Prezydent Ukrainy oświadczył kolejny raz, że ma nadzieję na przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej w 2027 roku. Wywołało to w czwartek reakcję ministra spraw zagranicznych Luksemburga, Xaviera Bettela. Oświadczenie Zełenskiego nie zostało dobrze przyjęte w tym Księstwie.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył we wtorek, że chce wyznaczyć rok 2027 jako datę na przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej. Według niego, byłby to „jeden z głównych warunków bezpieczeństwa, nie tylko dla nich, ale i dla całej Europy. W końcu, zbiorowa siła Europy jest możliwa, szczególnie dzięki wkładowi Ukrainy w bezpieczeństwo, technologię i gospodarkę”.
Wielkie Księstwo postrzega to jednak inaczej. Jak donosi „The Guardian”, luksemburski minister spraw zagranicznych i były premier Xavier Bettel odpowiedział Zełenskiemu w czwartek 29 stycznia mocno negatywnie i ostudził te zapały.
Nie tylko zbagatelizował podany przyszłoroczny termin, ale dodał: „przepraszam, powtarzałem mu wielokrotnie: nie stawiaj ultimatum. To nie leży w twoim interesie. Faktem jest, że istnieją zasady, kryteria kopenhaskie (cztery warunki polityczne, gospodarcze i administracyjne) i musimy ich przestrzegać. Nie możemy mówić, że dla jednych istnieją kryteria, a dla innych nie”.
Bettel dodał również, że „dopóki te kryteria nie zostaną spełnione, nie możemy powiedzieć: »wejdź do rodziny, przymkniemy na ciebie oko, będziemy głusi na problemy, będziemy trzymać usta zamknięte«”.
To stanowisko Luksemburga ostro kontrastuje z stanowiskiem komisarza UE ds. rozszerzenia. Marta Kos w czwartek poparła apel Zełenskiego o przystąpienie Ukrainy do UE do 2027 roku, stwierdzając, że „ to nie tylko jego życzenie, ale także moje i wielu państw członkowskich”.
Zapowiedziała, ze będzie dyskutować z państwami członkowskimi, jak skrócić czas niezbędny do procesu akcesyjnego i jak zareagować na taką sytuację. Akcesja nie wydaje się jednak zbyt prosta, a swoją drogą ciekawe czy Ukraińcy zdają sobie sprawę ze wszystkich konsekwencji?
