Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski chwali się rzekomym sukcesem w związku z wprowadzeniem nocnej prohibicji w kilku dzielnicach miasta. To, dlaczego taki zakaz jest skrajnie szkodliwy, a także czemu pozytywna narracja włodarza stolicy nie ma umocowania w faktach, wyjaśnił publicysta Łukasz Warzecha.
Na portalu X Trzaskowski obwieścił, że zarządcy Warszawy rozpoczynają II etap wprowadzania nocnej prohibicji. Ma być ona rozszerzona na całe miasto. Aktualnie zakaz obowiązuje w Śródmieściu i Pradze-Północ. Został wprowadzony w listopadzie ubiegłego roku.
„O blisko 40% spadła liczba interwencji Policji w Śródmieściu i Pradze-Północ odkąd w tych dzielnicach weszła w życie uchwała o ograniczeniu sprzedaży alkoholu w nocy. To pokazuje, że takie rozwiązanie ma sens” – twierdził Trzaskowski.
„Dlatego – zgodnie z obietnicą, rozpoczęliśmy prace nad wprowadzeniem ograniczenia na terenie całej Warszawy. Dziś na sesji rady miasta zrobiliśmy milowy krok, aby tak się stało przed wakacjami” – zapowiedział i podziękował radnym za poparcie.
Na czwartkowej sesji radni bowiem niemal jednogłośnie przyjęli projekt uchwały w sprawie wystąpienia do dzielnic o opinię w kwestii wprowadzenia nocnej prohibicji w całym mieście. Zakaz objąłby sklepy i stacje benzynowe, z wyjątkiem sklepów w strefie wolnocłowej Lotniska Chopina. Projekt uchwały trafi teraz do 18 rad dzielnicowych, które będą miały 30 dni na wydanie opinii. Za głosowało 53 radnych, jeden radny był przeciw.
Statystyki bez kontekstu
Wcześniej sekretarz miasta Maciej Fijałkowski przedstawił radnym podsumowanie trzech miesięcy funkcjonowania warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”, którego elementem jest wprowadzenie pilotażowego nocnego zakazu sprzedaży alkoholu w sklepach w dwóch dzielnicach: na Śródmieściu i Pradze-Północ.
Według danych straży miejskiej, porównując okres listopad-styczeń, rok do roku, jak przekazał Fijałkowski, na terenie tych dwóch dzielnic zanotowano spadek interwencji strażników. W dzień o ponad 10 proc., a w nocy o ponad 15 proc.
– Jeżeli spojrzymy w skali całego miasta, również spada liczba incydentów. Co jest ważne, jeśli chodzi o interwencje, to jeżeli porównamy dzielnice z zakazem z dzielnicami bez zakazu, to w tych dwóch dzielnicach spadek był na poziomie 23,7 proc., podczas gdy w pozostałych wyniósł 11,1 proc. – powiedział Fijałkowski.
Jeśli zaś chodzi o godziny nocne, to w dwóch dzielnicach z zakazem spadek wyniósł 23 proc., a w dzielnicach bez zakazu nieco ponad 4 proc. Fijałkowski podkreślił, że najbardziej spektakularny był przypadek Śródmieścia, gdzie rok do roku spadek wyniósł 26 proc.
Z danych Komendy Stołecznej Policji wynika, że spadek liczby interwencji jest znacznie większy – ponad 37 proc., a liczba wykroczeń przeciwko ustawie o wychowaniu w trzeźwości spadła o 43 proc. Jednocześnie nastąpił wzrost interwencji w sąsiednich dzielnicach – na Pradze-Południu, Targówku i Woli.
W czwartek stołeczni radni zagłosowali także za zmniejszeniem limitu zezwoleń na sprzedaż alkoholu. Przyjęta uchwała zmniejsza limit zezwoleń w detalu (sklepy) o 310 i zwiększa limit w gastronomii o 20, co w sumie powoduje zmniejszenie łącznego limitu zezwoleń o 290. Za przyjęciem uchwały głosowało 52 radnych, czterech wstrzymało się od głosu.
Według urzędu marszałkowskiego 30 miast i gmin Mazowsza wprowadziło obowiązujący nocą zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych. Rok 2025 był rekordowy pod tym względem. Wówczas kilkanaście miast i gmin na Mazowszu wprowadziło bądź podjęło stosowne uchwały wprowadzające nocny zakaz sprzedaży alkoholu. Rok wcześniej nocną prohibicję wprowadziły Ząbki.
„Te pomysły są chore”
Do nocnej prohibicji w Warszawie odniósł się publicysta Łukasz Warzecha, który wykazał, że jest to pomysł skrajnie antywolnościowy i szkodliwy.
„Jeśli nie zostanie powstrzymana ta fala populistycznego paternalizmu i zamordyzmu, za dekadę będziemy żyć w państwie, gdzie w imię zdrowia i bezpieczeństwa nie będzie wolno pierdnąć na ulicy. I to jest podstawowy powód, dla którego te pomysły są chore” – ocenił.
„Jeśli są problemy z jakąś grupą ludzi, to sposobem ich rozwiązania nie może być zakazywanie wszystkim robienia czegoś. Jeśli zapobieganie wycinkowym negatywnym skutkom dostępu do jakiegoś produktu czy wolności działania wymaga pieniędzy – to taki jest koszt wolności obywateli i ten koszt trzeba ponosić” – napisał.
„Zakaz nocnej sprzedaży alkoholu ma taki sam sens jak zakaz jazdy samochodem w deszczu, bo wtedy jest więcej wypadków. No, a leczenie ofiar wypadków kosztuje” – stwierdził.
„Nie muszę natomiast chyba tłumaczyć, że aby to pojmować, trzeba myśleć, a nie kierować się emocjami. Natomiast populizm nie byłby populizmem, gdyby odwoływał się do logiki, nie do emocji” – wskazał.
Warzecha odniósł się także do przedstawionych przez Trzaskowskiego statystyk, które – w ocenie publicysty – nie są miarodajne. Wyjaśnił, dlaczego.
„Argument z prezentowanych tu statystyk jest z sufitu wzięty. Przede wszystkim okres jest o wiele za krótki i obejmuje miesiące surowej zimy” – wskazał.
„Jakiekolwiek dane (nie, żeby mogły przeważyć nad argumentem wolnościowym) może brać pod uwagę najwcześniej po roku i to mając solidne punkty odniesienia, a także bardzo uważnie przyglądając się statystyce kontekstowej, bo jak wskazywał Warsaw Enterprise Institute – w Krakowie może spadła liczba interwencji na ulicach, ale za to wzrosła liczba interwencji w domach” – podkreślił.
Jeśli nie zostanie powstrzymana ta fala populistycznego paternalizmu i zamordyzmu, za dekadę będziemy żyć w państwie, gdzie w imię zdrowia i bezpieczeństwa nie będzie wolno pierdnąć na ulicy. I to jest podstawowy powód, dla którego te pomysły są chore.
Jeśli są problemy z jakąś… https://t.co/xprzm7vdY5— Łukasz Warzecha (@lkwarzecha) February 13, 2026
Pod jego wpisem pojawiły się komentarze w podobnym tonie. „Państwo tworzy nową religię z zakazów. Dziś alkohol po 22, jutro kofeina po 18. Każdy zakaz znajdzie precedens i statystykę. Kluczowe: kto dziś definiuje zagrożenie, które jutro usprawiedliwi zakaz?” – wskazał jeden z internautów.
