Choć los Aleksandra Miszalskiego nie jest jeszcze ostatecznie przesądzony, Kraków może stać się głównym poligonem doświadczalnym przed przyszłoroczną batalią o parlament. W cieniu nadchodzącego referendum ruszyła giełda nazwisk, a kuluarowa walka o ewentualną sukcesję pod Wawelem nabiera rumieńców.
Klamka w sprawie referendum nad odwołaniem Aleksandra Miszalskiego jeszcze formalnie nie zapadła, ale przy 160 tysiącach zebranych podpisów (na 58 tys. wymaganych) to już tylko czysta formalność. Prawdziwa bitwa rozegra się według dobrze znanego scenariusza – to będzie brutalna gra na frekwencję. Zwolennicy prezydenta Krakowa zostaną w domach, by utrącić ważność głosowania, więc do urn ruszą niemal wyłącznie jego krytycy. O losie Miszalskiego zdecyduje nie to, jak rozłożą się głosy, ale to, czy uda się wystarczająco zmobilizować przeciwników urzędującego prezydenta Krakowa.
Niezależnie, jaka będzie przyszłość Miszalskiego, partie już przygotowują się do ewentualnych wyborów prezydenckich w Krakowie. I planują, kogo posłać do boju.
Nowa Nadzieja kontra Ruch Narodowy w Konfederacji Wolność i Niepodległość
Nastroje w partiach sprawdził Onet. Ciekawa walka frakcji zapowiada się w Konfederacji Wolność i Niepodległość. Dotychczas żelazną „jedynką” w każdych możliwych wyborach był tam Konrad Berkowicz, ale jego pozycja w ostatnich miesiącach mocno osłabła. Nie jest też przesądzone, że kandydat Konfederacji będzie z frakcji Mentzena – równie duże apetyty ma frakcja Bosaka.
Przedstawiciele obu skrzydeł są zgodni, że w krakowskim wyścigu partia musi postawić na jedno, wspólne nazwisko. Rywalizacja o tę nominację jest jednocześnie walką o lepsze pozycje startowe przed tworzeniem list do Sejmu.
Ruch Narodowy widzi swojego faworyta w Piotrze Bartoszu. To polityk, który zbudował silną pozycję lokalną, stając się twarzą udanej zbiórki podpisów pod wnioskiem referendalnym. Z kolei środowisko wolnościowe skupione wokół Nowej Nadziei skłania się ku kandydaturze Bartosza Bocheńczaka. To były szef sztabu prezydenckiego Mentzena i prawa ręka lidera Konfederacji.
Kogo wypromuje Konfederacja Korony Polskiej?
Grzegorz Braun, po głośnym odejściu z Konfederacji WiN, wciąż buduje zaplecze swojej Konfederacji Korony Polskiej. W Krakowie krążą plotki, że on sam mógłby wystartować w wyborach prezydenckich. W partii twierdzą jednak, że to nierealny scenariusz. Trzeba bowiem, także z myślą o przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, promować kolejne nazwiska.
Braun wykorzystywał już przedterminowe wybory, jak te w Gdańsku (2019) czy Rzeszowie (2021), by budować rozpoznawalność. Teraz jego priorytety wyglądają inaczej, partia potrzebuje szerszej ławki kadrowej.
Dodatkowo sam Kraków nie był nigdy dla lidera Korony łatwym terenem. W 2024 roku w wyborach do Parlamentu Europejskiego, startując z drugiej pozycji, w całym okręgu nr 10 przeskoczył „jedynkę” Berkowicza, ale w samym Krakowie z nim przegrał. W ubiegłorocznych wyborach prezydenckich w stolicy Małopolski Braun zajął dopiero 7. miejsce z wynikiem 4,12 proc., choć w skali ogólnopolskiej był przecież czwarty (6,34 proc.).
Z tych względów środowisko Brauna najprawdopodobniej wskaże kandydata lokalnego. Na giełdzie nazwisk pojawia się Daniel Grelak, kierujący krakowskimi strukturami partii, a także Stanisław Żółtek – lider ugrupowania Polexit. Ten drugi formalnie nie należy do Korony, ale Braun konsoliduje wokół siebie środowiska antysystemowe.
Niezależnie od tego, czy ostatecznie dojdzie do zmiany w magistracie, krakowska szachownica polityczna staje się areną istotnych testów dla partii prawicowych.


