałem i uznaję prawo państwa do ingerencji w ekonomię, gdy przemawiają za tym ważne interesy, takie jak bezpieczeństwo militarne, energetyczne czy żywnościowe (szczególnie w razie wojny); względy etyczne; długofalowe interesy ekonomiczne państwa, którymi nastawione na zysk tu i teraz przedsiębiorstwa prywatne z natury nie kierują się.
Państwo nie może dopuścić np. do tego, aby gwarantem wyżywienia Polski była Argentyna, aby jedynym źródłem zaopatrzenia w amunicję i części zamienne do broni były dalekie Stany Zjednoczone. Nie może także dopuścić do tego, aby prywatne firmy wyprowadziły całą produkcję do Azji (co po czasie zrozumieli Amerykanie). Krytyka przerośniętej interwencji państwa również ma u mnie wymiar pragmatyczny: żadne racjonalne państwo nie zajmuje się produkcją papieru toaletowego lub pantofli. Żadne racjonalne państwo nie tworzy systemu socjalnego, który zniechęca obywateli do podejmowania pracy zarobkowej. Żadne racjonalne państwo nie wspomaga w wychowaniu dzieci kobiet niezamężnych, co sprzyja niezawieraniu małżeństw etc.
W książce „Dlaczego nie jestem liberałem?” protestuję przeciwko ideologicznemu liberalnemu dogmatyzmowi prowadzącemu do poglądu, że ścisłość zastosowana w teorii jest ważniejsza niż jej rzeczywiste skutki. Źródłem tego nastawienia jest kantyzm, czyli filozofia jak najbardziej lewicowa, na bazie której pytania „jak jest”? i „co można poprawić”? zastępowane są pytaniem „jak być powinno w świecie doskonałym”? Jako arystotelik i chrześcijan rozprawiam się z przekonaniem, że liberałowie mogą uczynić świat doskonałym poprzez nieskażoną ograniczeniami wolność, prywatyzację i urynkowienie wszystkiego.
Stąd też krytykę liberalizmu zaczynam od grzechu pierworodnego, czyli Upadku. W języku teologicznym mamy tutaj wyrażone przekonanie – które może przyjąć również ateista, inaczej problem nazywając – że z powodu ludzkiej niedoskonałości nie sposób jest zbudować świat lepszy i doskonalszy, odwołując się do przyrodzonych uprawnień i logiki, gdyż człowiek jest istotą średnioracjonalną. Tak jak czynnik ludzki uniemożliwia zaistnienie sprawnie działającego centralnego planowania i socjalizmu, których konstrukcja jest przecież skrajnie racjonalna, tak ten sam czynnik ludzki uniemożliwia zbudowanie doskonałego rynku, doskonałego handlu światowego, doskonałej wolności. Dlatego zamiast dogmatyzmu czy to socjalistycznego, czy libertariańskiego, trzeba obserwować rzeczywistość i ulepszać ją w pożądanym kierunku. Ulepszać, ale nie burzyć jej i w to miejsce budować nową niejako ex nihilo. Mój konserwatywny sceptycyzm ujawnia się zatem tak w krytyce konstruktywizmu socjalistycznego, jak i konstruktywizmu liberalnego czy libertariańskiego.
To oczywiście tylko jeden z elementów odpowiedzi na pytanie „Dlaczego nie jestem liberałem?”. Rozmawiamy także o tzw. liberalizmie katolickim, o penalizacji i depenalizacji zażywania narkotyków; o tzw. aferze Heszena, o szerokim i wąskim froncie gaśnicowym etc. Jest to pierwsza moja książka napisana w formacie wywiadu-rzeki, bez przypisów i wielkiej bibliografii. Jeśli dotrą do mnie wieści, że taka forma się Państwu podoba, to pewnie przygotuję kolejne książki w tym formacie.

