Strona głównaMagazynRoman Brandstaetter – Żyd, Polak i pisarz

Roman Brandstaetter – Żyd, Polak i pisarz

-

- Reklama -

Uchwałą Sejmu RP z 18 grudnia 2025 r. rok 2026 został poświęcony upamiętnieniu Romana Brandstaettera w 120 rocznicę jego urodzin. Krótki dokument wydany przez parlament pomija sporo faktów z życia pisarza, które było pełne zawirowań i trudności, ale też osiągnięć i uznania ze strony wielu czytelników, od których otrzymywał setki listów, choć niekoniecznie krytyków literackich, którzy go umieszczali w gronie „gorszych” pisarzy katolickich i często przemilczali.

Brandstaetter urodził się w 1906 r. Tarnowie. Wychowywał się w zasymilowanej rodzinie żydowskiej, a po skończeniu gimnazjum klasycznego w swoim rodzinnym mieście przeniósł się na studia polonistyczne do Krakowa, gdzie jego mistrzem stał się Stanisław Windakiewicz, pod którego pieczą obronił doktorat „Adam Mickiewicz jako krytyk literatury polskiej w okresie wileńsko-kowieńskim (1931)”.

- Reklama -

Już w latach dwudziestych Brandstaetter ogłaszał swoje pierwsze utwory poetyckie (np. tomik „Jarzma”) osadzone mocno w tematyce polskiej i religijnej. W latach trzydziestych dokonał się jednak znamienny zwrot w jego twórczości: postanowił dołączyć do grona poetów polsko-żydowskich, czyli tych, których utwory pisane w języku polskim reprezentowały żydowski narodowościowy punkt widzenia. Z tego okresu pochodzi jego poemat „Jerozolima światła i mroku” oraz wiersze o tematyce syjonistycznej. Brandstaetter współpracował wówczas z żydowskimi pismami, takimi jak choćby „Opinia”, „Nowa Opinia” czy „Chwila”, w których zamieszczał swe liryki, recenzje oraz liczne teksty publicystyczne. Cięty charakter polemik zyskał mu przydomek literarischer Brandstrifter (literacki podpalacz).

Wybuch wojny zmusił pisarza do wyjazdu z Polski. Udał się wówczas na wschód, dotarł do Wilna, gdzie spotkał swoją koleżankę z Warszawy, również pisarkę Maję Zagórską, znaną bardziej pod pseudonimem Tamara Karren. Ubiegała się ona o wyjazd do rodziny osiadłej Palestynie. Roman i Maja zdecydowali się pobrać i w marcu 1940 r. wzięli ślub w Trokach. Następnie przez Moskwę, Baku, Iran i Irak dotarli do Jerozolimy. Brandstaetter wystawił tam po hebrajsku swój dramat „Kupiec wenecki”, co stało się przyczyną nieporozumień i ataków (posądzono go o propagowanie polskiego antysemityzmu i tendencje antypolskie). Dzięki pomocy prof. Stanisława Kota, ministra stanu na Bliskim Wschodzie, dostał pracę w nasłuchu radiowym.

- Prośba o wsparcie -

Podczas jednej z grudniowych nocy 1943 r. przeżył szczególne doświadczenie, gdy wśród zalegających pokój gazet zobaczył wkładkę z reprodukcją rzeźby z XVII Innocenza da Palermo z kościoła San Damiano w Asyżu, przedstawiającą ukrzyżowanego Chrystusa. „Ten martwy Chrystus żył. Pomyślałem: Bóg. I, włożywszy reprodukcję do teczki, wyszedłem”. Tak kończy się opis „Jerozolimskiej nocy” podany przez Brandstaettera w „Kręgu biblijnym”. Faktem jest, że od tego czasu jego życie diametralnie się zmieniło. W 1944 r. wydał dramat pt. „Rembrandt” (znany później jako „Powrót syna marnotrawnego”), w którym przedstawił drogę do wiary w Chrystusa, jaką przebył holenderski malarz pochodzenia żydowskiego, a która w pewnym sensie stała się też jego szlakiem.

