Śmierć 23-letniego studenta Quentina, zaatakowanego przez lewacką bojówkę wstrząsnęła Francją. Lewica usiłuje tego typu przemoc bagatelizować i rozmywać, a nawet obracać kota ogonem, twierdząc, że to ona jest „ofiarą skrajnej prawicy”.
Linczu na studencie dokonała jednak bojówka „Młodej Gwardii”, organizacji założonej przez obecnego posła lewicowej partii LFI (Zbuntowana Francja) Raphaëla Arnaulta, która ze względu na radykalizm została w czerwcu ub. roku rozwiązana. Trzeba tu dodać, że jednym z morderców był niejaki Jacques-Élie Favrot, który jest parlamentarnym asystentem deputowanego Arnaulta. Na razie został zawieszony i otrzymał zakaz wstępu do Zgromadzenia Narodowego. Chociaż policja twierdzi, że ustaliła 6 napastników „z kręgów radykalnej lewicy”, to nikogo na razie nie zatrzymano.
Favrot razem z Arnault zakładał tzw. „Młodą Gwardię”. Nazwa organizacji nawiązuje do tytułu przetłumaczonej także na francuski książki stalinowskiego pisarza Aleksandra Fadiejewa, która opowiada o sowieckich Komsomolcach walczących z Niemcami, czyli faszystami. Francuskiej Antifie taki wzorzec bardzo się spodobał. Sam Fadiejew to bolszewik od 1918 roku, przewodniczący Związku Pisarzy ZSRR, wierny zausznik Stalina, który kapował na literatów. W latach trzydziestych miał konsultować z Ławrientijem Berią nazwiska nieprawomyślnych pisarzy i literatów, przeznaczonych do aresztowania.
Francuscy „komsomolcy” z „La Jeune Garde”, to grupa założona w 2018 roku. Od początku brali udział w ulicznych bójkach i napadach na miejsca kojarzone z prawicą. Jej założyciel, lewicowy poseł Raphaël Arnault, sam usłyszał nawet wyrok za „przemoc grupową”. Odgrażał się też „zrobieniem porządku” z polskim ruchem obrony granic, który nie chciał wpuszczać do kraju migrantów. „Młoda Gwardia” została administracyjnie rozwiązana w 2025 roku. W jej miejsce powołano natychmiast organizację „Etteons la flamme” (Zgaśmy Płomień), która kontynuuje tego typu akcje i jest włączona w szerszy ruch Antify.
Media i policja podają fakty dość oględnie, obawiając się wzniecenia atmosfery wojny domowej. Jednak przed prefekturami, gdzie młodzi ludzie oddawali hołd zmarłemu, dochodziło też do kontrakcji Antify.
Jak to się stało
Wiadomo, że do pobicia ze skutkiem śmiertelnym Quentina Deranque doszło lutego na marginesie konferencji lewicowej eurodeputowanej Rimy Hassan na uczelni Sciences Po Lyon (Nauki Polityczne). „W ataku brało udział co najmniej sześć osób” w maskach i kapturach, ujawnił dopiero 5 dni później Thierry Dran, prokurator z Lyonu. Wówczas wszczęto też śledztwo w sprawie „umyślnego zabójstwa”.
Przeciw wykładowi Rimy Hassan, polityk oskarżanej o promocję islamo-goszyzmu (sojusz lewaków z radykalnym islamem, ignorowanie zagrożeń, jakie niesie islam – dop. red.), protestowało przed uczelnią siedem dziewczyn, feministek, ale określających siebie jako „kolektyw prawicowy” z organizacji Némésis. Ich protest dotyczył występu Hassan, która promuje islamizm, a ten nawet w sosie lewicowej ideologii ma ograniczać prawa kobiet. Kobiety trzymały transparent z hasłem – „Islamogoszyzm precz z naszych uniwersytetów!”. Do ochrony tych kilku aktywistek przybyła mała grupa miejscowych działaczy prawicy.
Zaraz po konferencji eurodeputowanej Hassan, grupa została brutalnie zaatakowana przez aktywistów „antify”, którzy opuszczali salę. Prym wiedli właśnie bojówkarze „Młodej Gwardii”. Szybko doszło do przepychanek, a kiedy uczestnicy pikiety zaczęli się już rozchodzić, za Quentinem i jego kolegą ruszyła śledząca ich grupa około trzydziestu osób. Zostali napadnięci i pobici na ulicy w 2. dzielnicy, poza zasięgiem wzroku przechodniów. Quentin stracił przytomność, doznał uszkodzenia mózgu i trafił do szpitala w stanie krytycznym. Zmarł po dwóch dniach. Jednak to nie policja ustaliła tożsamość uczestnika linczu na studencie, lecz dziewczyna z organizacji Némésis, która zidentyfikowała jednego z napastników jako asystenta posła.
