Za bilety na to samo wydarzenie zwykli obywatele musieli zapłacić nawet 150 złotych, a miejscy urzędnicy i radni mogli pobawić się za ułamek tej kwoty – 35 złotych. Koncerty prezydenckie w szczecińskiej filharmonii uwidoczniły podział obywateli na „lepszych i gorszych”.
Prezydenckie koncerty w Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie to coroczne wydarzenie. W tym roku jednak artystyczne doznania zeszły na drugi plan w obliczu wielkich kontrowersji z cenami biletów.
Dla zwykłych obywateli, w zależności od kategorii, przewidziano ceny od 120 do 150 zł. Miejscy radni mogli liczyć jednak na specjalne względy i kupić bilety za jedyne 35 zł.
Prezydent Szczecina Piotr Krzystek uważa, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tłumaczy, że preferencyjne stawki wynikają z partnerskiej umowy zawartej między magistratem a filharmonią. W jej ramach miasto zakupiło pakiet 900 biletów za łączną kwotę 31,5 tysiąca złotych brutto, co w przeliczeniu daje właśnie 35 złotych za sztukę.
Co więcej, okazało się, że niektórzy nie musieli płacić nawet tych 35 zł. Na przykład radny Piotr Kęsik poinformował, że wejściówki otrzymał całkowicie za darmo i publicznie deklarował chęć oddania ich. Rachunek dla podatnika jest więc podwójny. Nie dość, że za własną przyjemność musi on zapłacić nawet 150 zł, to jeszcze przymusowo sponsoruje zabawę radnych i urzędników, pokrywając różnicę w cenie ich biletów.
Zainteresowanie koncertem było ogromne. Bilety z otwartej puli (120–150 zł) rozeszły się na pniu, a w drugim obiegu ich cena szybowała do 300 zł. To jaskrawy dowód na to, jak „doskonały” interes zrobiła filharmonia, oddając wejściówki urzędnikom za ułamek ich rynkowej wartości.
Miasto zapłaciło nawet za te bilety za 35zł. Kupiło 900 sztuk takich biletów. Za znalezisko dziękuję @333_pixie pic.twitter.com/oGeGXsCjrg
— Rafał Kubowicz (@KubowiczR) January 11, 2026