Strona głównaMagazynDamaszek pokazał kły. Armia tymczasowego rządu Syrii rozpoczęła natarcie

Damaszek pokazał kły. Armia tymczasowego rządu Syrii rozpoczęła natarcie

-

- Reklama -

Armia tymczasowego rządu Syrii rozpoczęła i z powodzeniem kontynuuje natarcie na pozycje Demokratycznych Sił Syrii, czyli prokurdyjskiego wojskowego aliansu, który dzięki poparciu USA kontrolował północno-wschodnią część republiki. Turcja kilkakrotnie próbowała zrobić porządek z Kurdami zajmującymi ten region, ale interwencja Waszyngtonu sprawiała, że Ankara zatrzymywała swoje czołgi. Obecnie Waszyngton nie naciska na Damaszek, by ten przerwał ofensywę, która ma wszelkie dane do tego, by zakończyć się sukcesem. Zdaniem niektórych obserwatorów świadczy to o tym, że Stany Zjednoczone zrezygnowały z popierania Kurdów, którzy nie są mu już do niczego potrzebni.

Są jednak i tacy, którzy sądzą, że za działaniem Damaszku stoi Turcja, która chce, by wreszcie jego protegowany pokazał kły i wziął pod swoją kontrolę całe terytorium swojego kraju. W obecnej sytuacji, która zaistniała na Bliskim Wschodzie, Turcja robi wszystko, by wzmocnić swoją pozycję. Nie dogadza jej nadmierne zbliżenie USA z Izraelem.

- Reklama -

Co się dzieje

Armia tymczasowego rządu Syrii rozpoczęła ofensywę, której celem było przejęcie całej kontroli nad północno-wschodnią prowincją kraju, kontrolowaną dotąd przez Kurdów. Mniejszość ta, działając pod protektoratem USA, stworzyła na leżącej za Eufratem części Syrii de facto niepodległe państwo, utrzymujące się z eksploatacji znajdujących się tam złóż ropy naftowej. Gdy po obaleniu reżimu Asada Władzę Syrii objął rząd przejściowy, na czele którego stanął prezydent Ahmad asz-Szar, Kurdowie formalnie mu się podporządkowali licząc, że dzięki protekcji Waszyngtonu uda im się zachować szeroką autonomię.

Początkowo wszystko wskazywało, że tak właśnie będzie. Gdy jednak prezydent USA Donald Trump zaczął dogadywać się z nowym syryjskim prezydentem, którego jeszcze niedawno Amerykanie uważali za groźnego terrorystę, uznał, że nie taki diabeł straszny, jak go malują i może lepiej postawić na niego. Nie bez znaczenia był fakt, że ów dawny dżihadysta miał rekomendację Ankary i do Białego Domu wszedł jako jej człowiek, który ma Syrię przekształcić w sojusznika Zachodu. Turcja, licząc, że nowa Syria stanie się jej sojusznikiem zabezpieczającym jej podbrzusze od strony Izraela i rozszerzającym jej wpływy w regionie, stała się jej adwokatem na arenie międzynarodowej. Jednocześnie, by ten nowy sojusznik był pełnowartościowy, zaczęła szkolić i dozbrajać jej armię, by była ona w stanie zapewnić integralność swojego terytorium i stawić czoła Izraelowi.

Dla Ankary likwidacja mini-państewka Kurdów w północno-wschodnich prowincjach Syrii, stała się kwestią bezpieczeństwa i jednym z kluczy rozwiązania „problemu kurdyjskiego”.

Kurdowie już niepotrzebni

Z tego mini-państewka kurdyjskie bojówki miały przenikać do Turcji i dokonywać tam ataków sabotażu. Kilkakrotnie Ankara podejmowała działania, żeby zlikwidować kurdyjskie państewko, ale jej czołgi były zatrzymywane przez Waszyngton. Kurdowie stanowili bowiem ich przyczółek w Syrii, który miał uniemożliwić Asadowi opanowanie sytuacji w tym kraju. Reżim Ahmada asz-Szara mający poparcie Turcji, też nie zamierzał tolerować kurdyjskiego państewka na jej terytorium, które żyje na jej koszt, eksploatując pokłady ropy naftowej.