Koniec wojny oznaczał dla Brandstaettera wyjazd: najpierw do Włoch a potem do Polski. Nie miał jednak gdzie wrócić. Żona go opuściła, jego rodzice zginęli Treblince, a zdecydowanie nie chciał pozostać w Palestynie. W listach do bliskiego sobie pisarza Jana Wiktora nie pozostawiał suchej nitki na mieszkających tam Żydach: „W Palestynie wszyscy Żydzi jak jeden mąż twierdzą, że nie ma dziś w Polsce Polaka, który by Żydów nie mordował. […] Społeczeństwo żydowskie jest tam zupełnie zhitleryzowane – sfanatyzowane – koszmar. Żyją i oddychają nienawiścią” (18.10.1946). „Szowinizm żydowski w Palestynie jest tak wielki, że nawet nie wolno tam mówić i pisać o współpracy niektórych elementów żydowskich w Polsce z gestapo” (25.11.1946).

W na początku 1946 roku Brandstaetter przybył do Rzymu, gdzie znowu pomoc okazał mu prof. Kot pełniący teraz obowiązki ambasadora Polski we Włoszech. Zatrudnił on pisarza w ambasadzie jako attaché kulturalnego. W Rzymie 15 grudnia 1946 Brandstaetter przyjął chrzest, a wkrótce potem poślubił (na mocy przywileju Pawłowego) Reginę Wiktor (sekretarkę Kota). Pobyt we Włoszech nie potrwał jednak długo. Władzom w Warszawie nie spodobał patriotyczno-religijny charakter uroczystości zorganizowanych przez niego ku czci Mickiewicza w 1948 r. Pisarz został więc odwołany z placówki i wrócił do Polski.

 Na zawłaszczonej, ale ojczystej ziemi

Powrót do kraju rządzonego przez komunistów nie był łatwy. W okresie stalinowskim pisarz musiał zmagać się z cenzurą i z zakazem wystawiania swoich sztuk, z ograniczeniami w nakładach książek i trudnościami z uzyskiwaniem paszportu. Początkowo mieszkał w Poznaniu, później przez dziesięć lat w Zakopanem, a od 1960 r. ponownie w stolicy Wielkopolski. Mimo nacisków i różnych zachęt nigdy nie poszedł na układy z komunistyczną władzą (odmówił np. napisania dramatu poświęconego Leninowi w zamian za poniemiecką willę w Szczecinie).

Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych pisał zwłaszcza dramaty (np. „Przemysław II”, „Cud w teatrze”, „Wojna żaków z panam” i „Znaki wolności”, „Milczenie”), których – mimo ograniczeń ideologicznych i cenzuralnych – próbował przemycać treści patriotyczne i religijne. Słowa włożone w usta Wojciecha Bogusławskiego w dramacie „Król i aktor” są też wyznaniem samego autora: „Z ubogiej sceny, z dekoracji, stawianych z taniego płótna i papieru, tworzę szkołę obyczajów, która służy mojemu narodowi, wychowuje go i kształci, i będzie może tym ziarnem, z którego kiedyś wyrośnie wielki teatr na miarę Polski lepszej od dzisiejszej, mądrzejszej od wczorajszej”.

Pisał też dla teatru utwory o tematyce antycznej zawierające chrześcijańskie przesłanie („Cisza”, „Medea”). Jeszcze w roku 1962 ukazało się jedno z jego bardziej znanych przedstawień „Dzień gniewu. Misterium dramatyczne w trzech aktach” – utwór wystawiony po raz pierwszy na festiwalu w Bregencji w 1965 r., a poświęcony ratowaniu Żydów przez Polaków podczas wojny i niespodziewanemu działaniu Boga w ludzkim życiu.

Brandstaetter jest obok Słowackiego najbardziej płodnym polskim dramaturgiem (napisał ok. 30 sztuk), ale ma też dorobek jako poeta. Po powrocie do Polski wydał klika tomów wierszy (np. „Faust zwyciężony”, „Pieśń o moim Chrystusie”, „Dwie muzy”). Znany był też jako eseista a przede wszystkim autor tetralogii „Jezus z Nazarethu”, w której bardzo realistycznie, odwołując się do różnych motywów artystycznych i teologicznych, przedstawił Jezusa jako Żyda, a zarazem Boga-Człowieka. Nie jest to tylko powieść, ale swoista ikona literacka, która zaprasza, aby wejść we wspólnotę ze Zbawicielem.

Brandstaetter jest też największym w naszej literaturze piewcą św. Franciszka i Asyżu (zachęcił go do tego jego daleki krewny Józef Wittlin). Do tematyki franciszkańskiej odwoływał się zwłaszcza w esejach „Kroniki Asyżu i Inne kwiatki św. Franciszka”, w dramacie „Cud w teatrze” i w wierszach. Był też mistrzem małych form literackich („Przypadki mojego życia”) oraz tłumaczem biblijnych ksiąg Starego i Nowego Testamentu.

