Strona głównaWiadomościPolskaSebastian M. przed sądem. Adwokat: Rodzicom ciężko przyjąć, że wersja śledczych jest...

Sebastian M. przed sądem. Adwokat: Rodzicom ciężko przyjąć, że wersja śledczych jest błędna

-

- Reklama -

– To wielka tragedia. Często na tej sali padają słowa nienawiści w kierunku oskarżonego. Rodziny mają do nich prawo. Jednak zrozumiałym jest, że ofiarom, rodzicom ciężko jest przyjąć, że wersja wypadku określona przez śledczych jest po prostu błędna – powiedział o2.pl. adwokat Sebastiana M. mec. Katarzyna Hebda. M. zapowiedział, że będzie zeznawał.

20 lutego odbyła się przedostatnia z planowanych rozpraw ws. o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na A1 przez Sebastiana M. 16 września 2023 roku zginęła trzyosobowa rodzina – w tym małe dziecko – koło Piotrkowa Trybunalskiego.

- Reklama -

Śledczy ustalili, że 34-letni Sebastian M. jechał bmw ponad 300 km/h i uderzył w osobową kię. W środku było małżeństwo B. i 5-letni syn. Auto stanęło w płomieniach. Rodzina spłonęła nie mogąc wydostać się z wraku samochodu.

Matka zmarłej kobiety i babcia Olivera Małgorzata Duda wygłosiła oświadczenie w imieniu członków rodziny ofiar.

- Prośba o wsparcie -

– Cierpimy także przez szydercze wręcz stwierdzenia, że nasze dzieci zginęły w wyniku pożaru, a nie w wyniku wypadku. Cierpimy przede wszystkim dlatego, że pan albo nie rozumie, co się stało, albo co gorsza rozumie doskonale, a przy tym nie potrafi jako dorosły mężczyzna wziąć na swoje barki jakiejkolwiek odpowiedzialności – powiedziała Duda Sebastianowi M.

M. nie odniósł się do oświadczenia w trakcie rozprawy. W przerwie między zeznaniami świadków skomentowała mec. Katarzyna Hebda, adwokat Sebastiana M.

– Nikt nie kwestionuje bólu rodzin. To wielka tragedia. Rodziny cierpią i przeżywają żałobę już niemal trzy lata. Często na tej sali padają słowa nienawiści w kierunku oskarżonego. One padają też po zakończeniu rozpraw. Nie dziwi się temu oskarżony, ani obrona. Rodziny mają do tych odczuć prawo. Jednak zrozumiałym jest, że ofiarom, rodzicom ciężko jest przyjąć, że wersja wypadku określona przez śledczych jest po prostu błędna – przekonywała w rozmowie z o2.pl mec. Hebda.

W oświadczeniu Małgorzaty Dudy wspomniano o wersji wypadku forsowanej przez obronę, czyli że kia jechała na autostradzie na kole dojazdowym. Małgorzata Duda oświadczyła, że nie słyszała, by były jakiekolwiek problemy z autem.

O2.pl zapytało mecenas, czy takie słowa mogą świadczyć o błędnym założeniu obrony. Mec. Katarzyna Hebda odparła, że „nie można niczego zakładać”.

– Nie możemy tak naprawdę niczego w tej sprawie zakładać. Przede wszystkim należy pamiętać o tym, że wyłącznie środki dowodowe przewidziane w procesie karnym mają znaczenie dla ustalenia odpowiedzialności karnej. Natomiast tego typu oświadczenie środkiem dowodowym sensu stricto nie jest. A po drugie, proszę państwa, nawet jeżeli takie słowa nie padły wprost, to też nie jest wykluczone, że po prostu o tym nie powiedziano. Więc tak naprawdę wypowiadanie się na ten temat to są wyłącznie hipotezy – przekonywała.

Podczas rozprawy mec. Hebda powiedziała, że 12 marca Sebastian M. chce złożyć wyjaśnienia przed sądem. Jak podkreśla o2.pl, będzie to „pierwszy raz, gdy oskarżony będzie odpowiadać na pytania stron i sądu”.

Podczas rozprawy przesłuchano pięciu strażaków, którzy byli na akcji przy wypadku Sebastiana M. Mężczyźni zeznali, że rozmawiali z oskarżonym i jego pasażerami zaraz po wypadku. Podkreślili, że M. „był wystraszony” i rozmawiał z nieznaną osobą przez telefon.

– Zobaczyliśmy uszkodzone bmw. Opuściłem pojazd. Zauważyłem trzy osoby, które stały na poboczu. Jednym z nich był Sebastian M. Rozmawiał przez telefon, był wystraszony. Jeden z mężczyzn miał kamizelkę odblaskową – powiedział jeden ze strażaków.

Z relacji strażaków wynika, że na miejsce przyjechał ojciec Sebastiana M. i dwie kobiety. Była to żona Sebastiana M. i żona jednego z pasażerów jego bmw. Strażacy zeznali, że krzyczały na swoich mężów.

– W pewnym momencie starszy mężczyzna zaczął podchodzić do BMW. Rozmawiał przez telefon. Później odszedł z kobietami, które wcześniej czekały w moim aucie. Cała ta akcja trwała długo – powiedział jeden ze strażaków.

– Żony wyzywały swoich mężów. Później, gdy już się uspokoiły krzyczały, że ich faceci spalili rodzinę – dodał kolejny.

Strażacy zrelacjonowali wszystkie drastyczne szczegóły dotyczące ofiar. Ciała „były pochylone” a zwłoki kierowcy „skierowane w kierunku drzwi, jakby chciał uciec”.

– Widziałem małe ciało i zwłoki osoby dorosłej z tyłu. Nie można było rozpoznać płci – zeznawał strażak.

Kolejny ocenił, że ciała były „bardzo zwęglone” i dodał, że wstrząsnął nim widok rzeczy osobistych porozwalanych na ulicy po wypadku.

– Niebieski dziecięcy kocyk z pieskami zapadł mi w pamięci szczególnie – powiedział strażak.

Kolejna rozprawa Sebastiana M. ma się odbyć 26 lutego.

Najnowsze