Nawrócił się na katolicyzm
Zmarły nawrócił się na katolicyzm i nawrócił też swoich rodziców. Był studentem matematyki, graczem tenisa, studiował także filozofię. Angażował się w działalność patriotyczną i życie sprawy swojej parafii. Znajomi twierdzą, że przekładał dyskusje ideowe nad bijatyki. Dla Antify był jednak „wrogiem ludu” i „faszystą”. Jego śmierć wzbudziła tak duże wzburzenie, że pod hasłem „Sprawiedliwość dla Quentina” zdewastowano nawet biura partii LFI w Metz i Lille.
Skandaliczne reakcje na morderstwo
Media i politycy starają się jednak nie dolewać oliwy do ognia i starały się relatywizować wydarzenia. W publicznej stacji France Info, lewicowy historyk Sylvain Boulouque mówił o „przywróceniu równowagi przemocy”, która ma być przecież immanentną cechą prawicy. Sprawa jest niewygodna, zwłaszcza dla partii Zbuntowana Francja (LFI), która wspierała tego typu lewackie bojówki i teraz może to spowodować rozłam na lewicy, bo inne partie tej formacji od socjalistów, po zielonych dystansują się od linczu. Jednak szef LFI Jean-Luc Mélenchon dość bezczelnie oświadczył – „to my jesteśmy atakowani”, chociaż i on przekazał „wyrazy współczucia dla rodziny i bliskich”.
Minister szkolnictwa wyższego Philippe Baptiste ogłosił, że nie będzie już więcej spotkań tego typu na uniwersytetach, jeśli zaistnieje ryzyko „zakłócenia porządku publicznego”. Prawicowa eurodeputowana Marion Maréchal chce ustalenia, „czy LFI wydało instrukcje” dotyczące obecności ochrony z „Młodej Gwardii” na spotkaniu Rimy Hassan. Wskazała też, że nie była to żadna konferencja naukowa, ale wiec polityczny. Przypomniała, że Jean-Luc Mélenchon jeszcze na „wiecu w Marsylii podżegał do przemocy i stosowania »skutecznych« metod”. Jej zdaniem Rima Hassan ponosi tu „odpowiedzialność karną”, bo wykorzystywała „Jeune Garde jako nieformalną służbę bezpieczeństwa”.
„Przemoc ze strony skrajnej prawicy jest nieznaczna; a statystycznie rzecz biorąc, praktycznie jej nie ma” – dodała Marion Maréchal i na antenie stacji BFMTV/RMC kontynuowała – „uważam, że Quentin nie został zabity tylko przez bandę tchórzy, którzy rozbili mu czaszkę kopniakami i ciosami na ulicy, gdy leżał na ziemi. Myślę, że jest tu też współudział”, bo przez długi czas LFI określało Młodą Gwardię mianem „sojusznika”, a polityk tej partii Marine Tondelier napisała artykuł w „obronie” tej organizacji w organie komunistów „L’Humanité” w maju 2025 r.
Poseł Zjednoczenia Narodowego (RN) Jean-Philippe Tanguy ocenił, że „obrazy są przytłaczające: lincz skrajnego barbarzyństwa, całkowicie nieludzki i celowo morderczy”, ale dodał – „teraz pozwólmy policji i wymiarowi sprawiedliwości wykonać swoją pracę, a pomyślmy o jego rodzinie i bliskich”. „Zbuntowani” bronią się, że „nie ma żadnego związku między LFI a Młodą Gwardią” (poseł Eric Coquerel), bo przecież ta organizacja została… rozwiązana. Jego zdaniem „pytanie, które musimy sobie zadać, brzmi: dlaczego istnieją takie grupy jak Młoda Gwardia?” i tu padła odpowiedź, że jest to efekt tego, że „przemoc polityczna jest po stronie skrajnej prawicy”… Twierdził też, że nagrania pokazują jedynie „dwie grupy, z których jedną można określić jako antyfaszystowską, a drugą jako grupę zbrojną”.
Winny… Trump?
Lewica atakowała nawet wpływ „trumpizmu” na debatę we Francji i przypominała wykorzystanie do polityki zabójstwa w USA Charliego Kirka. Mathilde Panot, szefowa frakcji parlamentarnej Zbuntowanej Francji poszła jeszcze dalej i domagała się „wykluczenia ze wszelkich spotkań i zakazu demonstracji dla grupy… Némésis”. „Zielony” mer Lyonu Gregory Doucet odciął się od LFI i mówił o braku „tolerancji dla morderstw popełnianych w imię politycznych nieporozumień”.
Ta sprawa z pewnością wpłynie jednak na całą francuską lewicę, a zwłaszcza na notowania LFI przed bliskimi już wyborami samorządowymi. Pokazuje to jednak coraz większą radykalizację lewicowej młodzieży i coraz bardziej radykalny poziom politycznej konfrontacji. Sytuacja jest niemal „przedrewolucyjna”, a chociaż padną znowu słowa o „republikańskich wartościach” i „systemie republikańskiej sprawiedliwości”, to trudno ukryć, że „republikański król” jest jednak coraz bardziej nagi…


