Dubaj może ponieść największe długofalowe straty w powodu wojny z Iranem. Ataki rakietowe i drony uderzają w fundament bogactwa emiratu – wizerunek bezpiecznego globalnego hubu – oceniła w analizie dla norweskiego dziennika „VG” ekonomistka i komentatorka Shazia Majid.
To właśnie bezpieczeństwo miało być fundamentem rozwoju kraju, który jako jedyny w Zatoce Perskiej nie opiera gospodarki na wydobyciu i eksporcie ropy oraz gazu. Emirat zbudował swoją pozycję na turystyce, usługach finansowych, handlu i rynku nieruchomości, przyciągając inwestorów i miliony turystów wizerunkiem stabilnej „bezpiecznej przystani” w niestabilnym regionie.
„Ten model jest szczególnie wrażliwy na wstrząsy geopolityczne. W przeciwieństwie do wielu sąsiadów Dubaj nie korzysta bezpośrednio ze wzrostu cen ropy, które często towarzyszą napięciom w regionie. Jego gospodarka zależy przede wszystkim od swobodnego przepływu ludzi, kapitału i towarów” – oceniła Majid.
Zwróciła uwagę, że kluczową rolę w gospodarce emiratu odgrywa transport lotniczy i turystyka. Lotnisko w Dubaju należy do najbardziej ruchliwych na świecie, obsługując dziesiątki milionów pasażerów rocznie, a sektor lotniczy odpowiada za znaczną część produktu krajowego brutto.
Jak dodała Majid, dla kraju, który funkcjonuje „bardziej jak przedsiębiorstwo niż tradycyjne państwo”, równie ważne jak realne bezpieczeństwo jest jego postrzeganie przez inwestorów i turystów. Utrata wiarygodności jako miejsca gwarantującego stabilność dla biznesu oraz atrakcyjnej destynacji turystycznej może mieć długofalowe skutki dla wchodzącego w skład Zjednoczonych Emiratów Arabskich Dubaju.
„Obrazy rakiet i dronów nad miastem mają znaczenie wykraczające daleko poza bezpośrednie zniszczenia. Dubaj zbudował swoje ogromne bogactwo na jednej rzeczy: poczuciu bezpieczeństwa. Teraz zaczyna ono pękać, a cały kraj przez wojnę z Iranem może znaleźć się w największych tarapatach w regionie” – oceniła Majid.
(PAP)


