Strona głównaGŁÓWNYWażne referenda. Miszalski straci stanowisko?

Ważne referenda. Miszalski straci stanowisko?

-

- Reklama -

Jeśli Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa, straci stanowisko w wyniku głosów oburzonych mieszkańców, kolejne referenda pojawią się w Polsce jak grzyby po deszczu. To ważna inicjatywa polskich patriotów do odzyskiwania Polski z rąk postkomunistów.

Ponad 40 tysięcy podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Krakowa udało się w ciągu niespełna 14 dni zebrać przedstawicielom Ruchu Obrony Polaków i Konfederacji. Mimo trzaskającego mrozu i krótkiego dnia, młodzi polscy patrioci stali w najbardziej uczęszczanych miejscach starej stolicy Polski i konsekwentnie namawiali przechodniów do złożenia podpisu pod wnioskiem o referendum. Jeśli zbiórka podpisów dalej będzie się rozwijać w takim tempie, to w najpiękniejszym mieście Polski w tym roku jeszcze mieszkańcy zagłosują za odwołaniem prezydenta.

- Reklama -

Krótka droga

Zgodnie z obowiązującym prawem do przeprowadzenia referendum niezbędne jest zebranie podpisów 10 procent mieszkańców miasta, którego referendum dotyczy. W Krakowie według danych z 30 czerwca 2025 roku mieszkało 810590 osób. To oznacza że do przeprowadzenia referendum wystarczy 81 tysięcy podpisów. Jeśli Konfederaci nadal będą je zbierać w tym tempie, to do Wielkanocy będą mogli przedstawić krakowskiemu Komisarzowi Wyborczemu wniosek o referendum. A on nie będzie miał innego wyjścia niż referendum ogłosić, a później przeprowadzić.

Sam Aleksander Miszalski chyba poważnie się przestraszył tej perspektywy, bo zaczął rakiem wycofywać się z najbardziej kontrowersyjnej decyzji swoich rządów – ze Strefy Czystego Transportu. Publicznie zadeklarował, że będzie dążył do zmiany przepisów regulujących funkcjonowanie SCT, znalazł też winowajcę – dyrektora departamentu odpowiedzialnego za Strefę, a na jej miejsce wyznaczył jej dotychczasowego zastępcę. Od tego momentu Miszalski stara się nabrać wody w usta i udzielać wypowiedzi o mniej kontrowersyjnych tematach. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że sprawa ewentualnego referendum spędza mu sen z powiek.

- Prośba o wsparcie -

Z czego w ogóle wziął się pomysł referendum? Z niezadowolenia ogromnej części mieszkańców z wprowadzenia Strefy Czystego Transportu. Przypomnijmy: lewak Miszalski zdecydował się zmienić Kraków w strefę, do której nie wolno wjeżdżać starszym samochodom (a młodsze muszą za wjazd zapłacić). Tym pomysłem Miszalski objął prawie całe miasto. Kto zakaz złamie, musi się liczyć z wysokim mandatem.

Skrajnie niesprawiedliwy, faszystowski zakaz, wywołał furię tych kierowców, którzy nie mogą wjeżdżać do miasta, bo ich samochody zostały wyprodukowane wiele lat temu (a nie stać ich na zakup nowych) oraz pozostałych, którzy poczuli, że cały ten wynalazek ma służyć drenażowi ich portfeli. Na to nałożyła się katastrofalna sytuacja finansowa Krakowa – była stolica stała się jednym z najbardziej zadłużonych miast kraju. Konserwatystom nie podobały się również ciągłe decyzje Miszalskiego o wspieraniu LGBT, zwłaszcza poparcie dla ich „Marszu Otwartości”, który przeszedł przez centrum miasta, w sąsiedztwie kościołów i raził tym uczucia wiernych. Pomysł zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Miszalskiego zgłosił Witold Gadowski – szczególnie popularny w Krakowie. I się zaczęło.

Krok po kroku

Jeśli polscy patrioci zbiorą wystarczającą ilość podpisów, komisarz wyborczy będzie musiał ogłosić referendum i będzie się ono musiało odbyć. To już będzie pierwszy sukces, bo pokaże, że polskim patriotom coś się udało i że ruch patriotyczny ma coraz więcej do powiedzenia. Aby jednak referendum przyniosło oczekiwany skutek – „za” musi zagłosować ponad połowa uczestników przy frekwencji wynoszącej 60 proc. głosujących w ostatnich wyborach lub 30 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania. Daje to więc na Kraków ponad 240 tysięcy osób, z których ponad 120 tysięcy musiałoby zagłosować na „tak”.

