Wieszczenie końca świata, zwane uczenie millenaryzmem (od łacińskiego millenium – tysiąclecia, bo w roku 1000 AD świat miał się skończyć na 100 proc.) stają się obecnie wiodącą doktryną polityczną i to pozornie sprzecznych opcji. No bo przecież klimatyzm, wieszczący, że planeta spłonie za 5, 10 czy 25 lat, albo dokładnie w tym samym czasie zamieni się w jeden wielki ocean – jakoś prorocy klimatyzmu dają radę w swych przerażonych umysłach pogodzić ogień z wodą – niewiele różni się co do spodziewanego efektu od zapowiadanej przez judaizujących ewangelikanów Apokalipsy, która, ich zdaniem, już się nawet rozpoczęła i z tego powodu trzeba czym prędzej zbudować Wielki Izrael, a zlikwidować Wielki Iran, co też jest przecież w toku, sądząc po ilości wybuchających bomb w Iranie. A przecież rządzący obecnie w Światowym Imperium, czyli w USA, judaizujący ewangelikanie ostro zwalczają klimatyzm, nie rozumiejąc, że tak naprawdę dzielą z nim wizję zbliżającej się Wielkiej Katastrofy.
Tymczasem wizja ewangeliczna jest zupełnie inna – Wielkiej Katastrofy nie będzie. Owszem będzie koniec świata, bo wszystko, co doczesne się kończy, w tym nasze ziemskie życie, ale ten koniec, abstrahując od tego, że nie wiadomo, kiedy nastąpi, tak naprawdę jest bez znaczenia, bo każdy przecież jest powołany do nieśmiertelności, wobec której wszelkie bajania o Armagedonie, Wielkiej Katastrofie czy Apokalipsie bledną. W dodatku wielkie rzeczy niekoniecznie dzieją się w blasku reflektorów, w końcu Jezus Chrystus żył, umarł i zmartwychwstał w zabitej dechami dziurze na peryferiach ówczesnego światowego imperium, jaką była ówczesna Galilea i z żadnym Końcem Świata nie miał nic wspólnego. A to Jego misja odmieniła świat i jest po dziś dzień aktualna (i zawsze będzie) w odróżnieniu od rozmaitych wieszczeń możnych tego świata, którzy musieli się pogodzić ze swoją doczesnością, chwilowością oraz omylnością.
Czas Wielkanocy przypomina nam intensywnie o tym wszystkim, każąc zrozumieć, że millenaryzmy są zawsze błędem czy oszustwem, a najczęściej i jednym, i drugim. Jak tylko usłyszymy więc o jakimś zbliżającym się wielkimi krokami Ogromnym i Ostatecznym Zagrożeniu, to powinniśmy co najwyżej wzruszyć ramionami i zacząć się intensywnie zastanawiać, kto i jak przy pomocy tej nowej Apokalipsy chce nas okraść i zdominować.
Wiedząc oczywiście, że tym złodziejem, który dodatkowo chce nas przy okazji zniewolić, jak zwykle zresztą, okaże się Lewiatan, czyli państwo i jego urzędnicy. Bo tak jakoś dziwnie się składa, że Koniec Świata to zawsze dla państwa źródło władzy i pieniędzy. W dodatku Lewiatan świetnie wie, jak sobie z Końcem Świata poradzić – trzeba paradoksalnie do niego doprowadzić, a konkretnie doprowadzić do końca światów żyjących sobie spokojnie ludzi, by przez ten koniec zablokować ogólny Koniec Świata. W końcu tak da się pozbawić ludzi największej ilości pieniędzy i wolności. Trzeba skończyć ich małe, nikomu niepotrzebne światy w imię walki z Końcem Świata!
Z okazji Wielkiej Nocy życzę wszystkim, by te roszczenia i rojenia jak zwykle upadły, nie ciągnąc za sobą zbyt wielu ofiar. Alleluja!
Nowy numer „Najwyższego Czasu!” dostępny od poniedziałku, 23 marca, w salonach prasowych, a wydanie elektroniczne na bibliotekawolnosci.pl.


