Uczestnikom Marszu dla Życia i Rodziny, który odbył się w sobotę w Pradze, próbowali przeszkadzać ich przeciwnicy. Dochodziło do słownych potyczek, ale policji udało się powstrzymać przeciwników od innych form agresji. Pięć osób zatrzymano. Marsz zgromadził około 4 tys. osób. Ich przeciwników było kilkuset.
Organizatorzy marszu z Ruchu na rzecz Rodziny zdecydowali, że w związku z ryzykiem konfrontacji z przeciwnikami zakazu aborcji, nie będzie pochodu wszystkich uczestników planowaną trasą ze Wzgórza Zamkowego do placu Wacława w centrum miasta, a na zwołany tam wiec dotrą w kilku grupach różnymi trasami. Wyciągnięto wnioski z poprzednich lat, gdy marsze były blokowane przez przeciwników. Dochodziło wówczas do interwencji policji.
W sobotę policjantom, m.in. z formacji przeznaczonych do tłumienia zamieszek, udało się utrzymać dwie grupy w bezpiecznej odległości, chociaż zatrzymano pięć osób, które nie stosowały się do poleceń funkcjonariuszy. Podczas przemarszu dochodziło do słownych potyczek. Przeciwnicy marszu skandowali w kilku miejscach hasła popierające „prawo kobiet” do tzw. aborcji, czyli zabijania dzieci nienarodzonych. Na transparentach mieli napisy: „Moje ciało, mój wybór”, „To my jesteśmy za życiem” lub „Prawa kobiet to prawa człowieka”.
Uczestnicy marszu malowali na chodnikach i ulicach serduszka z dziecięcymi stópkami. Niektóre grupy odmawiały modlitwy lub śpiewały pieśni religijne. Podkreślano, że organizacja marszu ma na celu wsparcie kobiet, które decydują się urodzić dzieci z nieplanowanej i niechcianej ciąży. Apelowano o wprowadzenie bardziej rygorystycznych przepisów dotyczących aborcji.
W Czechach można zabić dziecko nienarodzone do 12. tygodnia życia płodowego.



