Strona głównaWiadomościPolitykaTusk strzelił sobie i Miszalskiemu w kolano. Mieszkańcy Krakowa wściekli. "Życzy mi...

Tusk strzelił sobie i Miszalskiemu w kolano. Mieszkańcy Krakowa wściekli. „Życzy mi jak najgorzej? Na głowę upadli”

-

- Reklama -

– Premierze, pan chyba dawno nie rozmawiał ze zwykłymi ludźmi. Nas naprawdę nie obchodzą wasze partie. Ludzie są wściekli, że tu się odbył desant KO na stanowiska – powiedział „Wirtualnej Polsce” jeden ze zwolenników referendum o odwołanie Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska prezydenta Krakowa. To reakcja na ogłoszenie premiera Donalda Tuska, który bagatelizuje wzburzenie mieszkańców miasta ogłaszając, że inicjatywa jest „polityczną rozróbą” inspirowaną przez PiS i Konfederację.

Według premiera Tuska, w Krakowie nie ma sprzeciwu wobec buty prezydenta z KO, który jest najwyraźniej w jego oczach świetny. Ostatnio udzielił mu poparcia i zwalił winę na postulat referendum na PiS i Konfederację. Dobrze, że nie na Rosję, choć kto wie, co jeszcze wymyśli? Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.

Tusk popiera Miszalskiego i przekonuje, że to PiS i Konfederacja chcą go odwołać, a nie mieszkańcy

- Reklama -

„Żaden PiS ani Konfederacja. To pracownia krawiecka Macieja Szczygła przy ulicy Bronowickiej w Krakowie nieoczekiwanie stała się jednym z 'punktów dowodzenia’ referendum, którego celem jest odwołanie prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego. Początkowo Szczygieł zgodził się, żeby chętni mogli podpisać wyłożoną w lokalu listę. Do dziś podpisało się około 800 osób” – podaje wp.pl.

- Prośba o wsparcie -

Redakcja podkreśla, że inicjatywa referendalna spotkała się z hejtem zwolenników rządzącej partii.

– Zadzwonił do mnie właściciel Grilla Pod Blachą i zapytał, czy widziałem już, ile mam negatywnych opinii w Google. Oni mieli to samo – powiedział Szczygieł.

– W dodatku radny krakowski ogłosił w mediach społecznościowych, że życzy nam jak najgorzej. Przecież ja zatrudniam ludzi, płacę podatki. I on mi życzy jak najgorzej? Jak śmie, na głowę upadli! – dodał przedsiębiorca.

Wsparcie dla inicjatywy wyraził też serwis samochodowy Tłumiki Wulkanizacja Adama Bielarza. Warsztat znajduje się w centrum miasta. Zakaz wjazdu dla biedaków, formalnie zwany strefą czystego transportu, spowodował spadek obrotów firmy. W sieci pojawiły się negatywne oceny, bo warsztat „wszedł w politykę”.

Właściciele zgłosili sprawę do Google’a wskazując na zorganizowany hejt. Natomiast sprawę rozwiązało nagłośnienie sytuacji. Po wskazaniu, że firmy popierają referendum, z początkowo fali negatywnych, zrobiła się istna lawina pozytywnych ocen.

– W sumie to powiem, że w życiu nie mogło mnie spotkać nic lepszego. Ilu ja tu sympatycznych Krakowian poznałem – skomentował Maciej Szczygieł.

– Choćby wczoraj przyszła osoba zrozpaczona tym, że ktoś z jej rodziny nie znalazł pracy w urzędzie, bo wolne stanowisko zostało zarezerwowane dla córki jakiegoś kolejnego kolesia. Z tym walczymy – podkreślił.

Maciej Szczygieł podkreślił, że nigdy nie był członkiem PiS ani Konfederacji. Wcześniej wspierał ruch Strajk Przedsiębiorców.

– Tusk nic nie rozumie. My naprawdę mamy gdzieś, z jakiej partii są ci ludzie. W momencie, kiedy wchodzą nam do domów z butami, musimy się ich pozbyć – podkreślił.

Ocenił, że stanowiska zajęte w ostatnim czasie w urzędzie w Krakowie to dziesiątki osób, które „nie wzięły się znikąd”.

– Tam powinni zostać awansowani urzędnicy niższego szczebla. Tymczasem mamy desant polityczny, niekoniecznie ludzi, którzy w ogóle się na te stanowiska nadają. To samo dotyczy spółek z udziałem miejskim – stwierdził.

– Premier musiałby posłuchać mieszkańców, żeby wiedzieć, co się dzieje. Bo jedyne, co powiedział, to to, że za wszelką cenę będzie bronił polityka, a nie mieszkańców. A nam naprawdę jest obojętne, z jakiej partii jest prezydent. Chodzi o arogancję i butę w tej lokalnej, najniższej polityce. Dopiero wtedy Tusk zrozumiałby, dlaczego mieszkańcy się buntują – powiedział Szczygieł.

