Podobno w Rosji rośnie gniew z powodu odłączania internetu. Brak dostępu do internetu, a tym samym do usług i platform cyfrowych, stał się w Rosji od kilku tygodni codziennym problemem? Takie czasowe wyłączenia tłumaczy się „względami bezpieczeństwa”.
Właśnie z tego powodu, w Rosji pojawiły się wezwania do protestów przeciwko coraz częstszym wyłączeniom internetu. Wezwania takie są liczne w mediach społecznościowych, a rosyjskie władze zostały zmuszone do reakcji.
„Wszelkie próby organizacji takich wydarzeń będą natychmiast tłumione, a ich organizatorzy i uczestnicy zatrzymani” – ostrzegło rosyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Władze wybrały metodę zastraszenia.
W Krasnodarze, mieście na południu kraju, początkowo zezwolono na demonstrację zaplanowaną na ten weekend, ale dość szybko pozwolenie anulowano, a demonstracja została zakazana.
Padł nawet termin „cyfrowej gułagizacji”, co łączy się z wojną na Ukrainie. W centrum Moskwy mobilny internet w niektórych dzielnicach nie działa od ponad trzech tygodni. Życie bez internetu całkowicie dezorganizuje codzienne życie Rosjan. W stolicy, gdzie łączność była normą, gdzie wszystko załatwiano telefonicznie (transport publiczny, rachunki za wodę i prąd, płatności w sklepach i szkołę dla dzieci), życie w ostatnich dniach wróciło do stanu sprzed ery telefonów komórkowych.
Ludzie robią listy zakupów, wypłacają gotówkę i pracują bez dostępu do internetu. Nawet oficjalne media zastanawiają się nad skutkami ekonomicznymi wyłączeń, a pojawiły się i kpiny, że Rosja wraca do epoki gołębi pocztowych niosących wiadomości po moskiewskim niebie.
Władze uzasadniają przerwy niejasnymi „względami bezpieczeństwa”, próbując łączyć to możliwością ataków ukraińskich dronów. Rosjanie jednak w to wątpią, zwłaszcza, że wyłączane są dodatkowo niektóre strony internetowe, a komunikatory są blokowane.
Po inwazji na Ukrainę w 2022 roku główne platformy zachodnie zostały zablokowane lub ograniczone, co dotyczyło m.in. WhatsAppa, Telegramu. Rosja rozbudowała wewnętrzny ogólnokrajowy internet zdolny do funkcjonowania w izolacji od świata. Przykładem jest tu aplikacja Max, rosyjski odpowiednik WhatsApp, należąca do firmy zarządzającej rosyjskim Facebookiem i przez nią wdrożona. Sytuacja powoli zaczyna przypominać ograniczenia i izolację krajowego internetu wprowadzone w Chinach.
Źródło: France Info



