Władza ponownie szykuje się do bohaterskiej walki z problemem, który jest wyłącznie ubocznym skutkiem politycznego sterowania gospodarką. Tym razem na celowniku Ministerstwa Energii i państwowego monopolisty znalazła się tzw. „turystyka paliwowa”. Rząd Tuska z pełną powagą rozważa reglamentację na stacjach benzynowych.
– Jeśli chodzi o turystykę paliwową, to analizujemy to bardzo dokładnie (…). Gdy będziemy wiedzieli, że turystyka zaburza podaż na stacjach i takie informacje otrzymamy ze strony Orlenu, Ministerstwa Aktywów Państwowych, to nie wykluczamy decyzji o ograniczeniu w zakresie sprzedaży paliw dla obcokrajowców – albo terytorialnego, albo na terenie całego państwa – powiedział podczas konferencji prasowej minister energii Miłosz Motyka.
– Natomiast to są kolejne kroki, na dzisiaj nie ma takiego zagrożenia – kontynuował.
Prezes Orlenu Ireneusz Fąfara dodał, że firma monitoruje sytuacje pod tym względem. – Wprowadziliśmy system monitorowania sytuacji na stacjach przygranicznych na wszystkich granicach i codziennego raportowania o tym – powiedział.
To pokłosie interwencji państwowej na rynku paliw. Od wtorku, 31 marca, w Polsce obowiązują ceny maksymalne. Zapowiedzi płynące z rządu są jasne i wyjątkowo niepokojące dla każdego, kto rozumie podstawy ekonomii. A przed stacjami benzynowymi roztacza się wizję, w której pracownik musi weryfikować paszport lub dowód osobisty klienta przed odblokowaniem dystrybutora.


