Historia uchwalenia nowelizacji „Apteka dla Aptekarza 2.0” to gotowy scenariusz na thriller polityczny. Choć oficjalnie miała chronić polskie apteki, w rzeczywistości stała się narzędziem wywłaszczania przedsiębiorców i betonowania rynku pod dyktando największych graczy hurtowych. Dziś skutki tej „wrzutki” dzielą nie tylko koalicję rządzącą, ale i samą opozycję.
Metoda „na wrzutkę”
Rzecz działa się w 2023 roku. Waldemar Buda, jako ówczesny minister rozwoju, przeszedł do historii polskiego parlamentaryzmu nie dzięki reformom gospodarczym, ale za sprawą bezprecedensowego obejścia procedur. Przepisy AdA 2.0, drastycznie zmieniające rynek wart miliardy złotych, nie przeszły normalnej ścieżki legislacyjnej. Zostały dopisane jako poprawka do… ustawy o gwarantowanych przez Skarb Państwa ubezpieczeniach eksportowych (KUKE). Ten legislacyjny „bypass” pozwolił uniknąć konsultacji społecznych i analizy skutków regulacji (OSR). Eksperci nie mają wątpliwości: był to ruch wykonany pod osłoną nocy, mający na celu postawienie rynku przed faktem dokonanym.
W PiS nie było jedności co do wprowadzania AdA 2.0. Mało tego, doradca prezydenta Andrzeja Dudy (prezydent skierował w 2024 roku AdA 2.0 do TK) wytykał proceder „wrzutki” i wprost wymienił toruńską hurtownię leków jako głównego beneficjenta nowelizacji prawa farmaceutycznego. Ostatecznie TK uznał proces uchwalania AdA 2.0 za niekonstytucyjny, ale wyroku nie opublikowano w Dzienniku Ustaw, a więc Apteka dla Aptekarza 2.0 weszła w życie i zrobiła swoje, ale o tym za chwilę.
W cieniu giganta: Komu służy AdA 2.0?
W kuluarach sejmowych od dawna huczy od pytań o rolę, jaką w forsowaniu tych przepisów odegrała toruńska hurtownia leków – gigant na rynku hurtu farmaceutycznego. Krytycy AdA 2.0 wskazują, że rygorystyczne przepisy uderzające w sieci apteczne są „prezentem” dla hurtowników, a sieci te to najczęściej małe i średnie firmy apteczne o polskim kapitale.
Dlaczego małym i średnim jest teraz trudniej? Ponieważ rozbicie sieci aptecznych na tysiące drobnych, pojedynczych punktów pozbawia aptekarzy siły przetargowej. Pojedyncza apteka nie wynegocjuje zniżek u giganta takiego jak toruńska hurtownia leków – musi przyjąć warunki narzucone przez hurtownika. W ten sposób, pod płaszczykiem „ochrony polskiego aptekarza”, stworzono system pełnego uzależnienia drobnego biznesu od potężnego dostawcy.
Polityczne pęknięcie: Czarnek vs. Meysztowicz
Co ciekawe, AdA 2.0 stała się kością niezgody wewnątrz niemal każdego ugrupowania.
Przemysław Czarnek (PiS), choć kojarzony z twardą linią partii, w swojej interpelacji dobitnie wskazał, że AdA 2.0 doprowadziła do katastrofy. Czarnek punktuje: w Polsce przybywa „białych plam”, gdzie obywatele nie mają dostępu do leków, a restrykcyjne prawo uniemożliwia otwieranie nowych punktów tam, gdzie są najbardziej potrzebne.
„Regulacje te doprowadziły do drastycznego spadku liczby aptek w Polsce – o ponad 2200 w latach 2017–2025, w tym do całkowitego braku aptek w ponad 500 gminach. Szacuje się, że około 3 mln obywateli pozbawionych jest dostępu do apteki w miejscu zamieszkania. Co więcej, utrzymywanie w mocy niekonstytucyjnych przepisów generuje poważne ryzyko roszczeń odszkodowawczych wobec Skarbu Państwa, których skala – według dostępnych analiz – może sięgać od 11 do 15 miliardów złotych” – pisał w listopadzie 2025 roku w swojej interpelacji prof. Przemysław Czarnek.