Syryjska armia zaczęła swój atak od miasta Tabka, w pobliżu którego na Eufracie znajduje się hydroelektrownia i duże lotnisko wykorzystywane przez Kurdów do celów wojskowych. Następnego dnia armia rządowa wzięła pod swoją kontrolę największe pole naftowe „al- Omar” w prowincji Dejr-ez-Zor. Zajęła także sąsiednie pole „al-Tanak” i przetwórnię gazu ziemnego Conoco. Rozszerzając zakres operacji, siły Damaszku ruszyły w stronę administracyjnych centrów kontrolowanych przez Kurdów. Rozpoczęła się m.in. duża akcja oczyszczająca część Aleppo zamieszkałe przez Kurdów. Zakończyła się ona przejęciem kontroli przez siły rządowe nad dzielnicą.

Obserwatorzy są zdania, że Damaszek dąży do zniszczenia sił kurdyjskich i jeżeli armia rządowa mu podległa będzie miała z tym kłopoty, to armia Turcji udzieli mu pomocy. Ahmad asz-Szar jest tego pewny, co widać z taktyki stosowanej przez jego oddziały. Idą one na czołowe starcia z Kurdami. Taką taktykę stosuje się, gdy dysponuje się wystarczającymi siłami i dąży się do zniszczenia przeciwnika.

Turcja szuka nowych sojuszników

Turcja, umacniając swoją pozycję w regionie, nie tylko dozbraja Syrię i działa na rzecz umocnienia jej gospodarki i potencjału, ale także szuka nowych sojuszników. Oficjalnie już wiadomo, że Ankara prowadzi rozmowy z Pakistanem i Arabią Saudyjską, by przyłączyć się do ich aliansu wojskowego, zawartego w sierpniu minionego roku. Alians ten jest oparty na zasadzie, że „agresja przeciw jednemu członkowi aliansu jest uważana jako agresja przeciwko wszystkim”. Z ideą przystąpienia Turcji do aliansu tych dwóch państw islamskich miał wystąpić Pakistan. Obecnie strony mają prowadzić intensywne rozmowy, które mają doprowadzić do podpisania trójstronnego paktu.

Turcja jest wprawdzie członkiem NATO, ale jak uważają tureccy obserwatorzy, jej prezydent po ostatnich działaniach Trumpa przestał wierzyć, że pakt ten wywiąże się ze swych zobowiązań, gdyby jego kraj został zaatakowany np. przez Izrael. Do nowego trójstronnego sojuszu Arabia Saudyjska wniesie ogromne zasoby finansowe, Pakistan broń jądrową i rakiety balistyczne, a także duże rezerwy ludzkie, a Turcja jedną z większych armii wśród państw NATO i rozwinięty własny przemysł zbrojeniowy. Do szukania takich sojuszy Ankarę dopinguje też fakt, że USA w regionie postawiły przede wszystkim na Izrael, z którym Turcji nie jest po drodze. Arabia Saudyjska nie ufa także Iranowi i na wszelki wypadek chce mieć przeciwko niemu dodatkowego sojusznika. Trójstronny alians zmieni też stosunki między Turcją a Arabią Saudyjską. Przestaną one ze sobą konkurować o pozycję lidera w islamskich świecie. Z Pakistanem natomiast Turcja od dawna współpracuje w dziedzinie wojskowej. Tureckie stocznie budują wojenne korwety dla pakistańskiej floty. W tureckich zakładach Pakistan zmodernizował swoje F-16. Turcja udostępniła także pakistańskiej armii technologie do produkcji dronów, a także proponuje Islamabadowi uczestnictwo w programie budowy tureckiego myśliwca piątej generacji. Pakistan z kolei ma nadzieję, że w ewentualnym konflikcie z Indiami będzie mógł się oprzeć na Arabii Saudyjskiej i Pakistanie. Pakistan ma zresztą więcej wrogów. Ma na pieńku także z Afganistanem.

Dla Turcji, która rozwija ofensywę w świecie turkijskim w Centralnej Azji i na Kaukazie, dodatkowi sojusznicy w postaci Pakistanu i Arabii Saudyjskiej są jak najbardziej pożądani. Wzmocnią zdecydowanie ich pozycję.

Najnowsze