Inicjatorzy referendum wyliczają zarzuty wobec Miszalskiego bez problemu. Chodzi o zadłużenie miasta, które rośnie, niespełnianie obietnic wyborczych, uleganie „miejskim” ruchom utrudniającym życie normalnym ludziom. I oczywiście klimatyczny zakaz wjazdu dla biedaków.

– To kara dla ludzi, których nie stać na nowe samochody – stwierdzili organizatorzy referendum.

Podkreślają też absurd zastosowanego rozwiązania. SCT wprowadza ograniczenia, ale pozwala wnieść opłatę, dzięki czemu rzekomo straszliwy dla środowiska stary i dymiący diesel może jeździć „ekologicznie”. W praktyce więc pod pretekstem klimatyzmu chodzi – jak zawsze – o dojenie ludzi z pieniędzy.

„Najmocniejszy zarzut dotyczy jednak 'kolesiostwa’. W Krakowie szeroko komentowano m.in. obsadzenie stanowiska szefa małopolskiego sanepidu. Portal Interia opisał, że Andrzej Hawranek, polityk Platformy Obywatelskiej, został powołany na to stanowisko, mimo że przegrał konkurs z doktorem nauk medycznych. Sprawa stała się symbolem zarzutów o polityczny klucz przy obsadzaniu funkcji publicznych” – przypomina wp.pl.

Blog krowoderska.pl poruszający lokalną tematykę zaczął publikować teksty wykazujące, którzy partyjniacy i znajomi ze środowiska prezydenta otrzymali posadę za pieniądze mieszkańców.

„Te doniesienia zaczęły żyć własnym życiem w internecie, kiedy działania prezydenta porównywano do epidemii, którą zapoczątkował 'pacjent zero’ – czyli pierwszy zakażony. Tak nazwano polityka KO, który – w tej metaforze – miał 'roznieść wirusa kolesiostwa’ po mieście. Referendum ma być, jak mówią jego zwolennicy, 'kwarantanną’ – próbą odizolowania go od stołków” – czytamy.

Sprawa rozwijała się dalej. Referendum promował Dziki Trener. Wskazano też na doniesienia o tym, że krakowski urząd odpowiadając na zarzuty wobec prezydenta podbija zasięgi swoich postów na Facebooku używając polubień kont z Indii. A więc rzecz jasna za pieniądze mieszkańców.

Od kilku dni prezydent Miszalski zmienił narrację, zapewne ze względu na wybitnie szybkie tempo zbierania podpisów pod referendum ws. jego odwołania. Zamiast więc iść na zwarcie i rzucać hasła o „referendum nienawiści”, Miszalski przekonuje, że jest ugodowy. Zapowiedział korekty dotychczasowych działań oraz większą otwartość na postulaty mieszkańców. Zapowiedział nawet prace nad zmianą zasad zakazu wjazdu dla biedaków i obniżenie cen przejazdów komunikacją miejską.

„Nie popieram pomysłu przeprowadzenia referendum w Krakowie, dlatego nie złożyłem i nie złożę swojego podpisu pod wnioskiem o jego przeprowadzenie, ale sama dyskusja o nim to dla mnie szansa na wyciągnięcie wniosków z popełnionych błędów i korektę polityki” – napisał na Facebooku Aleksander Miszalski.

WP przywołuje ekspertów od marketingu, którzy podkreślają, że dziś walka polityczna to przede wszystkim Internet.

„Prezydent i jego urzędnicy mogą przegrać, bo nie rozumieją własnej śmieszności” – oceniają.

– Urząd reaguje wolno, mówi nie tym językiem, co odbiorcy i oddaje innym kontrolę nad tym, jak ludzie rozumieją całą sprawę. Wystarczy poważny komunikat, a sieć natychmiast przerabia go na żart, mem czy krótki filmik. Ośmieszanie i szydera to dziś jedne z najsilniejszych emocji w social mediach – ocenił Jacek Kotarbiński.

– Narracja „im więcej podpisów, tym nowsze ustępstwa” idealnie nadaje się do powtarzania i udostępniania, tworząc wrażenie, że władza działa wyłącznie pod presją Internetu. Jeśli urzędnicy tego nie zrozumieją, mogą tę bitwę po prostu przegrać – podkreślił.

Ilość podpisów wymagana do ogłoszenia referendum już została zebrana. Organizatorzy jednak kontynuują zbiórkę. W samym referendum, aby było wiążące, musi wziąć udział co najmniej 3/5 uprawnionych do głosowania.

Najnowsze