Jerzy Meysztowicz (KO/Nowoczesna) idzie krok dalej i proponuje tzw. Lex Meysztowicz – projekt, który ma odkręcić legislacyjny bubel. Według niego obecne prawo jest formą ukrytego wywłaszczenia, które dusi konkurencję i podnosi ceny dla pacjentów. Niestety Meysztowicz dostał już „po łapach” od KO za ten pomysł.
„Zajmuję się prawem farmaceutycznym od 10 lat. To jest bardzo polityczny temat – bo dotyczy zdrowia i pieniędzy ludzi. Polacy płacą dziś za leki coraz więcej. W wielu gminach została jedna apteka albo nie ma jej wcale. A tam, gdzie nie ma konkurencji, ceny są nawet o 30% wyższe niż w dużych miastach. To nie jest przypadek – to efekt źle zaprojektowanego prawa” – mówił poseł Meysztowicz na łamach Salon24.pl
Izabela Leszczyna (była minister zdrowia) znalazła się w trudnym położeniu. Z jednej strony musiała sprzątać chaos po poprzednikach, a z drugiej strony – mierzyła się z potężną presją tych, którzy bronią AdA 2.0 jak niepodległości, mimo że liczba aptek w Polsce drastycznie spada.
– To, co zrobił minister Waldemar Buda przy ustawie „Apteka dla aptekarza 2.0”, to skandal, może nawet nadający się na kolejną komisję śledczą (…) Przede wszystkim sposób, w jaki to zrobił poseł Buda, jest niedopuszczalny i niekonstytucyjny – mówiła w 2024 roku ówczesna szefowa resortu, która co prawda uznała AdA 2.0 za produkt legislacyjny całkowicie szkodliwy, ale nie zrobiła nic, żeby ten stan rzeczy odkręcić.
Siedem grzechów głównych AdA 2.0
Dlaczego ta regulacja jest szkodliwa? Oto lista wad, które dekonstruują obecny system:
- Likwidacja sukcesji i dziedziczenia: Dzieci aptekarzy, jeśli same nie są farmaceutami, nie mogą w pełni przejąć dorobku życia rodziców. To uderza w polskie firmy rodzinne.
- Pułapka „martwych dusz”: Właściciele aptek, którzy posiadają ich więcej niż cztery, nie mogą ich sprzedać nikomu innemu niż farmaceucie, który… często nie ma kapitału na zakup. W efekcie biznesy te tracą na wartości lub są zamykane.
- Spadek liczby aptek: Od wprowadzenia AdA 2.0 z mapy Polski zniknęło ponad 2 tysiące placówek.
- Wzrost cen leków: Brak konkurencji ze strony sieci, które mogły negocjować niższe ceny hurtowe, uderza bezpośrednio w portfel pacjenta.
- Betonowanie rynku: Nowy farmaceuta niemal nie ma szans na otwarcie nowej apteki w dużym mieście ze względu na limity demograficzno-geograficzne.
- Ryzyko gigantycznych odszkodowań: Państwu grozi wypłata miliardów złotych (nawet 15 mld zł) odszkodowań dla przedsiębiorców, których nowe prawo de facto wywłaszczyło z możliwości rozporządzania własnością.
- Uzależnienie od hurtowni: Zniszczenie grup zakupowych oddaje pełnię władzy nad rynkiem wielkiemu hurtowi.
AdA 2.0 to modelowy przykład tego, jak nie tworzyć prawa. „Wrzutka”, zamiast wzmocnić polską farmację, osłabiła jej fundamenty, oddając pole lobbystom i hurtownikom. Dziś rządzący stoją przed wyborem: albo odwaga w naprawieniu tego błędu (Lex Meysztowicz), albo dalsze trwanie w systemie, w którym pacjent płaci więcej za lek w aptece (za chwilę i tak może zostać zamknięta).
W przypadku zmiany rządów i współrządzenia Polską przez PiS pozostanie w grze pytanie: kto będzie silniejszy? Czy Przemysław Czarnek, który miał odwagę skrytykować AdA 2.0, czy dwaj najwięksi obrońcy nowelizacji: Waldemar Buda i Janusz Cieszyński? Jeśli zaś u władzy będzie Konfederacja, trudno wyobrazić sobie, żeby pozwoliła na skrajnie uderzające w wolny rynek i przedsiębiorczość zapisy AdA 2.0.
Źródło: DoRzeczy.pl