Strona głównaWiadomościPolska"Kibel w szczerym polu" za za 165 tys. zł, "kranik z wodą"...

„Kibel w szczerym polu” za za 165 tys. zł, „kranik z wodą” za prawie 50 tys. Tak urzędasy marnują nasze pieniądze

-

- Reklama -

Warsaw Enterprise Institute (WEI) ogłosiło plebiscyt „Czarnej Księgi” wydatków publicznych 2026. Nie tylko można wziąć w nim udział, ale też zobaczyć, jak miliony złotych grabione nam w podatkach marnowane są na absurdalne, przepłacone przez rządzących projekty. Wśród pozycji znajduje się m.in. „siłownia dla bobrów” za 61,5 tys. zł czy „kibel w szczerym polu” za prawie 166 tys. zł.

W tym roku WEI przedstawiło 49 pozycji. Każdy internauta może oddać głos na trzy z nich.

- Reklama -

Wszystkich propozycji do „Czarnej Księgi” wymieniać nie ma sensu. Warto przyjrzeć się jednak kilku z nich, by zrozumieć, jak niegospodarni są politycy i jak lekką ręką przewalają miliony złotych podatników. Wszystko rzecz jasna zgodnie z prawem.

Jedna z proponowanych pozycji to „podejrzliwy marszałek”.

- Prośba o wsparcie -

„Witold Kozłowski, ówczesny marszałek Małopolski z PiS, miał obsesję na punkcie bezpieczeństwa i podsłuchów. Zamiast polegać na standardowych procedurach ABW czy wewnętrznej ochronie, zlecał firmom detektywistycznym regularne 'czyszczenie’ swojego gabinetu w urzędzie marszałkowskim, służbowego mieszkania przy ul. Przewóz w Krakowie oraz prywatnego domu pod Nowym Sączem5. Detektywi szukali wszystkiego: ukrytych mikrokamer, mikrofonów, zagłuszaczy, podsłuchów na telefonach – wszystko za publiczne pieniądze” – czytamy w opisie kandydatury.

Ile dokładnie kosztowała podatników paranoja? Nie wiadomo. Jak wskazano w plebiscycie, było to co najmniej 220 tys. zł.

Kolejna pozycja to „kranik z wodą za 46 tysięcy”. Chodzi o instalację w Jasnych Błoniach w Szczecinie i nazwa właściwie oddaje całą sytuację. WEI jednak zaznacza, że „pomysłodawca zakładał, że miasto postawi kranik za bagatela, 160 tysięcy złotych”.

Uwagę przyciąga również „Siłownia dla bobrów – błotna rekreacja w Ignatkach-Osiedle”. Miała to być „siłownia pod chmurką” dla mieszkańców Kleosina i okolic. Kosztujący 61,5 tys. zł projekt sprawił, że urządzenia wylądowały w błocie, kałużach i wysokiej trawie.

„Chodzi o zestaw urządzeń rekreacyjnych plus tablica informacyjna nieopodal boiska. Regulamin: nie jeździć na rowerze (bo utkniesz), nie wyprowadzać psów (bo ugrzęzną); nie grać w piłkę. Gumofilce obowiązkowe; alkohol zakazany, 'bo potem zbłądzisz w kniei’ – tak siłownię komentowali mieszkańcy Kleosina14. Po publikacji zdjęć (bez fotomontażu poza dodanymi bobrami) na Facebooku wybuchła burza – zareagował nawet urząd ze swojego profilu. Nie zaprzeczał faktom, ale szybko pojawiły się zdjęcia 'nowej’ lokalizacji: te same urządzenia, ale już na suchym terenie z nawiezionym żwirem/piachem” – napisano na stronie WEI.

Odnośnie odludzia, w plebiscycie znalazła się też pozycja zatytułowana „Kibel w szczerym polu”.

„Bareja byłby dumny: w Zakęciu, gdzie kończy się asfalt, zaczyna się urzędnicza fantazja – toaleta w polu za ponad 165 tys. zł, zbudowana tylko po to, by 'odhaczyć’ wymóg i zgarnąć kasę na drogę” – czytamy w opisie pozycji.

Mieszkańcy gminy Otyń zapłacili za to prawie 166 tys. zł. To nie jedyna zresztą toaleta w plebiscycie, gdyż można też znaleźć „Złotą muszlę z trocinami”. Tak określono publiczną toaletę w Parku Skaryszewskim w Warszawie. W sumie kosztowała prawie 650 tys. zł.

Inny toaletowy przypadek to „Toi Toi stoi, kasę doi” dotyczący Krakowa.

„Na osiedlu Widok w Bronowicach stanęła nowoczesna, automatyczna toaleta publiczna – kosztowała prawie 600 tysięcy złotych. Efekt? Gdy stała się 'hitem’, była nieczynna już od ponad dwóch lat, bo… nie potrafili jej włączyć. I postawili obok toi toi” – napisano w opisie pozycji.

Koszt? „Skromne” 586 tys. zł.

Jedna z pozycji to „Resort na 500 dni”. Chodzi o Ministerstwo Przemysłu z siedzibą w Katowicach, by „podkreślić wagę Śląska i polityki przemysłowej”. Koszt wyniósł 28 mln zł.

Kolejna pozycja to „Kciuk w górę. Dla wydawania pieniędzy”. Chodzi o opisywaną przez nas instalację w Gliwicach przedstawiającą kciuk uniesiony do góry. Kosztowała około 300 tys. zł, z czego miasto wyłożyło 90 tys. zł, a resztę fundacja Soundscape. O samej instalacji więcej przeczytacie w artykule poniżej.

W TYM polskim mieście postawiono rzeźbę kciuka za 300 tys. złotych. „Symbol nowej tożsamości”

Ciekawa jest również pozycja „Kilka desek za ćwierć miliona”.

„Mieszkańcy Olsztyna sami zgłosili i wybrali w głosowaniu projekt nowej sceny plenerowej po tym, jak stara platforma przy bibliotece została rozebrana w 2023 r. Idea: ożywić starówkę koncertami, spektaklami i wydarzeniami kulturalnymi, nieodpłatnie dla artystów. Tylko że rzeczywistość okazała się, delikatnie mówiąc, drewniana. I droga” – czytamy.

Koszt? Ponad 271 tys. zł.

Pełna lista kandydatów i możliwość zagłosowania znajduje się na stronie WEI.

„Czarna Księga” wydatków publicznych. Edycja 2026

Najnowsze