Nawet więc, pomimo referendum, Miszalski może pozostać prezydentem, gdy do głosowania zmobilizuje swoich zwolenników (zapewne będzie to robił, strasząc „faszystowskim” PiS-em i „prorosyjską” Konfederacją). Jeśli referendum zakończy się wynikiem pozytywnym – będzie to koniec kariery politycznej Miszalskiego i potężny cios wizerunkowy w jego partię – Platformę Obywatelską. Jeśli zakończy się wynikiem negatywnym – będzie to ostrzeżenie dla lewaków rządzących polskimi miastami. Jeśli do referendum w ogóle nie dojdzie będzie to mały sukces – polscy patrioci poczują swoją siłę i znajdą motywację do dalszych, podobnych działań.

Bytom na cenzurowanym

Odległy od Krakowa o 80 kilometrów Bytom to drugie miejsce, gdzie rozgrywa się walka o przyszłość samorządu. Tam wniosek referendalny idzie dalej – chodzi nie tylko o odwołanie prezydenta – lewaka i socjalistę Mariusza Wołosza (wywodzi się, podobnie jak Miszalski, z Koalicji Obywatelskiej). Komitet referendalny, który powstał niedawno, chce, aby wraz z nielubianym Wołoszem, odeszła cała rada miasta. Pretekstem do odwołania Wołosza jest brak jego reakcji na sygnały dotyczące nieprawidłowości w schronisku dla zwierząt. Ale to tylko pretekst. Chodzi de facto o fatalną sytuację finansową miasta, znaczący wzrost obciążeń podatkowych mieszkańców oraz w końcu bardzo złą ocenę wykorzystania funduszy unijnych. 14 lat temu w wyniku przegranego referendum stanowisko prezydenta Bytomia stracił Piotr Koj. Wiosną ubiegłego roku w wyniku referendum stanowisko straciła prezydent Zabrza Agnieszka Rupniewska. Poszło również o fatalną sytuację finansową miasta.

Ważny oręż

Wszystko wskazuje na to, że wnioski referendalne staną się poważną bronią polityczną w rękach polskich patriotów. Jeśli referendum w sprawie odwołania Miszalskiego zakończy się powodzeniem, to należy się spodziewać, że podobne wnioski pojawią się w większości miast Polski. Także tam nie brakuje mieszkańców niezadowolonych z decyzji swojego włodarza. A sami włodarze robią dużo, żeby takich mieszkańców przybywało. Powody są co najmniej trzy. Pierwszy to fatalna polityka komunikacyjna: obsesyjne wręcz likwidowanie miejsc parkingowych oraz ciągłe, uciążliwe remonty. Po drugie: katastrofalny stan finansów gminy.

Po trzecie w końcu: popularne w ostatnich czasach wśród samorządowców wyrażanie poparcia dla LGBT i organizowanie tęczowych marszów. Te ostatnie złoszczą konserwatystów, zwłaszcza katolików, te pierwsze kierowców, zaś sprawy finansowe są solą w oku wszystkich trzeźwo myślących obywateli. Na to wszystko nakładają się jeszcze wojenki partyjne. Zawsze można liczyć na to, że referendum o odwołanie prezydenta miasta z PO poprze lokalny PiS i odwrotnie. Wystarczy zatem, aby zebrało się łącznie 10 proc. takich niezadowolonych i referendum gotowe. Trzeba więc się spodziewać, że rok 2026 rozpocznie zjawisko referendów w całej Polsce.

To bardzo dobry sygnał, albowiem w tych referendach coraz głośniej będą mówić polscy patrioci. Sytuacja każdego samorządu daje im przecież argumenty do rąk. Prawie każde miasto w Polsce jest zadłużone (a miasta wojewódzkie ponad granicę wypłacalności). W każdym też trwa polityka walki z kierowcami, likwidacji miejsc parkingowych, próba zmuszania mieszkańców do poruszania się komunikacją miejską. Inwestycje miejskie w wielu przypadkach stają się hucpą – zamiast przynosić konkretne rezultaty, stają się źródłem afer, gangreny i nieprawidłowości, na których korzyści czerpią „sami swoi”. Włodarze miast dają się też często poznać jako nieudacznicy, którzy od lat nie umieją naprawić konkretnego mostu albo konkretnego odcinka drogi. Polscy patrioci mają więc co punktować. I mają podstawy liczyć na to, że to punktowanie wystarczy. Jeśli Polskę zaleje fala referendów, to kwestią czasu jest to, aż w fotelach włodarzy miast zaczną zasiadać polscy patrioci.

O tym, że taka zmiana jest możliwa, przekonuje przykład Bełchatowa, gdzie władzę objął Patryk Marjan z Konfederacji WiN. Marjan otworzył Bełchatów na inwestycje, chcąc rozwiązać problem rosnącego bezrobocia po zamykaniu firm górniczych (co jest efektem polityki Zielonego Ładu), rozpoczął też politykę uwalniania terenów pogórniczych. W końcu też: obniżył do minimum podatki od środków transportu, co zapewniło zwiększenie zainteresowania gminą ze strony przedsiębiorców z tej właśnie branży. Jest to dobry przykład na przyszłość.

Najnowsze