Przesłanie religijne i kulturowe

Od czasu chrztu Brandstaetter zdecydowanie milczał o swojej wcześniejszej aktywności. W jego powojennej twórczości dominuje dążenie do ewangelizacji oraz prezentacji chrześcijańskiej hierarchii wartości. Nie chciał być jedynie autorem tekstów pokrzepiających i apologetycznych. Skoro świat oddalił się od Boga, posłannictwo pisarza powinno mieć charakter profetyczny i misyjny. Literatura powinna ukazywać grzech, piętnować go i wzywać ludzi do nawrócenia. Pisanie utworów zakorzenionych w chrześcijaństwie – nie tyle nawiązujących do konkretnych motywów, ile zawierających przekaz ewangelizacyjny – Brandstaetter traktował wręcz jako obowiązek artysty słowa.

Autor „Jezusa z Nazarethu” jest często prezentowany jako znawca i popularyzator Biblii. Pojawia się ona w jego twórczości już w okresie syjonistycznym jako ważny składnik tradycji i tożsamości narodowej Żydów. Po wojnie przedstawiana jest jako tekst sakralny, który pozwala autorowi interpretować własne życie, współczesność i splątane dzieje świata. W jego twórczości stale toczy się dialog z Biblią, który polega na łączeniu motywów i wątków biblijnych z decyzjami literackich postaci, na twórczym uzupełnianiu wydarzeń ewangelicznych czy wreszcie na wykorzystywaniu Biblii jako wzorca ludzkich postaw i decyzji. W tym kontekście nie dziwi, że apogeum języka jest dla pisarza modlitwa. Nie przypadkiem jeden z ostatnich tomików poety nosi tytuł „Księga modlitw dawnych i nowych”, który zbiera wiersze z powojennego okresu twórczości, które mają charakter modlitewny.

Poezja Brandstaettera zwiera obszerny zakres odwołań do kultury śródziemnomorskiej, w której pisarz dostrzega szczytowe osiągnięcia ludzkiego ducha, mające zwieńczenie w chrześcijaństwie. Najdoskonalszym zwieńczeniem tej kultury jest dla Brandstaettera Italia, jego – jak mówił – „druga ojczyzna”, w której odnajdywał wiele podobieństw z Polską. W liście do żony z 1963 r. pisanym z Berlina z dumą zauważył, […] jak bardzo Polacy są narodem łacińskim, rzymskim z ducha i temperamentu. I skąd się bierze to, że naród zamieszkały nad Wisłą jest właśnie tak bardzo śródziemnomorski”.

Wojaże pisarza do Włoch (takich podróży odbył pięć) to przede wszystkim ucieczka od kulturowego regresu, rozpadu form, destrukcji, chaosu, pogardy dla tradycji. W uroku włoskiej ziemi, muzyki i architektury poeta odkrywa skuteczną ochronę przed urzeczowieniem oraz sprowadzeniem człowieka do roli utylitarnego wytwórcy, chłodnego badacza czy zachłannego konsumenta. Autor „Dwóch muz” umyka zatem od piekielnej otchłani współczesności; przyjmuje rolę proroka świata pozbawionego chaosu estetycznego i moralnego. Ten aspekt twórczości Brandstaettera najpełniej wskazuje na jej osadzenie w kontekście szeroko pojętego klasycyzmu. Sytuuje się on bowiem w opozycji wobec brzydoty, relatywizmu, kultury masowej, barbaryzacji języka i laicyzacji życia. Najbardziej charakterystyczne cechy klasycyzmu Brandstaettera to z jednej strony czytanie kultury, z drugiej zaś poszukiwanie – wbrew całemu okrucieństwu rzeczywistości – chrześcijańskiej nadziei na odkupienie. Klasycyzm pisarza to odpowiedź na nieład świata i dramat egzystencjalnych rozterek.

W jednym z ostatnich wywiadów przed śmiercią we wrześniu 1987 r. zarysował program dla polskiego i katolickiego pisarza, który zawsze był i powinien pozostać „niezwisłym sędzią zjawisk dziejących się wokół niego […] żywiąc głęboki kult dla słowa katolickiego, które zawsze wierzyło i wierzy, że zawsze za pomocą tego słowa, biorącego swój początek z ducha Ewangelii, można zmieniać na lepsze człowieka i świat”.

Najnowsze