Premier Donald Tusk przekonywał w czwartek, że chęć przeprowadzenia referendum ws. odwołania Aleksandra Miszalskiego (KO) z urzędu prezydenta Krakowa, to „jest jakiś pomysł PiS-u czy Konfederacji na rozróbę polityczną”. – Oczywiście prezydent Miszalski ma pełne nasze wsparcie – powiedział Tusk.
W Krakowie trwa akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum ws. odwołania prezydenta miasta. Dziennikarze w Sejmie pytali szefa rządu, czy Koalicja Obywatelska będzie broniła prezydenta Miszalskiego.
Zdaniem Tuska, to nie jest ponadpartyjny sprzeciw wobec buty oraz antyobywatelskiej postawy prezydenta, lecz partyjna intryga.
– Wiadomo, że te pomysły o referendum w Krakowie, a później w innych miastach, one się pojawiają i to jest jakiś pomysł PiS-u czy Konfederacji na takie zamieszanie, na rozróbę polityczną, więc ja nie mam żadnej wątpliwości, że to jest jedyny powód, dla którego to referendum jest organizowane. I oczywiście prezydent Miszalski ma pełne nasze wsparcie – powiedział Tusk.
Inicjatorzy referendum za cel postawili sobie zebranie co najmniej 100 tys. podpisów mieszkańców. Ich zdaniem taka liczba gwarantuje, że po odrzuceniu przez PKW wadliwych podpisów, np. z powodu podania błędnego adresu, nieczytelnych danych itp., dojdzie do referendum.
Wniosek ws. organizacji referendum złożyła w Krajowym Biurze Wyborczym grupa mieszkańców, podkreślająca, że akcja nie ma charakteru politycznego. Do zbiórki podpisów przyłączyli się potem politycy PiS, Konfederacji oraz stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały.
Inicjatorzy referendum zarzucają Miszalskiemu wiele rzeczy, w tym zadłużenie miasta, kolesiostwo, nieprofesjonalny audyt przeprowadzony w urzędzie po objęciu władzy po Jacku Majchrowskim, niespełnienie wyborczych obietnic, sprawowanie urzędu w sposób niegodny – chodzi m.in. o taniec na dachu magistratu do piosenki, w której padają wulgaryzmy. Przede wszystkim jednak, o czym PAP nie wspomina, chodzi o sprzeciw wobec zakazu wjazdu dla biedaków, formalnie zwanym strefą czystego transportu.
Zdaniem Miszalskiego próba jego odwołania jest dla jego przeciwników rodzajem „dogrywki” do ostatnich wyborów samorządowych, które wygrał. Odpierając zarzuty przeciwników, mówił m.in. o rosnących dochodach miasta, inwestycjach „blisko mieszkańców” oraz działaniach na rzecz poprawy jakości życia w Krakowie, w tym poprawienia jakości usług transportowych. Prezydent miasta wyraził też przekonanie, że mieszkańcy Krakowa „mądrze” podejdą do tej inicjatywy.
Aby referendum mogło się odbyć, komitet obywatelski, który złoży w Krajowym Biurze Wyborczym wniosek o referendum, musi zebrać pod tym wnioskiem podpisy minimum 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców. W przypadku Krakowa oznacza to, że pod wnioskiem musi się podpisać 58 355 osób. Obecnie zebrano ich prawie 80 tys.
Z kolei, aby referendum było ważne, w głosowaniu musi wziąć udział nie mniej niż 3/5 liczby biorących udział w wyborze prezydenta, czyli 158 555 osób. O wyniku referendum decyduje większość głosów „za” lub „przeciw” odwołaniu Miszalskiego z funkcji.

