Drony spadły na Estonię i Łotwę. Media początkowo były przekonane, że to drony rosyjskie. Władze po pewnym czasie przyznały, że jednak ukraińskie.
Jeden z dronów uderzył w komin elektrociepłowni Auvere w północno-wschodniej Estonii. Obiekt ten jest częścią dużego kompleksu elektroenergetycznego.
Kolejny bezzałogowiec rozbił się we wsi Dobrocina w południowo-wschodniej Łotwie.
Oba drony wleciały na terytorium państw NATO z przestrzeni powietrznej Rosji. Początkowo podejrzewano, że to maszyny rosyjskie. Śledztwa szybko wykazały jednak odmienny scenariusz.
To ukraińskie drony rozbiły się w krajach bałtyckich. Jak wytłumaczono, „zawieruszyły się” podczas operacji, którą Ukraina wykonywała w odwecie na Rosji – uderzała w rosyjskie terminale naftowe w portach Primorsk i Ust-Ługa nad Zatoką Fińską.
Według łotewskich służb, użyte przez Rosję systemy walki radioelektronicznej zagłuszyły sygnał GPS i wybiły drony z pierwotnego kursu. Estonia zapewnia z kolei, że „dron nie był skierowany przeciw Estonii”.
Dwa dni wcześniej ukraiński dron spadł do jeziora Ławrys na Litwie, również podczas ataku wymierzonego w rosyjski terminal w Primorsku. Premier Litwy potwierdził, że bezzałogowiec leciał na Rosję, zanim zboczył z kursu.
Litewski minister obrony Robertas Kaunas obarczył odpowiedzialnością za całą serię zdarzeń Moskwę. – To wszystko z powodu wojny Rosji, wojny sprowokowanej przez agresora z Rosji, który doprowadził nas do punktu, gdy drony spadają na terytorium państw bałtyckich w ciągu 48 godzin – oświadczył.
Z kolei szef litewskiego MSZ ocenił naruszenia jako „nową rzeczywistość” i zaapelował o wzmocnienie zdolności wykrywania i neutralizowania bezzałogowców w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich i NATO.


